Zdrojewski: Wszystkim zależy na czystym powietrzu

Bogdan Zdrojewski
Bogdan Zdrojewski
Bogdan Zdrojewski Pawel Relikowski / Polska Press
Udostępnij:
Miasto niedawno ogłosiło, że - w okresie dwóch, trzech dekad - planuje zlikwidowanie większości ogródków działkowych. Jeśli rzeczywiście te, które są zlokalizowane w pobliżu linii kolejowych, obwodnic czy dróg o dużym natężeniu ruchu nie wytrzymują dziś tego starcia z cywilizacją, to warto pomyśleć o tym, by w ich miejsce powstały zielone tereny rekreacyjne, w części izolujące od wszelkich zanieczyszczeń, ale przede wszystkim otwarte - pisze dla nas Bogdan Zdrojewski, były prezydent Wrocławia, obecnie europoseł.

Batalia o to, żeby Wrocław był miastem zielonym, a jego mieszkańcy oddychali powietrzem niezagrażającym zdrowiu, toczy się od lat i nie przesadzę twierdząc, że szybko się nie zakończy. Powody tak naprawdę są dwa. Po pierwsze dlatego, że rozwiązywanie problemów ekologicznych sporo kosztuje, a po wtóre, ponieważ obracamy się wokół dziedziny, która wymaga stałej, a nie okazjonalnej troski i każde w niej zaniedbanie odbija się bolesnym rykoszetem.

Niewyrywany do odpowiedzi przez krytyków działań miasta w zakresie dbałości o miejską zieleń, w ostatnich kilkunastu latach, postanowiłem jednak odnieść się do kilku istotnych zarzutów, ze względu na ich wagę i często zbyt szerokie uogólnienia w finalnych ocenach.

Po pierwsze całkowicie odrzucam pogląd, iż po 1989 roku zabrakło w ogóle zainteresowania, zaangażowania, myślenia i pracy na rzecz wrocławskiej zieleni. Akurat właśnie we Wrocławiu udało się zbudować niezwykle cenne, istotne i długofalowe programy w tym zakresie. Za ich realizację Wrocław wielokrotnie otrzymywał prestiżowe nagrody. To nas wręcz wyróżniało i dość szybko zbliżało do standardów państw w tej materii wiodących.

W jednej z opinii np. prof. Ludwika Tomiałojcia słusznie zwrócono uwagę na konieczność lepszego wykorzystania np. Lasu Mokrzańskiego - zarówno ze względu na jego walory ekologiczne, jak i rekreacyjne. Podzielam także pogląd koniecznego uruchomienia specjalnego programu zalesień rzek dopływowych do Odry, w tym także ich bulwarów. Podobnie jest z projektowaniem terenów otulinowych Wrocławia, tak by zwłaszcza od strony zachodniej poprawiły się warunki ekologiczne samego miasta.

Czy to jest na dziś wystarczające? W żadnym razie nie - ww. projekty są za skromne, dość wycinkowe (ilustracyjne), nie uwzględniają podziałów kompetencyjnych, a także pomijają ważne prace wykonane już w latach dziewięćdziesiątych. W odniesieniu do miasta najistotniejsze jest, bowiem kompleksowe podejście do rozwiązywania problemów, konsekwencja w działaniu i bardzo konkretna wiedza o rozmaitych wysiłkach i przeszkodach w realizacji już uzgodnionych projektów.

Przypomnę więc, że były gotowe projekty dla dorzeczy Bystrzycy, także jej dolnego przebiegu, parku Stabłowickiego i parku Leśnickiego. Ważne jest także uwzględnienie, już wiele lat temu analizowanych i opracowanych, propozycji dotyczących całej części wschodniej (od lasu Wschodniego, z rzekami Oławą i Zieloną) z wyspami tak istotnymi, jak np. Opatowicka.

Czytaj dalej na kolejnej stronie

Niezależnie od tego, zawsze w przypadku rozwiązań kompleksowych, warto się upomnieć o większą dbałość o małe, ale zwarte obszary „oddechu” w centrum miasta, ponieważ to one decydują o samopoczuciu mieszkańców, a także - co ma niebagatelne znaczenie - budują opinię o samym mieście. Tych celów nie da się z powodzeniem osiągnąć, jeśli nie nastąpi odejście od dość agresywnej polityki wysokiej urbanizacji miasta, zwłaszcza w części poza centralnej, poza śródmiejskiej. Niepokoi mnie to, że zbyt łatwo są wydawane zgody w planach miejscowych na działki pod domki jednorodzinne, szeregowce etc., wielkością zbliżone do tych z lat 70. Budzi sprzeciw dość przypadkowe lokowanie budynków zdecydowanie za wysokich, często w bardzo niefortunnie wyznaczonych miejscach (np. przy Odrze, jak i obszarze Starego Miasta; przykład szczególny: ciekawy, ale przeskalowany Silver Tower przy samym Dworcu Głównym). Za gęsta jest również zabudowa Maślic, Stabłowic czy też nowych Żernik (projekt ESK). Realizacja tzw. WUWy2 zamiast wyprzedzać czas, jak to było w przypadku pierwowzoru, cofa nas przynajmniej o dwie dekady.

Inny przykład.
Żeby obronić przed laty tereny wyścigów konnych na Partynicach przed ich likwidacją, potrzeba było gigantycznych wysiłków. Przede wszystkim politycznych. Ale nawet wówczas, w tej nadzwyczajnej sytuacji nikt, także ja nie myślałem o konieczności obrony tego terenu przed lokowaniem w ich pobliżu jakichkolwiek „dyskusyjnych” obiektów. To było oczywiste. Ekologów przy tym nie było. Szkoda, że ten sukces finalnego uratowania Partynic w tamtym czasie, dziś został de facto częściowo zaprzepaszczony. Każdy, kto ląduje na lotnisku we Wrocławiu, wcześniej obserwuje z góry piękny teren wyścigów konnych, zabudowany tak intensywną otuliną budowlaną, że żal serce ściska.

Inny problem.
Niezwykle istotne jest to, ile i co się w mieście wycina, (jakie drzewa, krzewy - rodzaje i ich wiek), i gdzie, a także co się sadzi ( topole, czy platany, w centrum czy w pobliżu peryferyjnego cmentarza).

Pamiętam protest mieszkańców na początku lat 90., gdy postanowiłem „rozprawić się” z topolami nasadzonymi w latach pięćdziesiątych na alei Dębowskiego, żeby w ich miejsce posadzić „zaledwie” piętnastoletnie dęby. Przywiązanie do okazałych topoli (w mieście to raczej chwasty wśród drzew), przy braku szacunku do dębów, był wówczas jedynie efektem braku wiedzy, ale tylko na moment. Dziś sami mieszkańcy własnego protestu nie pamiętają. Ale Wrocław stać na dęby, platany, magnolie, a niekoniecznie na tanie i szybko rosnące, np. właśnie topole, jarzębiny i tym podobne.

Czytaj dalej na kolejnej stronie

Miasto niedawno ogłosiło, że - w okresie dwóch, trzech dekad - planuje zlikwidowanie większości ogródków działkowych. Jeśli rzeczywiście te, które są zlokalizowane w pobliżu linii kolejowych, obwodnic czy dróg o dużym natężeniu ruchu nie wytrzymują dziś tego starcia z cywilizacją, to warto pomyśleć o tym, by w ich miejsce powstały zielone tereny rekreacyjne, w części izolujące od wszelkich zanieczyszczeń, ale przede wszystkim otwarte. Program zamiany mniej wartościowych i źle zlokalizowanych ogrodów działkowych, na pełno wartościowe tereny zielone, mógłby spotkać się nawet z życzliwością samych działkowców. Obawiam się natomiast, że zamiast tego, dawne tereny ogródków działkowych mogą zostać po prostu zabudowane i to mało wartościowymi obiektami. To byłaby prawdziwa klęska. W tej sytuacji wolę bronić samych ogródków, kiepska zieleń, ale zieleń, a nie beton.

Tereny wodne - ważny temat, ale warto pomyśleć nie tylko o rzekach, ale także o ciekach wodnych (Brochówce, Kasinie, Ługowinie, Trzcianie, Rogożówce etc.). Mamy ich kilkadziesiąt. Są cenne i - na przykład - wspaniale nadają się na ciągi piesze i rowerowe. Dwadzieścia lat temu nikt nie chciał oddać miastu kompetencji w zakresie rzek, wałów, pól irygacyjnych itd. Zrobiono to tylko na chwilę - w czasie powodzi tysiąclecia. Dziś wyżej wymienione, są pod różną kuratelą, głównie samorządową. Jest więc świetny moment na stworzenie programu prac z prawdziwego zdarzenia.

Czy możemy gdzieś podpatrzeć dobre przykłady, które można by zaszczepić na wrocławskim terenie? Owszem, może nawet powinniśmy po nie sięgnąć? Mam na myśli nie tak odległy w końcu Berlin.

To, co uczyniono w stolicy Niemiec w ostatnich kilkunastu latach, zasługuje na wielkie uznanie. Tereny leśne, parki, projektowanie zieleni rozproszonej, zagospodarowanie nabrzeży, a także technologia nawadniania - warte są tego, by nasze miasto „ściągnęło” nieco z tych rozwiązań. Podobnie jak w kwestii sposobów walki ze szkodnikami (rudnicą kuprówką, jemiołą), a nawet z… workami foliowymi, które wiszą latami na wierzchołkach drzew.

Czytaj dalej na kolejnej stronie

Na koniec chciałbym uświadomić tym, którzy mówią o wielkich zaniedbaniach w odniesieniu do miejskiej zieleni, na jakie rzekomo pozwolono sobie także np. w latach dziewięćdziesiątych, że ich oceny są tyleż niesprawiedliwe, co przede wszystkim pozbawione znajomości rzeczy.

Wrocław w 1990 roku miał się delikatnie mówiąc nie najlepiej. Zniszczenia wojenne, które odcisnęły się na rozmaitych obiektach, zostały w znacznym stopniu naprawione. Stany takich parków, jak Kleciński, Brochowski, Zachodni, Leśnicki etc., już niestety nie. To, co musiałem uczynić wówczas, to zawalczyć, o jakość zieleni, która choć przetrwała, wyglądała marnie. Przez całe lata dziewięćdziesiąte Wrocław odbierał rok w rok nagrody za postęp w tej dziedzinie: za park Południowy, za park Szczytnicki, Zachodni i Brochowski (labirynt), za pełną przebudowę, stworzenie w zasadzie na nowo Ogrodu Japońskiego itp. Z Holendrami z Bredy dokonywaliśmy licznych nasadzeń uzupełniających oraz nowych w częściach Wrocławia północno-zachodniego. Od podstaw uruchomiliśmy budowę parku Millenijnego przy ul. Granicznej (błędem są odrolnienia w tym obszarze, obecne oferty sprzedaży terenów pod zabudowę po drugiej stronie AOW - projekt powinien być bezwzględnie poszerzany wzdłuż obwodnicy po obu stronach i trasy na lotnisko).

Wrocław był jedynym miastem, które już w latach 90. konsultowało się ze specjalistami, m.in. Ogrodu Botanicznego, w sprawie rodzajów nasadzeń przy szkołach czy przedszkolach (żeby uniknąć problemów np. z owocami cisów). Był jedynym miastem konsekwentnie wprowadzającym zieleń na prestiżowych obszarach wewnętrznych (jak np. całość Ostrowa Tumskiego).

Plany miejscowe dla Starego Miasta chroniły nie tylko zabytki, ale także skromne skwery, a przede wszystkim otwierały drzwi nowym nasadzeniom (w obrębie samego Rynku, na pl. Kościuszki). Dla wielu terenów zielonych lub potencjalnie zielonych projektowano specjalne funkcje (park Staromiejski - świat bajek, Wyspa Słodowa - plenerowe, kameralne koncerty, Wyspa Bielarska - świat zabaw ruchowych dla dzieci etc.)

Miasto miało swój poważny udział także w zagospodarowywaniu Ogrodu Botanicznego. Śluzy, nabrzeża, ale i zieleń, będące w kompetencjach państwa, a nie samorządu, również były wspierane finansowo przez Wrocław.

Niewiedza więc, czy też niepamiętanie o tych wysiłkach są nieco dyskredytujące... Nie to jest jednak ważne. Najistotniejsze jest aby dziś, przy obecnych środkach, wiedzy, dostępnych technologiach uczynić wszystko, co możliwe, by Wrocław był liderem - miastem zieleni. Są ku temu niezwykle sprzyjające okoliczności.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 76

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
analityk
Rekordowe inwestycje: w szkolnictwo, muzea, filharmonie etc.
A
Antek
W latach dziewięćdziesiątych zrobiono gigantycznie dużo dobrego, a potem ? wystarczy przeczytać poniżej dyskusję.
g
gość
A dodam, ze już oświadczyła oficjalnie że nie aspiruje.
D
Dariusz W.
Była złą przewodniczącą sejmiku, jako senator też nie błyszczy. Jak najdalej od ratusza.
J
Janusz
Ówczesny dyrektor Teatru Polskiego Mieszkowski zadłużał teatr, a Zdrojewskiemu zabrakło odwagi żeby go odwołać. Przestraszył się wrzeszczących aktorów, którzy bronili Mieszkowskiego. Konsekwencje tej nieudolności ponosimy dziś. Aktorzy wrzeszczą nadal, no bo jak się wtedy udało to może i teraz też się uda postawić na swoim.
G
Gość
Bzdury. Mieszka tam gdzie mieszkał nim został prezydentem Wr. Nie znam innych takich !
G
Gość
Wyraźnie wsparł komunikacje zbiorową , także ścieżki rowerowe , ale nie w tej formie co czyni ratusz . Ma racje !
G
Gość
Wystarczy przeczytać Słowo Polskie i zobaczyć że tylko Zdrojewski uprzedzał o nadchodzącej katastrofie: oficjalny komunikat wbrew innym prognozom !
G
Gość
Dużo wiedzy , spokój analizy a oceny zabudowy nadmiernej np. Partynic czy Maślic rewelka. Dobrze że są takie oceny bo sam nie wiem gdzie są inni ... profesjonalni recenzenci
G
Gość
Dopiero jak zamarzył o karierze politycznej krajowej odpuścił miasteczko . A Zdrojewski szybko się zdystansował . Trudno tez mieć pretensje że nie pałał miłością do PIS
K
Krecik
Skoro to takie proste było, pomalować i zachwycić mieszkańców po szarej komunie, to czemu innym miastom w regionie, ba w Polsce się to nie udawało? Likwidacja kotłowni, niespotykane w Polsce inwestycja w zieleń, rewitalizacje parków, porządkowanie podwórek czy budowa nowej oczyszczalni ścieków to niewątpliwe zasługi dla środowiska we Wrocławiu pana Zdroja. Niestety zawsze łatwo krytykować, ale docenić, zwłaszcza po czasie, w oderwaniu od realiów zawsze potrafimy...ja pamiętam za dobrze tamte czasy. Ale co do namaszczenia Dutkiewicza to fakt, to darować ciężko :(
G
Gość
jak na lata 90 był Pan w porządku, ale nie oszukujmy się po 50 latach komunistycznej szarzyzny wystarczyło odmalować kilka elewacji w rynku i zrobić nową nawierzchnię żeby ludzie Pana pokochali, żeby zwalczać smog nic Pan przez te 11 lat nie zrobił i wogóle Pan o tym nie myślał, dutkiewicza też zaczął Pan krytykować dopiero jak dutkiewicz pokłócił się z PO, a wcześniej to Pan słowa złego o nim nie powiedział ....
A
Antoni H.
Panie Prezydencie, niech Pan do nas wraca! Znał Pan problemy mieszkańców, i chociaż starał się je rozwiązywać. W tv echo zawsze w punkt. Co do kalumni o powodzi, to dramat. Pokazuje tylko niewiedzę lub brak chęci odgrzebania starych gazet. To przecież Pan był jednym z tych ostrzegajacych przed wielką wodą! Pani Tereso - wstyd.
g
gość
Wypierdalaj
K
Kazik
co też wygadujesz kobieto, gdyby nie jego decyzje to stare miasto by poszło pod wodę... chyba we Wrocławiu kobieto w 1997 nie mieszkałaś
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie