Zawiedzione nadzieje. Zmiany w szkolnictwie wyższym

    Zawiedzione nadzieje. Zmiany w szkolnictwie wyższym

    prof. Mirosława Nowak-Dziemianowicz

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Pedagog, psycholog, dziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, członek Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego w latach 2006-2009, pisze o rządowych zmianach w szkolnictwie wyższym.
    Zawiedzione nadzieje. Zmiany w szkolnictwie wyższym
    Sejm RP przyjął 4 lutego 2011 roku ustawę o zmianie ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Debata nad zapisanymi w niej zmianami rozpoczęła się w styczniu 2008 roku, trwała nieprzerwanie przez trzy lata i nic nie zapowiada, żeby się szybko skończyła. Byłam uczestnikiem tej debaty jako członek Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego w latach 2006-2009, jako nauczyciel akademicki, dziekan dużego, akademickiego Wydziału (uprawnienia do nada-wania stopnia doktora i doktora habilitowanego) w niepaństwowej uczelni. Oto mój głos w tej sprawie.
    Nowa ustawa jest z całą pewnością lepsza od starej. I to jest dobra wiadomość. Nowa usta-wa jest jednak dużo gorsza, niż obiecywano. Zapowiadano, że ustawa:
    - zmieni sposób finansowania szkół wyższych,
    - zobowiąże kadrę akademicką do mobilności,
    - stworzy warunki do uczciwej konkurencji między uczelniami.

    Co zostało z tych planów? Nowa ustawa zmienia nieco sposób finansowania uczelni państwowych. Zwiększa liczbę konkursów, zmusza kadrę do innowacyjności, wiąże rozwój nauki z rozwojem gospodarki. To dobrze. Nie zmienia jednak zasad finansowania wyższych szkół niepaństwowych, pozo-stawiając je nadal bez budżetowych dopłat do studiów dziennych, nie stwarza równych szans wszystkim podmiotom organizującym kształcenie.

    Nowa ustawa nie zobowiązuje kadry do mobilności. Protesty środowiska zablokowały skutecznie tę zmianę. Jest nowa procedura habilitacyjna, ale dwuletnie vacatio legis i tutaj stwarza możliwość oporu przed zmianą.

    I wreszcie problem niezwykle istotny problem konkurencyjności na edukacyjnym rynku. Edukacja jest z pewnością wartością o niezwykłym, pierwszorzędnym znaczeniu dla obywateli. Pokazuje to gwałtowny, niespodziewany wzrost liczby osób studiujących w naszym kraju. Dostęp do tej wartości państwo zapewnia niestety tylko nielicznym - studentom studiów stacjonarnych. Po zakończonej sukcesem selekcji maturzyści (młodzi i starsi) mają zapewnione bezpłatne studia na państwowej uczelni. Ci, którym się nie udało, mają dwa wyjścia: 1. studiować w państwowej uczelni na studiach niestacjonarnych lub wieczorowych, gdzie, zgodnie z ustawą, ale niezgodnie z Konstytucją RP, pobiera się od nich czesne, lub 2. podjąć studia płatne w jednej z niepaństwowych uczelni. Tych stacjonarnych studiów, łamiąc konstytucję, budżet państwa nie dofinansowuje.

    Dlaczego nie ma masowych protestów przeciwko niekonstytucyjnemu pobieraniu opłat za studia w państwowych uczelniach? Dlaczego nie buntują się studenci tych form studiowania? Cała kadra, jej naukowy rozwój, aktywność naukowa (publikacje, konferencje, staże), infrastruktura niezbędna do studiowania, jest opłacana z budżetu państwa. Za co więc płacą ci niestacjonarni studenci państwowych uczelni? Za wynajem sal? Za ich oświetlenie i ogrzewanie? Utrzymanie w czystości? Wynagrodzenia nauczycieli? Wyposażenie bibliotek?

    Nie - to wszystko jest finansowane z budżetu państwa. Jak więc można porównać uczelnię niepaństwową z uczelnią państwową, jak można z nią konkurować w sytuacji, kiedy w szkole niepaństwowej koszty studiów zawierają w sobie wszystko: od budynku, infrastruktury, remontów bieżących, kosztów rozwoju kadry naukowej, działalności naukowej i wydawniczej, współpracy zagranicznej, księgozbioru, przewodów na sto-pień po wynagrodzenia własnych pracowników? Dlaczego nie ma masowych protestów studentów stacjonarnych uczelni niepaństwowych, którym w sposób niekonstytucyjny odmawia się dofinansowania nauki? I jak ma konkurować uczelnia, która o wszystko martwi się sama, każdą złotówkę musi sama wypracować, z uczelnią, która zawsze otrzyma dotację budżetową?
    Wiadomość o przegłosowaniu w Sejmie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym nie stała się "newsem dnia"


    Niewielką zmianą w tym zakresie stał się zapis ustawy zobowiązujący nauczycieli akademickich pragnących podjąć pracę na tzw. drugim etacie do uzyskania zgody rektora. To dobra, ale drobna zmiana, którą zrozumiemy tylko wtedy, kiedy uświadomimy sobie, że nie chodzi o to, by pracownikom naukowym zakazać pracy na wielu etatach, tylko o to, by kadra drugoetatowa nie miała uprawnień do legitymizowania studiów na określonym kierunku.
    1 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo