18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Wrocław: Za nami druga rozprawa procesu o eksmisję Romów z koczowiska [ZEZNANIA]

Bartosz Józefiak
Dziś we wrocławskim sądzie kolejna odbyła się rozprawa w procesie o eksmisję Romów z koczowiska przy ul. Kamieńskiego. Sąd zajmował się m.in. wnioskiem o powołanie tłumacza w języku romani.

Wniosek o eksmisję Romów złożył wrocławski magistrat, który domaga się wyprowadzenia Romów z działki należącej do miasta. Podczas pierwszej, grudniowej rozprawy Romom pomagał tłumacz z języka rumuńskiego. Ale jak udowadniają organizacje społeczne pomagające mieszkańcom koczowiska, to dla nich niezrozumiały język.

CZYTAJ: Wrocław: Proces o eksmisję Romów z Kamieńskiego (RELACJA, ZDJĘCIA)

Wielu z nich od kilkunastu lat mieszka w Polsce i nie rozumie już rumuńskiego. Podstawowym językiem jest dla nich język romski. Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela daje im prawo do tego, by proces był prowadzony w języku, który rozumieją. Tym bardziej że wiele zwrotów na sali sądowej jest trudna – tłumaczy Maciej Mandelt ze Stowarzyszenia Nomada, która pomaga wrocławskim Romom.

CZYTAJ: AMNESTY INTERNATIONAL ZACHĘCA DO WYSYŁANIA KARTEK DO ROMÓW

Przed rozpoczęciem dzisiejszej sprawy Nomada oraz Amnesty International Polska na konferencji prasowej przekazały mieszkańcom koczowiska listy z poparciem dla ich sprawy. Pisali je mieszkańcy całej Polski podczas grudniowego Maratonu Pisania Listów, gdzie uczestnicy wyrażali poparcie dla ich sprawy. - Otrzymaliśmy ponad 2 tys. listów. Pokazywały one ogromne poparcie dla ich sprawy – mówi Weronika Rokicka z Amnesty International Polska.

Pozarządowe organizacje podpisały list z prośbą, by na sali sądowej pojawił się tłumacz z języka romani. Taki sam wniosek złoży dziś przed sądem pełnomocnik reprezentujący społeczność Romską. Poprzedni wniosek złożony w grudniu został przez sąd odrzucony.

ROZPRAWA DRUGA NA ŻYWO:

Aleksander Sikorski, mecenas reprezentujący Romów, złożył wniosek o tłumaczenia z języka romani. - Chcielibyśmy powołać biegłego tłumacza, który występował w sprawach karnych przed sądem okręgowym i rodzinnym – mówi. - Nie jest im znany język rumuński. Zatracili możliwość komunikowania w języku rumuńskim. Mieli oni problem z komunikowaniem, rozumieniem pytań.

Tłumaczy, że nie wszyscy Romowie rozumieją wszystko, co dzieje się na sali sądowej. - Nie podważamy zdolności językowej pani tłumacz z języka rumuńskiego, ale Romowie od kilkunastu lat mieszkają w Polsce i nie rozumieją języka rumuńskiego.

Na to zareagował przedstawiciel władz miasta: - Miejskie Centrum Pomocy Społecznej prowadził punkt konsultacyjny, pracował tam tłumacz języka rumuńskiego. Nie było problemów z komunikowaniem się w języku rumuńskim. Cztery rodziny mówiły w języku polskim. W naszej ocenie próba powołania takiego tłumacza to próba storpedowania tej sprawy.

Mecenas reprezentujący miasto dodał także, że nie są rozważane skomplikowane kwestie na sali sądowej. - Społeczność ta zajęła gminną nieruchomość. Stan sprawy jest dość prosty do zrozumienia. Nie drążymy tu specjalistycznych kwestii,
Sędzia zapytał panią tłumacz, czy na poprzedniej rozprawie miała problem z komunikacją z pozwanymi.

- Nie. Miałam wrażenie, że język jest zrozumiały. Zdarzały się sytuacje, że nie rozumieli pytania, ale to jest specyfika pewnych osób, że odpowiadają w pewny sposób, żeby zagmatwać sytuację – mówiła pani tłumacz.

Sąd ponownie odrzucił wniosek o wyznaczenie biegłego tłumacza w języku romani.

Dalszy ciąg zeznań na kolejnej stronie - CZYTAJ:

Zeznaje 20–letnia Mina Gabor, mieszkanka koczowiska. Przez rok i dwa miesiące mieszka z teściową, mężem i dzieckiem na Kamieńskiego. Przez cały okres wskazany mieszkała w Polsce. - Przyjechaliśmy do Polski po to, żeby zarobić pieniądze. Przed przyjazdem do Polski mieszkała w Rumunii.

Ile osób mieszka na Kamieńskiego? Mieszka tam więcej dzieci niż dorosłych. Niezbyt często wprowadzają się tam nowe osoby.

Na pytanie, czym się zajmuje. – Teściowa wychodzi na ulicę i przynosi 20, 30 zł. Pani zostaje w domu i zajmuje się dzieckiem. Mąż zbiera złom.

Dodaje, że na Kamieńskiego mieszka w baraku. Postawił go mąż i jego kuzyni. Mają prąd, wodę i toaletę. - Gdyby musiała opuścić nieruchomość, to zamieszkałaby tam, gdzie wszyscy, tam miałaby dom.

- W Rumunii nie mamy z czego żyć, a tutaj lepiej lub gorzej – środki do życia są. Przyzwyczailiśmy się tutaj żyć wszyscy razem - mówi.

Mecenas Sikorski pyta, czy ktoś z władz miasta proponował inne mieszkanie. – Nic nie wiem na ten temat – mówi. - Czy władze Wrocławia funkcjonariusze informowali, jak załatwić formalności związane z legalizacją pobytu w Polsce? – pyta. - Nikt nam nie pomagał.

Teraz przepytuje ją przedstawiciel władz miasta. Dopytuje o pobyt Miny Gabor we Włoszech.
- Jak Państwo mieszkali we Włoszech?
- W namiotach – odpowiada pozwana.
- A na czyjej działce?
- To była polana z trawą, bez domu.
- A jaką pracę pani wykonywała?
- Żebractwo.
- Czy Pani uważa, że żebractwo jest pracą?
- Nie, ale nie było innych zawodów.
- Czy przebywając we Wrocławiu szukała Pani pracy? – nie odpuszcza mecenas reprezentujący magistrat.
- Nie szukałam, bo nie znam języka – odpowiada Mina Gabor.
- Czy wie Pani, że przebywa Pani w Polsce z naruszeniem prawa? – dopytuje mecenas.
- Tak – odpowiedziała.

Dalszy ciąg zeznań na następnej stronie

Teraz zeznaje 57-letnia Elena Gabor. Przyjechała do Polski z jej domu w Rumunii razem z dziećmi. W Rumunii wykonywała prace dorywcze – pracowała na polu, dostawała za to jedzenie. Ona również mieszkała we Włoszech.

Z czego Pani żyje? – pyta sędzia. - Głównie polegam na pomocy syna, który zbiera złom. Czasami też wychodzę na ulicę i dostaję pieniądze od ludzi.
Sędzia Aleksanda Kędziora pyta, ile syn zarabia na zbieraniu złomu.
- Różnie. Zależy od dnia. Około 20 zł.
- Końcówka jej wypowiedzi była w języku polskim! Proszę to zapisać – mówi mecenas Wojciech Szuster reprezentujący miasto.

Dalej Elena Gabor tłumaczy, że we Wrocławiu mieszka w baraku.Mają wodę, toaletę i zbiornik na śmieci.
- Ile osób mieszka przy Kamieńskiego?
- Nie wiem, nie liczyłam. Zajmuję się swoimi sprawami. Jest dużo osób, dzieci, dorosłych.
- Czy Pani chce zostać w Polsce? – dopytuje sędzia.
- Nie upieram się przy tym, żeby tu mieszkać. Jeżeli nie będziemy mogli, to pojedziemy do innego miejsca.
- Z miejsc, gdzie Pani mieszkała – w Rumunii, Włoszech i Polsce – gdzie mieszkało się Pani najlepiej? – pyta mecenas Sikorski.
- W zasadzie wszystko jedno gdzie. Tam, gdzie grupa jedzie, tam ja także jadę.
- Gdyby miała Pani możliwość zamieszkać gdzie indziej, ale w mniejszej grupie, np. tylko z synem i córką, to czy by się Pani zgodziła?
- Nie.
- Raz w tygodniu przyjeżdża cysterna z wodą.
- Czy pierwszy raz była Pani we Wrocławiu w latach 90-tych?
- Mieszkałam w latach 90-tych w Gdyni, Gdańsku i Tarnogaju.
- Czy po przyjeździe starała się Pani o pomoc socjalną?
- była raz w miejscu, gdzie podobno można znaleźć pracę, ale nic z tego nie wyszło.
- Czy po ewentualnej eksmisji ma się Pani gdzie udać?
- Tam, gdzie wszyscy, tam i ja pójdę – odpowiedziała.
- Czy ktoś z Gminy Wrocław proponował inne miejsce zamieszkania?
- Odkąd tu jestem, to nie.
- Czy starała się Pani o pomoc z rumuńskiej jednostki konsularnej?
- Nie.
- Czy ktoś z urzędu miasta proponował Państwu pomoc w znalezieniu miejsca pomocy?
- Ktoś przychodził, ale nie bardzo rozumiałam, o co chodzi.
- Czemu nie chce pani mieszkać bez grupy, tylko w gronie najbliższych?
- w grupie wszyscy się znamy, dobrze się czujemy razem. Poza grupą to nie znamy języka, niektórym może nie odpowiadać nasze sąsiedztwo.
- Gdyby gmina wskazała inną nieruchomość, to czy by się tam Pani dobrowolnie przeniosła?
- Jeżeli wszyscy pojadą, to ja też. My się nie rozdzielamy, jesteśmy nauczeni być razem ze sobą.
- A czy gmina Wrocław proponowała jakąkolwiek inną nieruchomość, gdzie możecie się udać?
-Nie.
Teraz pyta Wojciech Szuster, przedstawiciel miasta - Czy dom w Rumunii to Barak, czy normalny, budowany dom?
- To dom z bloków cementowych, jeden pokój ukończony, okna, drzwi zbudowane.
- Mówi Pani, że Na Kamieńskiego nie chcecie się rozdzielać. – dopytuje Jacek Dżedzyk, mecenas również reprezentujący gminę Wrocław. - Czy w Rumunii wszyscy mieszkają w Pani domu, lub jego pobliżu, czy w różnych miejscowościach?
- Tam każdy mieszkał u siebie – na wsi, w mieście – odpowiada Elena Gabor.
- Czy Pani wie, kto przywozi wodę, kto odbiera śmieci, kto opróżnia toaletę? Kto to opłaca? – dopytuje mecenas Jacek Dżedzyk.
- Przyjeżdżają specjalne samochody. Są ludzie, którzy pomagają. Mówią, kiedy będzie woda, kiedy będzie czyszczenie toalety.
- Zeznała Pani, że na zbieractwie złomu zarabia Pani 20 zł. To dziennie, miesięcznie?
- To jest czasami 15, czasami 10 – na dzień. Ale czasami się zdarza, że nic.
- Czy Pani się zajmuje żebractwem?
- Nie codziennie.
- Czy była Pani karana za żebractwo w Polsce?
- Nie.
- Czy wie Pani, że po trzech miesiącach w Polsce należy zgłosić i zarejestrować swój pobyt u wojewody?
- Nie, nie wiedziałam. Nie umiem czytać i pisać.
- Dlaczego uważa Pani, że gmina Wrocław ma obowiązek dać nieruchomość zastępczą?
- Nie, nie uważam, że ma obowiązek. Tam, gdzie pójdą inni, ja też pójdę.
- A dlaczego poza granicami Rumunii trzymacie się razem? – dopytuje mecenas Sikorski reprezentujący Romów.
- Jesteśmy rodzinami, jesteśmy spokrewnieni, więc trzymamy się razem.

Wideo

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3