Wrzesień, który zmienił całe jego życie

    Wrzesień, który zmienił całe jego życie

    RED

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Znakomity wrocławski laryngolog, były rektor Akademii Medycznej we Wrocławiu - profesor Stanisław Iwankiewicz, który barwnie opowiadał naszym Czytelnikom o swojej walce w powstaniu warszawskim, dziś wspomina lato tuż przed wybuchem II wojny światowej, kampanię wrześniową i atak ZSRR na Polskę, których był świadkiem jako młody mężczyzna.
    Żegnam się uroczyście z rodzicami. 20 sierpnia 1939 roku rozpoczynam służbę wojskową - zaszczytną i wymarzoną. Warszawa przygotowuje się do wojny. Wszędzie kopie się rowy przeciwlotnicze. Nie omija ten obowiązek i nas. Sierżant prowadzi nas do po-bliskiego parku i mamy zajęcie na całe dnie.

    Któregoś dnia przychodzi mnie odwiedzić mój brak Mietek, podchorąży Szkoły Saperów w Warszawie. Niestety, wartownik nie może go wpuścić - zaostrzone rygory w związku z przygotowaniami do wojny. Rozmawiamy więc przez ażurową bramę. Mietek uważa, że wojna wisi na włosku.

    1 września, tuż po pobudce, alarm przeciwlotniczy. Na niebie widać walczące ze sobą samoloty.
    W południe jest rozkaz komendanta szkoły, płk. Kazimierza Maszadry, że jesteśmy w stanie wojny z Niemcami, że Niemcy bez wypowiedzenia wojny wkroczyli na teren Polski. W szpitalu przygotowania do przyjęcia większej liczby rannych. Nasz pluton opuszcza pawilon przy głównej alejce i przenosi się do zamku książąt mazowieckich.

    3 września przybywają pierwsi ranni z frontu północnego, spod Mołdawy. Jest ich bardzo dużo, wkrótce więc brakuje dla nich łóżek w budynkach sanitarnych, leżą więc na trawnikach szpitala. Pomagamy nosić rannych oraz spełniać przy nich najprostsze posługi.
    6 września płk Umiastowski wzywa przez radio ludność Warszawy "zdolną do noszenia broni", by opuszczała miasto i udawała się w kierunku wschodnim. Wróg jest już na przedpolach Warszawy - na Woli.

    W nocy z 6 na 7 września szpital polowy nr 104, w skład którego wchodzi nasz pluton "0", czyli pierwszy rocznik Szkoły Podchorążych Sanitarnych Zawodowych, opuszcza Warszawę. Idziemy na wschód. Na ulicach tłok. Oddziały wojska maszerujące w różnych kierunkach są przemieszane z tłumami ludności opuszczającej stolicę na apel płk. Umiastowskiego. Jedni bez bagażu, inni ciągną wózki z dobytkiem, a także wozami tarasują drogę wojsku.

    Początkowo marsz ma charakter uporządkowany. Co godzina przerwa, w czasie której można przewinąć onuce i ułożyć nogi wyżej. Tak jest do pierwszego nalotu, który następuje nagle, chyba koło godziny 9. Z lotu koszącego ginie sporo uciekinierów. Następuje zamieszanie. Między człony naszej kolumny dostają się wozy cywilów. Komendantowi kolumny z trudem udaje się po paru godzinach wyszukiwania poszczególnych członów złożyć kolumnę szpitalną, ale - jak się miało wkrótce okazać - nie na długo.
    1 3 4 5 ... 7 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo