Z drukarni do musztard, z teatru do lepienia pierogów. Tak pandemia zmieniła ich życie. I wcale nie żałują!

Kinga Mierzwiak
Kinga Mierzwiak
Jagoda Rall, aktorka, która zajęła się lepieniem pierogów
Jagoda Rall, aktorka, która zajęła się lepieniem pierogów Archiwum prywatne
Zamknięcie branż, w których pracowali lub drastyczny spadek dochodów mogli potraktować jako osobistą porażkę. Mogli też się załamać. Tymczasem postanowili działać. Dziś opowiadamy o osobach, na których pandemia wymusiła zamknięcie działalności i o markach, które przeniosły swoją sprzedaż do Internetu.

Radosław Turkiewicz kiedyś był dyrektorem drukarni w Bielanach Wrocławskich. Potem miał swoją agencję reklamową, drukował ulotki i rozmaite broszury. Prowadzenie tego biznesu w czasie pandemii okazało się zupełnie nieopłacalne.

Od agencji reklamowej do sklepu z dobrą musztardą

- Agencja padła i zmieniłem działalność na inną. Dziś sprowadzam z zagranicy musztardy i sosy. Zawsze miałem taką dziwną pasję, uwielbiałem musztardy. Ale to, co można kupić w marketach za dwa złote, to zwykłe odpady. Nawet nie mają żadnych wartości odżywczych, bo są poddawane obróbce w wysokich temperaturach. Postanowiłem zrobić coś, co sam chciałbym móc dostać. Dlatego obecnie sprowadzam takie rzemieślnicze produkty z Europy. Mam swoją stronę internetową mustardo.pl, a produkty można kupić na Allegro - mówi Radosław Turkiewicz, właściciel firmy.

O otwarciu takiej działalności marzył od dawna. Sądził, że przyjdzie na to czas na emeryturze. Tymczasem pandemia okazała się doskonałym pretekstem, żeby zrezygnować z dotychczasowej pracy i zająć się swoją pasją.

- Wiem, że nie mogę liczyć na razie na zyski, natomiast sprzedaż i tak przerosła moje oczekiwania. Obroty są o 50 proc. wyższe niż przewidywałem - dodaje Turkiewicz. - Nie jest to coś, z czego można się bez problemu utrzymać, ale wiem, że to ten kierunek.

Dziś Radosław Turkiewicz sprowadza wysokie jakościowo musztardy - takie, które chciałby móc kupić w markecie. Tyle że w marketach takich produktów nie ma. Bo żeby kupić dobrą musztardę dijon, trzeba byłoby zapłacić od 16 do 23 złotych. A na takie ceny duże sieci handlowe nie mogą sobie pozwolić.

"Zachęcano, by kupować przez Internet". Drastyczne spadki sprzedaży w sklepach stacjonarnych

Dorota Świder prowadziła na Popowicach sklep zoologiczny Cztery Łapy. W czasie pandemii sprzedaż znacząco spadła.

- Zyski były o 30 proc. mniejsze. Na początku było jakieś dofinansowanie. Ale proszę zauważyć, że sklepy zoologiczne działały cały czas, tymczasem spadek zysków wynikał z czego innego: z przyzwyczajeń klientów. W mediach mówiło się o tym, że bezpieczniejsze są zakupy przez Internet. I wielu klientów kupowało karmy przez Internet. Ja obserwując spadek zysków podjęłam świadomą decyzję o zamknięciu sklepu, bo trzeba było szybko reagować - mówi Dorota Świder. - Dziś odpoczywam, ale zostało mi sporo towaru, który muszę sprzedać. Być może założę stronę internetową, za pośrednictwem której sprzedam to, co zostało. Ale raczej nie zdecyduję się na prowadzenie internetowego sklepu zoologicznego, bo wątpię, żebym wygrała z dużymi hurtowniami.

Mimo to Dorota Świder się nie załamuje. Twierdzi, że nie czuje się wykończona emocjonalnie tym, co się stało w czasie pandemii i z optymizmem patrzy w przyszłość. Kiedy pytamy o jej plany, odpowiada, że poszuka pracy u kogoś, a ta też ma swoje plusy - przynajmniej nie trzeba się przejmować, bo nie wszystko spada na nasze barki.

Zmiana branży? Czemu nie!

Lockdowny wymusiły na niektórych przedsiębiorcach przebranżowienie, część z nich przeniosła biznes do Internetu. Nie są to bynajmniej pojedyncze przypadki. Stratni byli przedstawiciele branży gastronomicznej, artyści, organizatorzy eventów i nie tylko.

Pandemia pokonała również niektóre puby i restauracje. Zamknęła się m.in. Szajba, znajdująca się przy ul. św. Antoniego 2/4. Ale osoby związane z tym miejscem się nie poddały.

- Gdy otwieraliśmy Szajbę, kompletowaliśmy meble w stylu lat 60. i 70. Nadawaliśmy im drugie życie, odnawialiśmy je. To była taka praca na zapleczu. Skończyła się Szajba i stwierdziliśmy, że można dalej działać w tym kierunku, jako sklep internetowy. Ja z zawodu jestem architektem, odrestaurowywanie mebli jest moją pasją. Szajbą zajmowała się żona. Wystrój wnętrz zawsze był gdzieś w tle. Czy z tym zostaniemy, zobaczymy. Wiadomo, nie prowadzimy tzw. masówki. Mamy unikalne przedmioty, to nie są krzesła, w przypadku których można wybrać sobie dowolny kolor. Ale zainteresowanie jest - mówi Piotr Góralczyk, architekt, właściciel szajbasklep.pl.

Między innymi dlatego, że klienci szukają czegoś unikalnego. Czegoś, z czym są się w stanie utożsamić.

Jagoda Rall jest aktorką. Zamknięcie teatrów postawiło ją w trudnej sytuacji.

- Kiedyś już kiełkowała we mnie myśl, żeby prowadzić biznes związany z gastronomią, bo prywatnie kocham gotować. W październiku 2019 byłam świeżo po odebraniu dyplomu, chciałam zacząć pracę na etat w teatrze. Tymczasem w marcu zaczęła się pandemia, to pokrzyżowało wszystkie moje plany i postanowiłam wrócić do pomysłu, który gdzieś tam sobie wcześniej kiełkował i otworzyć coś gastronomicznego - opowiada Jagoda Rall, aktorka, która ukończyła Szkołę Aktorską Machulskich w Warszawie. - Przez wakacje dorabiałam sobie u kolegów. Potem przyszedł czas na własną działalność. A dlaczego pierogi? Pamiętam, jak moja babcia robiła pierogi, wspominam to z sentymentem. I tak połączyłam dwie pasje: teatr i kulinaria. Mój food truck ma wiele elementów teatralnych: zamiast menu jest repertuar, zamiast gości są widzowie, zamiast poszczególnych dań mamy bohaterów aktów.

W Scenie Pierogowej można spróbować nietypowych, kolorowych pierogów - przygotowywanych na naturalnie barwionych ciastach. W przypadku Jagody Rall zmiana branży okazała się sukcesem. Została dobrze przyjęta na osiedlu Jagodno, gdzie stanęła pierwsza Scena Pierogowa. Po siedmiu miesiącach udało się jej otworzyć kolejny food truck, tym razem przy ul. Grabiszyńskiej.

Otwarcie food trucka nie zamyka jednak drogi do aktorstwa. - Nie wyobrażam sobie nie móc wrócić do aktorstwa. Teatr to miłość mojego życia. Przez większość życia byłam wolnym strzelcem, jeździłam z monodramatami - opowiada dalej Jagoda Rall. - Marzy mi się, by Scena Pierogowa była na tyle samodzielna, że z czasem powrócę do pracy w teatrze. Ale w czasie pandemii decyzje o rozwijaniu swoich innych pasji podejmowało wielu artystów, w tym aktorek. Jedna z moich koleżanek, aktorka z Rzeszowa zajęła się tworzeniem ścian kwiatowych, wynajmuje je na eventy i wesela. Wymusiła to pandemia, ale jak pokazuje życie, czasem trudną sytuację można przekuć w sukces.

Jagoda Rall, aktorka, która zajęła się lepieniem pierogów

Z drukarni do musztard, z teatru do lepienia pierogów. Tak p...

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie