Zgorzelec: Starosta walczył o życie pięć godzin

Mariusz Junik
Starosta ma mocno obtarte ręce, bo trzymał się gałęzi
Starosta ma mocno obtarte ręce, bo trzymał się gałęzi Fot. Marcin Oliva Soto
Udostępnij:
Starosta zgorzelecki, 36-letni Mariusz Tureniec, dochodzi do zdrowia w szpitalu po tym, jak został porwany przez wodę, która przerwała tamę w Niedowie. Przeżył tylko dzięki heroicznej walce z rwącym nurtem zimnej wody, wisząc przez pięć godzin na kilku kolejnych drzewach.

Ma poważne otarcia na rękach i nogach. Podobnie jak jego kierowca, 49-letni Andrzej Wybult. Do szpitala trafił razem ze swoim kierowcą wczorajszej nocy ok. godz. 3. Zostali uratowani przez strażaków. Zawdzięczają życie im i swoim mocnym głosom.

Oto relacja starosty:
Cała nasza walka o przeżycie wyglądała jak z filmu o Jamesie Bondzie. Wyruszyłem z kierowcą z Bogatyni do Zgorzelca samochodem terenowym w sobotę po godz. 16. Wieźliśmy rękawy przeciwpowodziowe, aby ratować Zgorzelec, do którego zmierzała fala powodziowa. Fala dotarła już wtedy do zbiornika w Niedowie. Myśleliśmy, że zdążymy uciec przed wielką wodą.

Mieliśmy informacje, że zbiornik może nie wytrzymać. Napierająca woda była jednak tak mocna, że tama puściła i potężna ściana wody rozlała się wokół. Uderzyła w nasz samochód. Ciężki landrover przewrócił się na bok, jakby był pudełkiem zapałek. Odruchowo wybiliśmy szyby w aucie i wypłynęliśmy z samochodu. W tym momencie porwał nas wartki nurt. Nie wiedzieliśmy, gdzie nas niesie.

Prąd rzucił nas w kierunku pobliskiego lasu. Zaczepiliśmy się o drzewa i próbowaliśmy się ich chwycić. Złapałem kurczowo pierwsze z brzegu drzewo rękami i nogami. Nurt był strasznie mocny. W tym miejscu było już głęboko na 2-3 metry. To był moment. Straciłem z oczu pana Andrzeja. Po chwili woda zerwała mnie z drzewa i porwała ze sobą. Byłem cały zanurzony, jednak udało mi się wypływać na powierzchnię. Wówczas szukałem najbliższego drzewa, aby je chwycić i owinąć się wokół. Taka walka z żywiołem trwała ze 3-4 godziny.

Chwilami myśleliśmy, że się utopimy. Że to już koniec i nie wrócimy do domu. Ale siłą woli podciągaliśmy się wyżej na drzewie. I liczyliśmy na cud. Przeżyliśmy chyba siłą woli.

Owijałem się kolejno wokół kilku drzew. Dziś już nie pamiętam, ile ich dokładnie było. Trzy, cztery czy pięć? Aby się utrzymać na powierzchni najmniejszym kosztem sił, moje ciało musiało być jak najbardziej zanurzone w wodzie. Dlatego na powierzchni miałem tylko głowę. Jednak wówczas zimna woda powodowała wychłodzenie ciała. Co jakiś czas podciągałem się na drzewie, aby ciało się nieco ogrzało. Dlatego mam takie mocne obtarcia na rękach i nogach.

Jakiejś woli walki dostałem, aby przeżyć. Wyczułem pod nogami podparcie, bo wokół drzewa zatrzymywały się różne rzeczy niesione przez wodę. Nie ślizgałem się już rękami na korze drzewa. Bardzo się ucieszyłem, bo byłem wówczas już bardzo wyczerpany. Krzyczałem do pana Andrzeja, aby sprawdził głębokość wody wokół mnie, czy dałoby radę przejść tamtędy. Okazało się, że było zbyt głęboko, więc zaczęliśmy krzyczeć i wzywać pomocy.

Z dala dojrzeliśmy ludzi. Żeby jednak krzyk był donośny, to nie mogliśmy być po pachy w wodzie. Musieliśmy jak najbardziej się wynurzyć, co było wtedy ogromnym wysiłkiem. I jeszcze zebrać jak najwięcej sił na krzyk. Szczęściem usłyszał nas jeden ze strażaków i dostrzegł nas. Ratownicy zaczęli iść w naszym kierunku. Choć była to odległość kilkuset metrów, to szli do nas aż 3 godziny. Tak silny był nurt. Kiedy wreszcie do nas dotarli, to przypięli nas do liny, założyli nam kapoki i wspólnie wracaliśmy.

To bardzo dzielni ratownicy, którym z całego serca chcemy podziękować. Uratowali nam życie.
Powrót trwał około godziny. Ten czas mówi wiele o potężnej sile nurtu wody. W bezpieczne miejsce dotarliśmy o godzinie 2 w nocy. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, kiedy już wiedziałem, że jest płytko, to uklęknąłem w wodzie. Byliśmy całkowicie wyczerpani. Później przewieziono nas do szpitala w Zgorzelcu.

Nie wiemy, ile czasu tu spędzimy. Obaj mamy mocne otarcia na rękach i nogach, które będą się goić przez kilka tygodni.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

R
R
sie durnie
n
niunia
Wisieli jak 2-ch LOTRY - Pan Bog pokzal jaki jest silny. No coz pewnie sie pysznili i gorowali nad slabszymi
moze teraz zrozumia na czym polega zycie innych biednych jak wisza na glodowych pensjach i rentach.
n
neron13
Pewnie jechał aby przy okazji apelowania gdzieś o pomoc pojawić się na chwilę w telewizji lub prasie. A tu tymczasem zbiornik wodny się przelał i o mało nie utonął. No ale jednak cel osiągnął - reelekcja jest pewna (nie jako organizator akcji przeciwpowodziowej, ale jako najsławniejszy poszkodowany). Wiem, że to złosliwy komentarz, ale ponieważ nie jestem z rejonu worka turoszowskiego to sobie pozwalam. ;-)
x
xpe
.... dobrze ,że kapciowego i gosposi ze sobą nie zabrał , było by im trudniej się uratować.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie