Zagłębie - Ruch 0:1. Historia jednego kontrataku

Michał Rygiel
To nie był najlepszy mecz w wykonaniu Aleksandara Todorovskiego. Zwłaszcza w drugiej połowie Macedończyk wyglądał na zmęczonego
To nie był najlepszy mecz w wykonaniu Aleksandara Todorovskiego. Zwłaszcza w drugiej połowie Macedończyk wyglądał na zmęczonego Piotr Krzyżanowski
W meczu 26. kolejki LOTTO Ekstraklasy Zagłębie Lubin przegrało z Ruchem Chorzów 0:1. Przez większość spotkania drużyna gości broniła się głęboko na własnej połowie, ale wykorzystała swoją szansę na objęcie prowadzenia i wywiozło z Lubina trzy punkty

W sobotę pogoda w Lubinie, jakby to określił Piotr Ćwielong, nie sprzyjała graniu w piłkę. Nic zatem dziwnego, że od pierwszego gwizdka gospodarze próbowali rozgrzać lubińską publiczność i w pierwszej akcji meczu zdobyć bramkę. Świetnie skonstruowana akcja kombinacyjna skończyła się jednak w rękach Libora Hrdlicki, który pewnie złapał piłkę po niezbyt udanym strzale Łukasza Janoszki. Po tym mocnym akcencie tempo jednak znacznie spadło.

Ruch, mimo 10 punktów zebranych w ostatnich czterech meczach, w tym wygranych z Legią i Lechią, przyjechał na stadion Zagłębia nastawiony wybitnie defensywnie. Głównym założeniem Waldemara Fornalika było granie z kontrataków z wykorzystaniem Miłosza Przybeckiego i Jarosława Niezgody – dwóch niezwykle szybkich ofensywnych graczy „Niebieskich”. \

W konsekwencji Zagłębie zostało zmuszone do gry atakiem pozycyjnym i szukaniem luk w dobrze zorganizowanej defensywie Ruchu. Lubinianie grali wolno, rozważnie, ale i bez klarownych sytuacji. Owszem, udawało się podopiecznym Piotra Stokowca stwarzać okazje, lecz nie były to szanse stuprocentowe. Próbowali między innymi Todorovski, Janoszka czy Piątek.

Tymczasem czyhający na pomyłki Zagłębia chorzowianie realizowali założenia taktyczne, ale Miłosz Przybecki, który był głównym celem podań od Patryka Lipskiego i Jarosława Niezgody, nie potrafił w pełni wykorzystać swoich predyspozycji fizycznych. Najlepiej udawało mu się to po błędach przeciwników. Były gracz „Miedziowych” w 37 minucie stanął oko w oko z Martinem Polackiem po znakomitym podaniu od Łukasza Monety, ale jak to w przeszłości na stadionie Zagłębia bywało, Przybecki przeniósł piłkę nad bramką, choć po prawdzie mógł z nią zrobić wszystko. Do przerwy nic więcej się nie wydarzyło, a o zagrożeniu, jakie próbowały stworzyć obie drużyny w pierwszej połowie najlepiej może świadczyć fakt, że arbiter Tomasz Musiał nie doliczył do tej części gry ani minuty.

Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Zawodnicy Piotra Stokowca częściej byli przy piłce, ale o ile w pierwszych 45 minutach stwarzali sobie sytuacje, tak w drugiej odsłonie był z tym już problem. Wraz z upływem kolejnych minut, następnymi startami do piłki i powrotami do obrony w poczynania ofensywne zaczęły wkradać się błędy w każdym elemencie gry, od przyjęcia po podania.

W 67 minucie stało się to, na co goście polowali przez całe spotkanie. Po kontrataku Jarosław Niezgoda wygrał pojedynek z obrońcą Zagłębia i stanął przed Martinem Polackiem. Plasowana próba młodego napastnika znalazła się na rękach słowackiego bramkarza, ale nie był w stanie jej całkowicie obronić i futbolówka powoli wturlała się do siatki. Ten gol na pewno ucieszył Waldemara Fornalika – jego zawodnicy wykorzystali jeden z niewielu ataków, który mieli w drugiej połowie, nie odsłaniając się w defensywie.

Po tym trafieniu „Niebiescy” przeszli do jeszcze głębszej defensywy, rzucając do sporadycznych kontrataków coraz mniej sił. Ale energii brakowało też podmęczonemu Zagłębiu. Lubinianie nie znaleźli sposobu na autobus postawiony na własnej połowie przez piłkarzy Ruchu, brakowało im też mobilności i dynamiki żeby zaskoczyć rywali i zmusić ich do chaotycznego przeorganizowania się.

85 minuta to szansa na zabicie tego meczu przez Ruch. Lewym skrzydłem poszedł świeżo wprowadzony Pazio, przytomnie zagrał piłkę na 15 metr, ale uderzenie Patryka Lipskiego wpadło Polackowi „do koszyka”. Chwilę później mógł być już remis po akcji dwóch rezerwowych Zagłębia. Vlasko do końca poszedł za piłką i zacentrował z lewego skrzydła na szósty metr, gdzie stał absolutnie niepilnowany Kamil Mazek. Nowy nabytek Zagłębia i były zawodnik Ruchu jednak haniebnie przestrzelił, przenosząc piłkę wysoko nad poprzeczką.

Im mniej minut zostawało do końca spotkania, tym z większym chaosem gracze Zagłębia próbowali zagrozić bramce Hrdlicki. Większość tych akcji to zagranie do Aleksandara Todorovskiego i częściej niecelna niż udana próba dośrodkowania ze strony macedońskiego obrońcy. W połączeniu z długimi wrzutkami w pole karne był to przepis na przegraną.

Ruch wygrał zasłużenie, wykorzystując swoją szansę. Zagłębie do utraty gola kontrolowało spotkanie, ale po tym momencie nagle cały pomysł na grę runął. Końcowka to już szukanie najprostszych sposobów na wyrównanie. W przerwie reprezentacyjnej Piotr Stokowiec będzie miał pełne ręce roboty. Gra jego zespołu nie wygląda najlepiej.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
Lupo

Pisze o sprzedawczykach malinowych

n
nik

Sprzedawczyki.

n
nik

Sprzedawczyki.

n
nik

Sprzedawczyki.

o
obserwer

Kolejna cudowna wygrana ruchu. Ciekawe kto za tym stoi

V
Visa

Nie ma co smierdzácym maliniakom umoliwiac pozostanie w ekstraklasie

K
K

...też tak gada

G
Gość

...ustawka.

Dodaj ogłoszenie