Wyrysuj sobie drzewo genealogiczne - to wstęp do wspaniałej przygody

Hanna Wieczorek
Drzewo genealogiczne rodziny Ziemlińskich narysowane 70 lat temu przez ojca Grzegorza Mendyki
Drzewo genealogiczne rodziny Ziemlińskich narysowane 70 lat temu przez ojca Grzegorza Mendyki Grzegorz Mendyka
Udostępnij:
Grzegorz Mendyka, prezes Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego, wzdycha, kiedy słyszy pytanie, czy warto poznawać historię swojej rodziny. Wzdycha, bo odpowiedź jest dla niego oczywista.

- Gdyby nie było warto, to bym się tym nie zajmował - mówi. - A od 15 lat robię to bardzo intensywnie. Można powiedzieć, że genealogia wypełnia całe moje życie. Ta pasja została mi zaszczepiona przez ojca 70 lat temu. Wtedy to bowiem ojciec mnie, jako 6-miesięcznego oseska, zawiesił na drzewie genealogicznym jako jabłuszko (zdjęcie rysunku drzewa obok). Nie ma lepszej pasji, uzasadnionej i umotywowanej, niż genealogia. Bo mówi ona nam o tym, skąd się wzięliśmy, po co, kim byli moi przodkowie.

I dodaje, że dzięki tej właśnie gałęzi wiedzy zdobywamy informacje o przodkach, o historii rodziny, kraju i i regionu. Genealogia również uczy nas patriotyzmu i pogłębia więzi międzypokoleniowe. Jest to też ważny element działań seniorów. Bo dopiero kiedy człowiek zostaje seniorem, nestorem rodu, okazuje się, że jak ważna jest jego wiedza o rodzinie i przodkach.

- Nawet jeśli ktoś nie zna pojęcia genealogia i nie wie, że się nią zajmuje - uśmiecha się Grzegorz Mendyka. - Nestor rodu ma najczęściej największą wiedzę o przodkach i przekazuje ją swoim potomkom, choćby wtedy, kiedy opowiada rodzinne legendy swoim wnukom.

Prezes Śląskiego Towarzystwa Genealogocznego tłumaczy, że nie ma człowieka bez rodziny. I oczywiście nie każdy musi się zajmować genealogią- wystarczy jeden lub dwóch takich zapaleńców w familii.

- Jednak świadomość genealogii, świadomość tego, że mam przodków, jest obowiązkiem dla każdego - podkreśla Mendyka.
Do ilu pokoleń wstecz sięga drzewo genealogiczne sporządzone przez Grzegorza Mendykę? Trudno powiedzieć, ponieważ on sam nie liczy, ile ma już udokumentowanych pokoleń swojej rodziny. Bo nie interesuje go statystyka i wyścig w jak najdalszym dokumentowaniu rodzinnej historii.

- Zresztą to, jak daleko zajdziemy, zależy od wielu czynników, przede wszystkim od stanu archiwaliów - wyjaśnia. - Od tego, jak wyglądają księgi parafialne, które się zachowały, ewentualnie inne dokumenty pozwalające na odtworzenie historii przodków. Bo możemy odtworzyć dzieje rodów daleko wstecz, prawie od Adama i Ewy, ale trzeba to jeszcze udokumentować.

W przypadku rodu Mendyków zachowały się nawet najwcześniejsze metryki, a te w przypadku małżeństw zaczęto sporządzać w latach 1603-1605 dla małżeństw. Jednak nie na wiele się to przydaje, ponieważ tych najstarszych nie da się odcyfrować: są zniszczone albo nieczytelnie spisane.

- Metryki przodków, do jakich dotarłem, pojawiają się mniej więcej w latach 1760-1780 - mówi.

Skomplikowana? Może i tak, ale fascynująca
Genealogia kojarzy nam się przede wszystkim z rysowaniem drzew genealogicznych, na których widać nas, naszych rodziców, rodziców naszych rodziców, i tak dalej... Grzegorz Mendyka uśmiecha się. Bo przecież metryki, zdjęcia, drzewka to tylko dokumentacja, wstęp do wspaniałej przygody i podróży w przeszłość. Jeśli ktoś nie wierzy, może sięgnąć do Zeszytów Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego. Jego prezes opisał tam sagę rodu Ziemlińskich, swoich przodków po kądzieli.

- To bardzo ciekawa i tragiczna historia - mówi. - Moi przodkowie pochodzą z Wielkopolski. Głównie z małej miejscowości, która się nazywa Domachowo, ale także z Krobii. Właśnie w tej ostatniej mieszkała rodzina Ziemlińskich.

Prapradziadkowie Grzegorza Mendyki mieli 14 dzieci: sześciu synów i osiem córek. Wydawałoby się, że przy takiej liczbie potomstwa nazwisko powinno przetrwać, a ród rozrastać się. Było jednak inaczej, bo choć krew Ziemlińskich przetrwała w dzieciach ich córek, nazwisko zniknęło z Krobii.

Nad Ziemlińskimi ciążyło jakieś fatum. Z sześciu synów przeżył tylko jeden i choć dożył sędziwego wieku, nie miał potomstwa. Pozostali umierali w tragicznych okolicznościach. Jeden na przykład został postrzelony z samopału. Innego nauczycielka uderzyła w nos i chłopak wyszedł na dwór, żeby obmyć krew- była zima i zachorował na zapalenie opon mózgowych. Jeszcze inny został zagazowany w czasie I wojny światowej. Natomiast córki miały się bardzo dobrze, powychodziły za mąż i miały dużo dzieci.
- Ta saga udowadnia, że genealogia to nie tylko budowanie drzewek - opowiada prezes Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego. - To nauka, która poprzez pokazywanie dziejów różnych rodów pozwala nam zajmować się historią w sposób szeroki i głęboki. Tak, żebyśmy zostawić po sobie ślad na ziemi. Uważam, że to jedno z przesłań genealogii.


Koniecznie słuchaj rodzinnych legend

Od czego zaczynamy naszą pracę na drzewem genealogicznym? Od gromadzenia rodzinnych dokumentów.
Zbieramy metryki, różne świadectw i książeczki do nabożeństwa, bo tam zapisywano kiedyś istotne informacje. Nie wolno nam także zapomnieć o udokumentowaniu rodzinnych legend.

- Koniecznie posłuchajmy tego, co opowiadają nam rodzice, dziadkowie, wujowie - mówi Grzegorz Mendyka. - Trzeba rozmawiać z najstarszymi członkami rodziny, póki żyją i póki mają dobrą pamięć. Bo spotykam się bardzo często z ludźmi, którzy późno zajęli się genealogią. I żalą się: "Dlaczego nie rozmawiałem z dziadkiem, babcią, ciocią, którzy tyle wiedzieli o rodzinie?", "Dlaczego wpuszczałem jednym uchem i wypuszczałem drugim rodzinne opowieści?". Więc namawiam: koniecznie rozmawiać, zapisywać, nagrywać na dyktafony. To ważne, żeby dokumentować wspomnienia rodzinne.

Kiedy już zgromadzimy dokumenty, zaczynamy budować zarys naszego drzewa genealogicznego. Rysujemy do momentu, kiedy kończy się nasza wiedza, a ta zwykle nie jest zbyt szeroka. Rzadko potrafimy powiedzieć coś więcej o naszych pradziadkach, a nawet nie znamy nazwiska rodowego babci. Wiemy tylko, że była, na przykład Nowakowa po mężu.

- Jednak jeśli mamy wcześniejsze dokumenty, możemy szukać w archiwach - uspokaja Grzegorz Mendyka. - Możemy wtedy spenetrować archiwa kościelne, państwowe, parafialne, urzędy stanu cywilnego, a więc te wszystkie miejsca, gdzie są dokumenty metrykalne. Później szukamy dalej, w dokumentach pozametrykalnych, na przykład sądowych. Bo i tam jest mnóstwo śladów, które możemy wykorzystać.

Dzisiaj przeszukiwanie archiwów jest coraz łatwiejsze. Wiele informacji znajduje się już w internecie, w różnorodnych bazach. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać.

Jak się zabrać do badania dziejów rodziny i na jakie rafy możemy się natknąć, będę Państwu opowiadała w kolejnych wydaniach Magazynu Rodzinnego, dokumentując własne poszukiwania genealogiczne.

***
Grzegorz Mendyka, z wykształcenia chemik, przyznaje, że od 15 lat genealogia wypełnia jego życie. Tym bardziej że od 2002 roku jest prezesem Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego.

Podkreśla przy tym, że jeśli chcemy się zmierzyć z genealogiczną materią, najlepiej zacząć od spotkania z ludźmi, którzy się już tym zajmują. Zapraszam do Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego we Wrocławiu, które działa w mieście od ponad 20 lat. Tam można się dowiedzieć, jak zacząć, od czego zacząć, można podpatrzeć, jak inni się do tego zabierają.

Towarzystwo organizuje także szkolenia - najczęściej w bibliotekach. O spotkaniach, szkoleniach i innych działaniach Towarzystwa można się dowiedzieć z internetowej strony ŚTG - www.gento.wroclaw.pl.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

T
Teofil Lenartowicz
Genealogia piękna rzecz dla wszystkich
T
Taka jedna
Nieczęsto publikujecie takie "perełki" A szkoda!
m
motocyklista
z rodzina to dobrze się na zdjęciu wygląda ///
i to jeszcze trzeba stać daleko z boku
o
obserwator gale.
Stare zle jare
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie