Zabobony, czyli "Oj, nie przez próg!" (ZAGADKI, TAJEMNICE, SEKRETY)

Juliusz Woźny
Wierzycie w pechowe piątki 13?
Wierzycie w pechowe piątki 13? Pawel Relikowski / Gazeta Wroclawska
Udostępnij:
Dlaczego nie podajemy kwiatów, kierując łodygi w górę? Dlaczego wielu z nas stara się nie przechodzić pod drabiną? Dlaczego, jeśli wracamy do mieszkania, bo czegoś zapomnieliśmy, niektórzy siadają, zanim zaczną szukać tego, co trzeba jednak ze sobą zabrać? Dlaczego, gdy widzimy czarnego kota przebiegającego drogę, przebiega nam po plecach niepokojący dreszczyk?

No właśnie... co z tym progiem. Znajomy chciał mnie kiedyś przedstawić znanej wrocławskiej dziennikarce. Jako facet, który zabobony ma w nosie, wyciągnąłem do niej rękę ponad progiem. Pani redaktor cofnęła się o krok, wykrzyknęła tradycyjne: „Oj, nie przez próg!”, a nawet, uwaga, uwaga, wykonała na wysokości klatki piersiowej ruch otrzepywania. Żeby złe odpadło. Skąd taka reakcja? Większość z nas nie wie co z tym progiem, ale odczuwa lęk. Uczucie odziedziczone po odległych przodkach. W czasach słowiańskich przy budowie ważnych gmachów, grodów czy świątyń składano tak zwane ofiary zakładzinowe. Niby nie brzmi groźnie, ale... nie były to tylko z naczynia z pożywieniem, czaszki upolowanych zwierząt lub niewinne barwne pisanki. Czasem, jeśli budowla była naprawdę ważna, poświęcano niewolnika. Także poronione dziecko należało pochować pod progiem chaty. Wtedy nie stawało się porońcem, czyli złośliwym demonem, szkodzącym ludziom – zmieniało się w przyjaznego kłobuka i strzegło dobytku mieszkańców. To też była ofiara zakładzinowa. Niby o tym nie wiemy... Ale skąd to mrowienie, przebiegające po plecach? Pod progiem mogło spoczywać pochowane ciało i nie wolno się witać przez trupa. Ten zwyczaj (chodzi oczywiście o niewitanie się przez próg, a nie składanie ofiar z ludzi) ma bardzo twardy żywot – jak wspomniałem, obserwowałem go u bardzo postępowych, wyzwolonych i wolnych od zabobonów (zdawałoby się) osób. Gdy czasem słyszy się opowieść o robotniku, który zginął podczas prac na budowie, niektórym z nas wyrwie się westchnienie: „Oooo, to ten dom długo postoi!” No jasne – przecież została złożona ofiara, ktoś poniósł śmierć, groźne bóstwa zostały przebłagane...

35 lat temu wprowadzono stan wojenny. Tak wyglądał Wrocław

A skąd pochodzi samo słowo „zabobon”?
Ano od „bobonienia” – czyli bełkotliwego wymawiania słów podczas odprawiania magicznych obrzędów. Wróżbita, czy czarownica pod wpływem środków halucynogennych wyrzucali z siebie niezrozumiałe słowa, stąd ważna rola interpretatorów, którzy już w jak najbardziej trzeźwy sposób tłumaczyli sens wypowiedzi, zwykle żądając sporej sumki za pomyślną wróżbę, bo inaczej mogłaby się nie spełnić... Tak działo się na przykład w starożytnej Grecji. Pytie, czyli dziewczyny przebywające w świątyni Apollina w Delfach w transie przepowiadały przyszłość, pytającym o swe przyszłe losy. Bełkotliwe wypowiedzi dziewcząt (stąd powiedzenie „Odpowiedź pytyjska, czyli niejasna”) tłumaczyli kapłani w formie heksametru, czyli wiersza o określonym metrum. Czasem wiersze nie były najwyższych lotów pod względem literackim, co dziwiło wiernych. Wszak Apollo patronował poetom.

Ile obecnie jest w Polsce gabinetów wróżek?
Teraz, w XXI wieku działa ich około 15 000! To ogromny postęp w stosunku do ciemnego średniowiecza. Wtedy było ich na pewno mniej. Wróżbici, astrologowie, uzdrawiacze zarabiają całkiem nieźle. Za wróżenie, odprawienie rytuału, zdjęcie klątwy czarownica... przepraszam – bioenergoterapeutka inkasuje od 150 do 1700 złotych. Specjaliści od horoskopów i numerologii wspierają właścicieli przedsiębiorstw, pobierając od 500 złotych za doradzenie najlepiej rokującej nazwy firmy, daty rozpoczęcia działalności. Specjalista od grafologii pouczy, jak powinien wyglądać podpis, który da powodzenie w interesach. Z tego, co wiem, pismo nie powinno „opadać”, bo to „źle wróży”. Może nawet świadczyć o skłonnościach samobójczych. Ponoć rynek usług ezoterycznych w Polsce wart jest 2 miliardy złotych. Najwięcej kasy zgarniają przepowiednie i wróżby w internecie – to już poważny biznes, którym zajmują się duże firmy.

Gusła i przesądy
Nie wolno przechodzić pod drabiną, dlaczego, bo się nie urośnie! Na głowie każdego człowieka siedzi duch opiekuńczy. Przechodząc pod drabiną, można go strącić. Są też teorie, że kształt drabiny może kojarzyć się z szubienicą. Nie wolno dawać w prezencie rękawiczek! Bo to oznacza pożegnanie, być może ostateczne. Nie wolno stłuc lustra. Może dlatego, że niegdyś były drogie i uskładanie pieniędzy na nowe mogło trwać kilka lat...

Średniowieczne instrukcje dla spowiedników są bezcennym źródłem wiedzy o obyczajach panujących wśród ludu. W połowie XIII wieku mnich Rudolf z klasztoru cystersów w Rudzie Ślaskiej spisał podręcznik dla spowiedników. To on zanotował, że kobiety na Śląsku nie tylko chcą znać przyszłość i dlatego ”zważają na sny, wierzą w znaki, robią horoskopy z ognia, leją gorący ołów, aby zbadać losy ludzkie.” Ślązaczki hołdowały bożkom pogańskim leśnym, zwłaszcza trzem żeńskim władczyniom ludzkiego losu.

W XIII wieku - trzysta lat po chrzcie Polski, wciąż odprawiano gusła „Aby dziecko dobrze się uczyło”. Wiele troski przykładano do zapewnienia powodzenia dziecku w przyszłości. „Po chrzcie dziecka nóżkami jego dotykają gołego ołtarza, sznur dzwonu kładą mu na usta, rączkę kładą na księgę, aby dobrze się uczyło, a prześcieradłem z ołtarza głaszczą jego twarz, aby było piękne.” Sporo zabiegów dotyczyło magii miłosnej. Kobieta chcąca uniknąć ciąży stawała przed krzakiem czarnego bzu i mówiła: „Ty noś za mnie, je będę kwitła za ciebie.”

Zmiana daty, przejście w nowy rok to okres, który działał zawsze na wyobraźnię. Nic dziwnego, że przesądów związanych z Sylwestrem i Nowym Rokiem jest mnóstwo. Nie wolno sprzątać 1 stycznia – bo ze śmieciami można wyrzucić szczęście. Należy wejść w nowy rok z czystym kontem – spłacić długi i zobowiązania. To szczególnie paskudny przesąd, zapewne wymyślony przez bankierów i lichwiarzy. Dobrze jest spisać na kartce swoje problemy i bolączki, a następnie ją spalić. Przed zabawą sylwestrową należy włożyć do prawego buta banknot, o jak największym nominale i powinien on tam być przez całą noc – jeśli się pomylimy i banknot trafi do lewego buta - szczęście w sprawach finansowych na pewno nas opuści. Jeśli Sylwestra spędzamy w domu, po północy najstarsza osoba w towarzystwie powinna lekko uchylić okno. W ten sposób wpuszczamy do środka dobre duchy i dobrą energię sprzyjające mieszkańcom przez cały rok. Najlepiej, żeby pierwszą osobą, odwiedzająca nas w nowy rok był mężczyzna – są panowie, którzy specjalnie w tym celu odwiedzają bliskich.

Kiedyś moja dobra znajoma chciała u mnie zamówić obraz z bukietem – zaproponowałem wiązankę, przymocowaną do wiejskiego płotu i zwisającą główkami kwiatów w dół – wydawało mi się, ze to uroczy motyw. Absolutnie nie – powiedziała Bogusia. To byłoby nieszczęście – to, co skierowane w dół oznacza odpływ energii, to co skierowane w górę oznacza wzrost, przypływ energii. No i oczywiście łuska z karpia noszona w portfelu. Naturalnie - łuska z karpia wigilijnego. Aha jest jeszcze jeden zwyczaj, specyficznie wrocławski, ale adresowany do przyjezdnych. Pogłaskanie lwa u wejścia do katedry ma sprawić, że wróci się do miasta nad Odrą. Sprawdźcie sam, jakie te lewki wygłaskane!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Trzaskowski zarobił mniej niż wiceprezydenci Warszawy

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Powszechnym zabobonem jest "trzymanie kciuków". Zaciśnięcie palców w pięść ma przynieść powodzenie. A działa to tak jak założenie nogi na nogę...
G
Gość
Zabobony to jest cos na czym opiera się pislam. Brawo redaktor - będzie bon paliwowy.
Dodaj ogłoszenie