Wrocław: Umorzono śledztwo w sprawie niejasnych zgonów pacjentów

Marcin Rybak
Sprawa Edyty Terki ciągnęła się osiem lat. Skończyła się dopiero w ubiegłym roku
Sprawa Edyty Terki ciągnęła się osiem lat. Skończyła się dopiero w ubiegłym roku Paweł Relikowski
Z powodu przedawnienia umorzone zostało śledztwo w sprawie "nieumyślnego spowodowania śmierci" kilkudziesięciu pacjentów Kliniki Chirurgii Serca wrocławskiej Akademii Medycznej. Prokuratura Wrocław-Śródmieście przez 10 lat nie znalazła ekspertów, którzy potrafiliby ocenić, czy doszło do błędu w sztuce lekarskiej.

To dziwny koniec historii anonimowego donosu, który w marcu 2001 roku trafił do Ministerstwa Sprawiedliwości.

"Niejasne zgony młodych pacjentów" - zaalarmował resort nadawca. Wpisał nazwiska 157 osób. - Wszczęliśmy śledztwo - mówi szef Prokuratury Śródmieście, Wojciech Ogiński. Skąd anonim? Nieoficjalnie mówi się, że mógł być skutkiem personalnych konfliktów na wrocławskiej uczelni. Sprawę opisały media.

- Kiedy przeczytaliśmy o tajemniczych zgonach w tej klinice, wysłaliśmy do prokuratury doniesienie dotyczące śmierci mojego ojca - przypomina sobie Iwona Błaszak. - Poszedł na badanie. Liczył, że postawią go na nogi. A już nie wrócił. Podejrzewaliśmy, że zmarł przez lekarski błąd.

Kilka dni temu mama pani Iwony dostała decyzję o umorzeniu. - Wcześniej pogodziliśmy się już. Podejrzewaliśmy, że nic sensownego z tego nie będzie. Ale uzasadnienie, że nie udało się znaleźć biegłych, jest śmieszne - mówi.

Wrocławskie media od lat piszą o ciągnących się śledztwach, procesach karnych i cywilnych dotyczących lekarskich błędów. Przykładem może być np. sprawa Edyty Terki 33-letniej kobiety, która przechodziła operację tarczycy w szpitalu im. Rydygiera. W śpiączce jest do dziś. Zajmuje się nią matka. Sprawa zaczęła się w 2002 roku. Prokuratura oskarżyła dwóch lekarzy. Wyrok w sprawie jednego z nich zapadł w październiku 2008 roku. Sprawa drugiego skończyła się w ubiegłym roku. Proces cywilny mógł się zacząć po prawomocnym wyroku skazującym pierwszego z lekarzy. Dopiero w październiku ubiegłego roku sąd apelacyjny zasądził 720 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia.

Jak prokuratura tłumaczy się z umorzenia śledztwa w sprawie niejasnych zgonów pacjentów przeczytasz w środowym wydaniu "Gazety Wrocławskiej".

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
długo_pis

zdziwiony był ze staruszkowi w szpitalu kazano odstawic zapisane wczesnie przez kardiologa leki... sprawa juz dawno jest przedawniona

n
neron13

10 lat bicia piany z powodu anonimu? To chyba tylko polski system prawny jest w stanie (także finansowym) prowadzić 10-letnie śledztwo bez żadnych dowodów. Teraz można wszcząć kolejne 10-letnie śledztwo. Tematem mogłoby być marnotrawienie środków przez Prokuraturę przez poprzednie 10 lat, bo Prokurator nie miał ikry aby wcześniej ogłosić zamknięcie śledztwa z powodu niewystarczających przesłanek dla jego prowadzenia. Ale teraz winnych też się pewnie nie znajdzie... Myślałem, że przy Prokuratorii Generalnej takich pasztetów już nie będzie.

r
ryśek

całkiem możliwe. a udowodnić coś takim jest rzeczą niemal niemożliwą.

Dodaj ogłoszenie