Z polskiego na nasze: Rozprawa między powołaniem a sumieniem

Andrzej Górny
Polskapresse
Udostępnij:
Mecenas Rogalski wprawdzie okazał się ostatnio nieco łaciaty (światopoglądowo), ale innych cech pokrewnych krowie nie wykazuje. Nie musi się więc na niej wzorować i może zmieniać zdanie, ilekroć potrzeba taka w duszy mu zagra. Załkał on już publicznie, jak to koszmarnie cierpiał w towarzystwie towarzysza Macierewicza i jego urojeń smoleńskich, przeciwnych zdrowemu rozsądkowi.

Zaraz rzucili mu się do gardła sprawiedliwi z lewa, z prawa, ze środka, a nawet kanapowcy, grzmiąc, że dopóki w środowisku PiS-owskim chlebek miał grubo posmarowany, wątpliwości nie przejawiał i tańczył, jak mu grali. Dopiero gdy kasa zaczęła się urywać, utajnione skrupuły nieszczęsnego papugi wylazły na powierzchnię. Co gorsza, ujawnił tajemnice byłych mocodawców, co prawnikowi nie przystoi. Koledzy po fachu będą go zapewne linczować, a klientów mu nie przybędzie. Chyba że obecna władza, rozczulona przysługą, przytuli go do łona i usadzi w ciepłym kąciku.

Nic nowego pod słońcem. W latach 60. minionego wieku we wrocławskim środowisku dziennikarskim funkcjonował aktywny politruk, który mawiał o sobie, że powołanie do komunizmu wyssał z mlekiem matki. Zapełniał szpalty oraz czas zebraniowo-naradowy paenami wobec Gomułki, bogato je okraszając cytatami z Marksa, Engelsa i Lenina. Wreszcie któregoś lata porozsyłał rodzinę na wczasy w krajach bałkańskich, skąd przedostała się do Jugosławii. Tam się z nimi spotkał i cała ferajna bryknęła na Zachód. Nasz "bohater" uzyskał azyl jako tępiony za przekonania oraz napisał książkę "Zrzuciłem maskę!". Taki kieszonkowy Wallenrod. Niby trudno mieć mu za złe, że wykiwał bezpiekę, ale… pomnika mu raczej nikt nie postawi.

Z kolei w latach 70. żegnaliśmy kolegę redaktora, który wyjeżdżał odwiedzić rodzinę w USA. Nie spodziewaliśmy się, aby chciał wracać do tutejszej gierkowszczyzny, on też przebąkiwał, że chyba więcej się nie spotkamy (o otwartych granicach i paszporcie w szufladzie nikomu się jeszcze nie śniło). Ku powszechnemu zdumieniu po kilku miesiącach ujrzeliśmy Frania wkraczającego do Klubu Dziennikarza. Po wstępnych toastach padło zasadnicze pytanie: Na mózg ci padło? Po coś wracał? Franek westchnął lirycznie: - Ach, wiecie, jakoś tak się stęskniłem za naszą wielkoprzemysłową klasą robotniczą (pracował w gazetce zakładowej którejś dużej fabryki).

Kpił czy o drogę pytał? Gdyby zaczął filozofować, że tu jest jego miejsce, o patriotyzmie i narodowej powinności, pewnie machnęłoby się na to ręką. Natomiast tamten jego argument krąży do dziś w anegdocie, choć zna ją już najwyżej kilka osób.

O ideałach mówią tylko niektórzy politycy, którzy zresztą zmieniają je jak rękawiczki. Wystarczy spojrzeć na roszady i przetasowania w każdej formacji. Ruch w interesie, jeden wygrywa, inny przegrywa.

A sumienie? Zapytano pewnego szemranego biznesmena, czy wie, co to sumienie.
Oczywiście - odparł. Żadnej SUMIE NIE przepuszczę!
Takie czasy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie