Założenie, że wszyscy myślą tak samo, jest chybione, czyli kawa bez polityki

Agata Grzelińska
Agata Grzelińska
Agata Grzelińska Tomasz Hołod
Udostępnij:
Jak to w wakacje bywa, spotykamy dawno niewidzianych znajomych, na przykład ze szkolnej ławki. Rozmowa jest bardzo miła, klei się, bo tematów przez parę lat nazbierało się sporo, począwszy od obowiązkowego pytania: „Co u Ciebie?”. Potem jeszcze magia wspomnień, zwłaszcza tych zabawnych z serii: „A pamiętasz, jak...” Świetne spotkanie, do czasu. Nagle czar pryska, bo w końcu ktoś postanowił zahaczyć o hic et nunc, czyli tutaj i teraz. I wziąć na tapetę temat-bombę, czyli politykę. Dobrze, jeśli kończy się na chwili wymownej ciszy. Gorzej, gdy emocje nie dadzą się pohamować i miłe spotkanie kończy się niemiło, a na dodatek w głowach obu zwaśnionych stron rodzi się silne postanowienie, by znajomości nie kontynuować.

Zakładając, że działa dawne szkolne porozumienie, gdy wszyscy w klasie kochali Metallicę, oglądali mecze NBA i „Cudowne lata”, ktoś rzuca przy dobrej kawie polityczny komentarz. Przekonany, że przecież rozmówca, którego zawsze lubił, z którym mu się tak fajnie rozmawia, który jest nowoczesny, ma jakiś cel w życiu, otwartą głowę i coś osiągnął, po prostu nie mógł głosować na tamtych. Skoro jest wykształcony, obyty, podróżujący, czytający, myślący i śledzący bieżące wydarzenia, to pewne jak dwa razy dwa, że jest po tej samej stronie. Wyborca jedynej słusznej partii rzuca więc śmiało frazy o tym, jacy tamci są żałośni, pazerni, zakłamani, jak kochają władzę i koryto, jak kłamią i mamią. A jakie uprawiają kolesiostwo, a jakie rozdają/przyjmują posadki! A to, że się do nich dorwali, a to że się od nich nie chcą dać oderwać. Tak, tak, bo nie ma znaczenia, której partii wyborcą jest nasz rozmówca, jedni i drudzy myślą podobnie, by nie rzec: tak samo. Jedni i drudzy zakładają, że myślimy tak samo jak oni. Tymczasem w najmniej oczekiwanym momencie przy fantastycznej kawie w doborowym towarzystwie może zapaść wspomniana wymowna i krępująca cisza, bo nagle ku zdumieniu mówiącego może się okazać, że jednak mamy inne zdania. Że ten kolega z umysłem w kwadrat zamkniętym, któremu tak się powiodło, wcale nie głosował na PO, a koleżanka, która w liceum biegała na Oazę, wcale nie ma zaufania do PiS-u. I co?

Szok. Dodajmy, że szok niepotrzebny, bo przecież świat jest nieco bardziej kolorowy, niż to się może na pierwszy rzut oka wydawać, także w sferze politycznych przekonań. Że jest więcej odcieni szarości i barw niż tylko czerń i biel (oranżowy partii miłości, niebieski partii prezesa, zieleń PSL-u, czerwień przebywającej chyba chwilowo w politycznym niebycie lewicy). I choć to się może wydawać niemożliwe, ludzie naprawdę mają prawo do innego spojrzenia na świat i do innych przekonań niż nasze. Czy nie na tym polega wolność?

Rację mają ci, którzy ucząc dobrych manier, podpowiadają, by nie poruszać podczas towarzyskich spotkań tematów ideologicznych, drażliwych, politycznych, bardzo osobistych czy zdrowotnych. Wystarczy pamiętać tylko tę szkolną lekcję, by z wakacyjnego spotkania - zamiast ze zdegustowaną miną i poczuciem wyższości - wyjść przepełnionym radością.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie