Zabili go i żyje. Kto chciał oszukać ludzi Putina

Janusz Michalczyk
archiwum
Zabili go i uciekł. Kiedyś używało się tego wyrażenia dla opisu sytuacji absurdalnej, gdy na przykład scenarzysta filmu sensacyjnego konstruował kolejne sceny, nie dbając o logikę i prawdopodobieństwo wydarzeń, więc bardziej przytomny widz mógł mieć poczucie, że jest robiony w konia.

Niedawno serwisy informacyjne obiegła wiadomość, że na Ukrainie zastrzelono rosyjskiego dziennikarza, który demaskował wredne działania Kremla. Arkadij Babczenko już następnego dnia pojawił się publicznie jak najbardziej żywy, a tamtejsze władze wytłumaczyły, że mistyfikacja była potrzebna, by służby specjalne mogły aresztować zleceniodawcę zabójstwa na gorącym uczynku, gdy przekazywał pieniądze domniemanemu kilerowi. Można by wzruszyć ramionami, że nic się nie stało, ale problem w tym, że w międzyczasie wielu zachodnich polityków w ostrych słowach napiętnowało polityczny mord. A skoro Babczenko czuje się świetnie, wyszli na durniów. Wątpię, czy ktokolwiek zechce się odezwać po kolejnej informacji tego rodzaju. Niby w zbożnym celu, lecz Ukraińcy sięgnęli przecież po fake newsa, czyli w perfidnym zamyśle kłamliwą wiadomość, co do tej pory przypisywano złym Rosjanom i współpracującym z nimi ludziom prezydenta Donalda Trumpa.
Nie twierdzę, że każde kłamstwo jest zawsze i wszędzie absolutnie złe. To odwieczny problem moralny, z którym nie mogli się uporać nawet filozofowie. Wiele osób słusznie sądzi, że drobne kłamstewka znakomicie ułatwiają codzienne relacje międzyludzkie. Osobnik, który każdemu mówiłby prosto w oczy całą prawdę, byłby nie do zniesienia, bez potrzeby siałby zamieszanie i psuł dobry nastój swoim bliskim, znajomym i zupełnie obcym osobom. Oczywiście, jest też faktem, że niektórzy nie mówią prawdy po prostu z wygody, by uniknąć kłopotliwych sytuacji.
Istnieje jednak wielka różnica między nieszkodliwym mówieniem nieprawdy a kłamaniem w żywe oczy ze złą intencją. Różnica jest wielka, choć ścisłą granicę trudno jednoznacznie określić. Właśnie na tej trudności połamało sobie zęby wielu słynnych filozofów, którzy z uporem maniaka trzymali się wykładni, że kłamstwo nigdy nie jest dopuszczalne. Jak powszechnie wiadomo, Immanuel Kant nie wyobrażał sobie, by moralny człowiek mógł w jakikolwiek sposób pogwałcić prawdę, co oznacza, że gdyby gestapo przyszło do Sprawiedliwego i zapytało, czy przechowuje w domu żydowskie dziecko, to powinno usłyszeć w odpowiedzi: tak! Jak widać, układanie kodeksów etycznych ma sens, ale tak naprawdę w konkretnym przypadku decyduje reguła wyższej konieczności. I jakoś musimy się pogodzić z tym, że nikt za nas nie zdecyduje, jak się powinniśmy zachować, gdy dochodzi do kolizji różnych wartości. Na pocieszenie dodam, że sprawa nie jest zupełnie beznadziejna, bo w ostateczności możemy odwołać się do indywidualnego sumienia, nawet jeśli nie jesteśmy ludźmi religijnymi. Zresztą religijni nie mają wcale łatwiej. Przykład z ostatnich dni: poseł PiS Stanisław Pięta nie potrafi się publicznie przyznać, że przez pół roku zdradzał żonę. Opowiada, że on tylko niósł pomoc potrzebującej kobiecie. Nieprawda? Kłamstwo?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
A PRAWDY I W RODZINIE DAWNO NIEMA I DOBREGO SŁOWA BO ZA DURZO CHAMA i POLACTWO KOsztUJE
Dodaj ogłoszenie