Za mało dzieci, w sklepach znów wprowadzili kartki na mięso, czyli co ma fiskus do miłości

Grzegorz Chmielowski
W tym roku walentynki, sądząc po ofercie gastronomiczno-handlowej, będziemy obchodzić przez cały weekend. Czyli jak Rosjanie święto kobiet. Dookoła tyle miłości, a tak mało dzieci, chciałoby się rzec przytej okazji. Oczywiście, ktoś może mi zarzucić, że jestem staromodny, bo miłość i dzieci już od dawna nie chodzą w parze. Chyba że sprawa dotyczy nastolatków. Ale skoro te słowa ukazują się na papierze, to mam prawo do skojarzeń starszych niż smartfon czy tablet i z niego skorzystam.

Tym bardziej że w walentynkowym tygodniu sprawę wywołało Stowarzyszenie Obywatelski Dolny Śląsk, które właśnie weszło do koalicji rządzącej naszym województwem. Otóż przed Świętem Zakochanych na specjalnej konferencji we Wrocławiu senator Jarosław Obremski z ODŚ roztoczył czarne wizje demograficzne przed Jelenią Górą, Zgorzelcem, Nową Rudą i Srebrną Górą. Że się wyludniają, starzeją itd. Ale jeżeli władza szczerze martwi się brakiem dzieci, to liczę na jej krok drugi. Jaki? Choćby taki, by stworzyć normalne warunki dla naszych rodzimych przedsiębiorców. Bo jak to jest, że zachodnie biedronki czy lidle mnożą się niczym króliki, za każdym rogiem, a nasze firmy mają ciągle podgórkę?

I to pod jaką! Odwiedziłem właśnie dwie legnickie spółki handlujące metalami szlachetnymi. Pisałem z pół roku temu, że fiskus ciągle je kontroluje, a ponieważ wyników nie ma, kontroluje ich dostawców, a także dostawców dostawców. Po to, by - uważają przedsiębiorcy- nie oddawać ich firmom należnego VAT-u. I nic się nie zmieniło. Poza tym, że legni-czanie są bliżej upadłości. A co to wspólnego ma z walentynkami? Wiele. Przecież nie urzędy skarbowe, tylko firmy tworzą miejsca pracy dla przyszłych rodziców i podatki na żłobki czy przedszkola dla dzieci. A władze samorządowa i senatorska wiedzieć powinny, że nie samą miłością młoda rodzina żyje.

Oczywiście, Polak sam też szuka rozwiązań. Na przykład dolnośląska sieć sklepów masarskich zaczęła wydawać klientom kartki na mięso. Niemal takie same jak w latach 80. Tyle tylko, że tam, gdzie wpisywano 500 gramów wołowiny z kością czy 1 kg wieprzowiny - teraz wpisują wielkość rabatu. Najwięcej, bo aż 20 proc. przysługuje na parówki, wyroby z podrobów, garmażerkę i mięso ze słoja. Z kolei 15 proc. na cienkie kiełbasy czy kabanosy itd. Nie miałem wątpliwości, że nostalgia za dawnymi czasami ma swoją wartość rynkową. I tym można wytłumaczyć na przykład sprzedawaną w Warszawie kiełbasę oraz szynkę pod nazwą "Jak zaGierka". Albo jeszcze bardziej zrozumiałą zamianę etykietek na czekoladach z "22 Lipca" na "Wedla". Ale że znienawidzone przez naród kartki namięso będą dźwignią handlu?

Nowa koalicja (PO, PSL, ODŚ, SLD) w zarządzie województwa zapowiedziała na starcie większą troskę o nas, czyli żyjących poza Wrocławiem. Po czynach ich poznamy. Ale już w słowach widać, że nie wszyscy się ucieszą. Dobrze, że jest zapowiedź budowy drugiego mostu w Głogowie, który dotąd był zbywany. Ale dlaczego na liście zadań, które koalicjanci chcą zrealizować, nie ma na przykład dokończenia budowy południowej obwodnicy legnickiej? Ja z krytyką poczekam. Koalicja rozpoczęła rządy na św. Walentego. I ma czas do wyborów, czyli jakieś dziewięć miesięcy. Zobaczymy, co się urodzi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie