Wrocław to "Małe Włochy"? Dla niektórych tak

Marta Bigda
Franco Bergo, który swoją przygodę w Polsce rozpoczął w naszej redakcji
Franco Bergo, który swoją przygodę w Polsce rozpoczął w naszej redakcji fot. archiwum prywatne
O tym, jak wyglądają pierwsze kroki Włocha w polskiej "Małej Italii" i gdzie można spotkać emigrantów z Wielkiego Buta, pisze Marta Bigda.

Kiedy włoska gazeta "La Repubblica" napisała, że Wrocław to "Mała Italia", o stolicy Dolnego Śląska zrobiło się głośno w całej Polsce. Rzeczywiście co krok można u nas spotkać prawdziwych Włochów, którzy znaleźli tu swoje miejsce na ziemi? Miesiąc później staż w naszej redakcji zaczął Franco Giuseppe Bergo. Jego pierwszym zadaniem było sprawdzić, czy "La Repubblica" miała rację. Wyruszył więc w miasto, rozmawiając z kolejnymi Włochami, którzy Wrocław wybrali na swój dom. Teraz, kiedy upłynął kolejny miesiąc od jego artykułu, nasz włoski stażysta sam powoli staje się częścią "Małej Italii", którą opisał.

Dlaczego z Wielkiego Buta wędrują do nas

Franco Giuseppe Bergo, Włoch, do Polski trafił właściwie... przez przypadek. Poznałam go, gdy dołączył do redakcji "Gazety Wrocławskiej" jako stażysta. - Wziąłem udział w programie "Leonardo da Vinci", który umożliwia wyjazdy zagraniczne uczniom i bezrobotnym absolwentom - mówi Franco. - My mamy kryzys i duże bezrobocie, pomyślałem więc, że może za granicą będę miał więcej szczęścia. Przede wszystkim myślałem jednak o Irlandii i Niemczech. Polska była na trzecim miejscu.

W ostatnich latach polski produkt krajowy brutto na głowę mieszkańca tylko rósł zamiast, zgodnie z wszechobecnym światowym kryzysem, spadać. Jak się okazuje, ta różnica realnie do nas przyciąga młodych ludzi, zwłaszcza z południa Europy, którzy tutaj właśnie szukają pracy. Na dodatek Polska to centrum Europy, więc wszędzie blisko. Do domu we Włoszech dotrzeć można tanimi liniami autobusowymi lub lotniczymi. Dlatego też Wrocław dorobił się własnej "Małej Italii" - Włochów ci u nas dostatek.

We Wrocławiu stanowią jedną z największych mniejszości. Można ich spotkać w Bibliotece Romańskiej i Galerii Italiana, gdzie przy pizzy, ręcznie robionych makaronach, domowym winie czy prawdziwym włoskim espresso oglądają mecze włoskiej ligi czy rozmawiają o interesach.

Wbrew pozorom: stabilizacja

Franco świetnie mówi po niemiecku i po angielsku. A Polska była trzecim krajem, do którego chciał pojechać, bo jeszcze jako nastolatek poznał dziewczynę z Gdańska. - Nadal zresztą się przyjaźnimy, choć dopiero tutaj dotarło do mnie, że właściwie nigdy zbyt wiele nie opowiadała mi o waszym kraju - uśmiecha się Bergo, który nie kryje, że gdy dowiedział się, że jedzie do Polski, uznał, że to może być szansa na coś zupełnie nowego w jego życiu.

- Fakt, zarabiacie mniej niż w starych krajach Unii Europejskiej. Z drugiej strony, pewnie niewielu Polaków wie, że wasze zarobki są zdecydowanie bardziej stabilne niż w moich rodzinnych Włoszech. I co ważne, nie ma groźby redukcji etatów - Franco wylicza kolejne plusy: - Jeżeli wszystko robisz dobrze i zgodnie z postawionymi zadaniami, to nie musisz się martwić groźbą nagłej utraty pracy. Nie usłyszę tutaj przy wypowiedzeniu: "Jest kryzys i trzeba ograniczyć wydatki firmy". A we Włoszech, szczerze mówiąc, nie znasz dnia ani godziny.

Język polski to jest wyzwanie

Kiedy Franco przyjechał do Polski, swoją wrocławską przygodę zaczął w redakcji "Gazety Wrocławskiej". - Nie znam jeszcze języka polskiego, więc ta współpraca była dużym wyzwaniem - mówi z rozbrajającą szczerością Bergo, który przyznaje, że polszczyzna brzmi we włoskich uszach jak zepsute radio albo śnieżący telewizor. Liczba deklinacji i trudna wymowa to tylko czubek góry lodowej. Franco śmieje się jednak, że dzielnie stawił czoło barierze językowej i zbierał materiały jak prawdziwy dziennikarz.

- Pisałem o tym, jak poradzić sobie we Włoszech będąc turystą, opowiadałem o "Małej Italii" i dzieliłem się swoimi doświadczeniami jako obcokrajowiec w Polsce - wylicza dziennikarskie próby. Udało nam się go też namówić na udział w międzynarodowym projekcie realizowanym przez gazetę: "Feel Think Write" - napisał dla nas o najbardziej fascynującej osobie, jaką kiedykolwiek spotkał - nauczycielu jogi, który pokazał mu, że prawdziwe życie nie musi polegać tylko na nieustającym pędzie do kariery.

I co tu kryć - okazało się, że im dłużej Franco przyglądał się Wrocławiowi, tym poważniej zastanawiał się nad tym, by w nim pozostać. - Pomyślałem, że wspaniale byłoby mieć swój własny kąt tutaj - rozmarza Franco. - Letnimi wieczorami wybierać się na spacery po Ryn-ku, odwiedzać Ogród Japoński, gdy tylko miałbym na to ochotę. Albo wybierać się na koncerty światowej sławy gwiazd, które grają często w Hali Ludowej.

I dlatego Franco zaczął szukać pracy. Przeszukiwał codziennie internet, aż trafił na propozycję z Italian Market, czyli Włoskiego Marketu. - Potem stwierdziłem, że warto by było poszukać mieszkania. Udało mi się znaleźć jedno na Krzyckiej. Bardzo podoba mi się jego otoczenie, pełne zieleni. No i do Rynku nie mam stamtąd daleko, a to też ważne. Co ciekawe, cena wcale nie jest porażająca - śmieje się Bergo, który zdradza jeszcze jeden argument za życiem we Wrocławiu: jest zapalonym biegaczem, a pięć minut drogi od mieszkania ma park. Na dodatek nieopodal parku płynie wąski strumyk. - Przy moim domu we Włoszech też taki był. Kiedy tam biegam, przypomina mi dom, dzięki czemu nie czuję się tu obco - mówi Franco.

Najlepsze miejsca, jeśli nie mówisz po polsku

Zachwyca się jednak nie tylko przyrodą czy sławami muzycznymi, jakie występują we Wrocławiu. - Jeżeli chcesz mnie znaleźć w piątkowy wieczór, będę zapewno w Chopper Barze albo w Bierhalle, bo tam właśnie lubię pójść na piwo ze znajomymi - stwierdza Bergo.

Chopper Bar kojajrzy mu się tym milej, że co czwartek organizowane są tam spotkania Tower of Babel (Wieży Babel), w czasie których wspólnie bawią się ludzie z różnych stron świata, których łączy to, że mieszkają, uczą się i pracują we Wrocławiu. - I tu nie chodzi tylko o fajną imprezę. Jak mam jakiś problem, zaswsze mogę kogoś zapytać o radę - przyznajeBergo.

Na razie nie trafił do serca wrocławskiej "Małej Italii", ale gdy zacznie pracować, na pewno się to zmieni. - W tej chwili znam tylko kilku wrocławskich Włochów. I fajnie jest pogadać czasem z kimś z kraju, bo rozumiemy się w lot - przyznaje.
Kilka dni Franco temu podpisał umowę o pracę na dwa lata.

- Co dalej? W mojej słonecznej Italii uważa się, że dwa lata to bardzo długi czas na przemyślenia. Mam więc dużo czasu na plany - śmieje się Franco.

współpr. PT

Rewolucja w aptekach. Farmaceuta jak lekarz?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3