Wybory prezesa PZPN. Kampania już nie nabierze rumieńców. Kulesza pewny, Koźmiński chce być wiceprezesem. Trwa dzielenie łupów?

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Cezary Kulesza jest już pewny zwycięstwa w wyborach prezesa PZPN
Cezary Kulesza jest już pewny zwycięstwa w wyborach prezesa PZPN Wojciech Wojtkielewicz
Marek Koźmiński co prawda jeszcze się waha, czy wystąpić przeciw Cezaremu Kuleszy na wyborach prezesa PZPN, zaplanowanych na 18 sierpnia, ale to nie zmienia faktu, że wynik elekcji jest już rozstrzygnięty. Cezary Kulesza, który zebrał 40 rekomendacji może liczyć - wedle zakulisowych szacunków - na ponad 80 głosów delegatów (na 118 uprawnionych). Nic zatem dziwnego, że kontrkandydat namaszczony przez Zbigniewa Bońka, aby wyjść z twarzą z kampanii, zaproponował, że wejdzie - w roli wiceprezesa - do gabinetu Kuleszy. Najprawdopodobniej do spraw szkolenia, czyli pełniłby tę samą funkcję jaką sprawował w PZPN przez minione pięć lat.

Pośrednik Golba

Z naszych informacji wynika, że w probońkowym ugrupowaniu taki pomysł dojrzewał już od kilku tygodni, podobno Zibi wymyślił i namawiał Koźmińskiego na takie rozwiązanie. Dopiero jednak pod koniec lipca Mieczysław Golba - a zatem baron podkarpacki, który przymierzany jest przez Kuleszę do objęcia jednego ze stanowisk wiceprezesów w nowym rozdaniu - wystąpił w roli akuszera spotkania dwóch oficjalnych kandydatów na prezesa PZPN.

Na dzień dobry, w zamian - za rezygnację ze startu w wyborach - Koźmiński miał oczekiwać stanowiska wiceprezesa ds. szkolenia dla siebie, trzech miejsc w zarządzie, posady przewodniczącego komisji rewizyjnej, a także zachowania… Macieja Sawickiego na stanowisku sekretarza generalnego. A zatem pracownika PZPN, który zdążył już zrezygnować z posady, najbardziej oddanego żołnierza Bońka na dystansie ostatnich 9 lat. A podobno i szczodrze nagradzanego; w otoczeniu Kuleszy spekuluje się, że pobierający ostatnio podobno 48 tysięcy pensji ustępujący sekretarz generalny mógł dostać nawet prawie drugie tyle w formie premii. Gdyby ta informacja znalazła potwierdzenie, na dystansie 9 lat zebrałaby się spora sumka…

Dwie oferty nie do przyjęcia

Pierwsza oferta Koźmińskiego okazała się oczywiście nie do przyjęcia dla bloku Kuleszy. Nie trzeba zresztą być członkiem sztabu biznesmena z Podlasia, żeby - skoro tak mocno podkreślone zostały aspekty pokierowania organem kontrolnym i ciągłość pracy na stanowisku sekretarza, kluczowym w ostatnich latach dla zarządzania PZPN - dojść do wniosku, iż może mieć to na celu ewentualne zamiatanie pod dywan nieprawidłowości z ostatnich kadencji…

Koźmiński miał się jednak nie zrażać, i za drugim podejściem skorygować oczekiwania. Na: wiceprezesurę dla siebie, miejsca w zarządzie dla baronów gdańskiego (Radosław Michalski) i dolnośląskiego (Andrzej Padewski) oraz wiceszefa komisji rewizyjnej. I ta oferta nie miała jednak szans na realizację, ponieważ Kulesza ma być wyjątkowo uprzedzony do Padewskiego, który w kampanii miał atakować go bardziej nawet niż kandydat probońkowego stronnictwa na prezesa. Były szef Jagiellonii nie wyobraża sobie zatem współpracy w zarządzie z tym adwersarzem.

Zatem - odbyła się trzecia tura negocjacji. Wedle naszych źródeł za ostatnim razem, gdy do spotkania pretendentów na stanowisko prezesa PZPN doszło przy okazji niedawnego towarzyskiego meczu Wisły Kraków z SSC Napoli mowa była już jedynie o wiceprezesurze dla Koźmińskiego, jednym członku zarządu - którym miałby zostać Michalski, co jest dosyć ciekawym rozwiązaniem zważywszy na przebieg tej wyjątkowo długiej, trwającej już niemal półtora roku kampanii - i szeregowym członku komisji rewizyjnej.

Kandydatura Michalskiego nie wywołuje takich kontrowersji jak Padewskiego, co jednak nie oznacza, że szefowi Pomorskiego ZPN zawsze było po drodze z Kuleszą. Kiedy tworzyły się koalicje wyborcze, ten były piłkarz m.in. Legii i Widzewa Łódź, miał grać w ekipie budowanej przez człowieka z Podlasia. Potem jednak zupełnie zmienił front. Wyszło na to, że - mając wybór - postawił na złego konia. Prawdopodobnie będzie miał jednak szansę zachować miejsce w zarządzie PZPN.

Kto będzie rządził w PZPN?

Po co w ogóle Kuleszy w ścisłym kierownictwie PZPN - formalnie wciąż aktualny - konkurent, który przystępował do wyborów pod hasłem kontynuacji polityki Bońka? Otóż, w obozie zwycięzców już rozpoczęła się walka o powyborcze wpływy. Zainicjowana przez śląskiego barona, Henryka Kulę, który ma ogromny apetyty na zarządzanie federację z tylnego siedzenia; w świetle nieformalnej „umowy koalicyjnej” może być pewny posady wiceprezesa ds. organizacyjno-finansowych. Czyli de facto po 18 sierpnia ma zostać człowiekiem nr 2 w PZPN. Tyle że podobno takie usytuowanie nie spełnia ambicji Ślązaka, który sobie przypisuje stworzenie stronnictwa złożonego z aż 10 wojewódzkich baronów.

W kuluarach można się dowiedzieć, że już doszło do spięcia w kwestii wyłonienia nowego sekretarza generalnego. A w ślad za tym do sporu na tle ustalenia konkretnych kompetencji dla tego stanowiska w nowym rozdaniu. Kulesza może w tej cokolwiek przedwczesnej rozgrywce dotyczącej podziału formalnie niezdobytych jeszcze łupów, liczyć podobno na co najmniej pięciu… baronów. W celu poszerzenia swojej frakcji grał także na przyciągnięcie do niej Pawła Wojtali rządzącego w Wielkopolsce. Tyle że zabiegi mieszkańca Białegostoku storpedował… Kula, wmawiając poznaniakowi, że ten jest niechciany w ich stronnictwie przez… Kuleszę. Koźmiński - z bodaj 26 rekomendacjami, w każdym razie do uzyskania aż tylu przyznał się Padewski - wydaje się jednak silniejszym sprzymierzeńcem. A wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że - aby nie utracić sterowności nad koalicją - lider w wyborczym wyścigu na prezesa PZPN będzie potrzebował mocnych stronników.

Kula wyznaczył… sekretarza

Za Kulą ma bowiem stać szczwany lis i człowiek bardzo doświadczony w zakulisowych starciach wokół PZPN - Andrzej Placzyński, szef firmy SportFive. Ten sam, który przed kadencjami Bońka był nazywany - zupełnie nieprzypadkowo - Kardynałem Richelieu polskiego futbolu. Odsunięty przez Zibiego na daleki plan, teraz chciałby powrócić do pociągania za najważniejsze sznurki w związku i jego najbliższych okolicach związku. Najlepszy dowód stanowi fakt, że miał już zgłosić swego kandydata na… sekretarza generalnego. Konkretnie - pracownika agencji SportFive, Tomasza Rożenka. I nominowany miał potwierdzić w jednej z prywatnych rozmów, iż został już namaszczony przez… Kulę tę posadę.

Problem w tym, że Kulesza ma zupełnie innych faworytów. Długo był zresztą tylko jeden, szef jego wyborczej - i prowadzonej niezwykle sprawnie - kampanii, Piotr Szefer. Ten 31-letni prawnik już pod koniec czerwca naraził się jednak, podobno niewybaczalnie, Kuli. Uznał, że ma wszelkie kompetencje, aby zarządzać komunikatami wysyłanymi w imieniu całego stronnictwa i nie zgodził się na zmiany zaproponowane przez śląskiego barona do listu przesłanego później do wszystkich delegatów na zjazd wyborczy PZPN. To wtedy Szefer miał - na dobre - wypaść z wyścigu po stanowisko sekretarza. Z miejsca, z racji tego, że fachowo zarządza medialnymi aktywnościami Kuleszy, zaczął być natomiast łączony z funkcją szefa departamentu Komunikacji i Marketingu, w dwóch ostatnich kadencjach w związku piastowanej przez Janusza Basałaja. Podobno jednak sam Szefer nie widzi się w tej roli.

Syczewska lub Wachowski?

Jeśli zaś chodzi o kandydatów na sekretarza, to podobno Kulesza najchętniej obsadziłby w tej roli Agnieszkę Syczewską, swą najbliższą współpracowniczkę - i następczynię - w Jagiellonii. Kandydatura tej znanej i biegłej w sprawach zarządzania, a także czującej futbol menedżerki i prawniczki z Białegostoku także jednak - i to z miejsca - została oprotestowana przez Kulę. Podobno z uwagi na… podlaskie pochodzenie.

W zaistniałej sytuacji może okazać się, że jedyną kompromisową kandydaturę będzie stanowił Łukasz Wachowski, obecny dyrektor Departamentu Krajowych Rozgrywek w PZPN. Choć w tym przypadku głośno stawiane są pytania wobec kogo byłby lojalny w pierwszej kolejności ten jeden z najbliższych obecnie współpracowników Bońka.

Kwestia lojalności - kluczowa

A kwestia lojalności jest dla Kuleszy kluczowa. Podobno pewna już nominacja na szefa komisji rewizyjnej dla Grzegorza Jaworskiego (przewodniczącego rady nadzorczej Piasta Gliwice) - który na szerokie ekstraklasowe wody wypłynął przy Macieju Wandzlu - została cofnięta po pojawieniu się sygnałów, że dał rekomendacje obu kandydatom na prezesa. Kwestia zaufania akurat w kontekście tej posady jest kluczowa, ekipa Kuleszy nie ma bowiem złudzeń, że już 19 sierpnia w PZPN powinien zacząć się gruntowny audyt. Biegły rewident został już podobno wybrany…

O ile zatem wybory zapewne będą nudne, być może procedurze wyłonienia prezesa podda się ostatecznie tylko jeden kandydat, to walka o władzę w związku na pewno będzie ciekawa. Już zresztą jest, o co zadbał Placzyński, który miał postawić na Kulę już na początku roku 2020. I ten gracz, w przeciwieństwie do Michalskiego - nie tylko postawił na właściwego konia, ale i konsekwentnie budował i wzmacniał jego pozycję…

Złota Piłka dla Lewego?

Wideo

Materiał oryginalny: Wybory prezesa PZPN. Kampania już nie nabierze rumieńców. Kulesza pewny, Koźmiński chce być wiceprezesem. Trwa dzielenie łupów? - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie