Wrocław: Noworodki mogą zostać bez pomocy

Anna Szejda
Julia za pomocą specjalnych lamp leczona jest z żółtaczki
Julia za pomocą specjalnych lamp leczona jest z żółtaczki Tomasz Hołod
Udostępnij:
Kto od stycznia będzie leczył we Wrocławiu wcześniaki i chore noworodki? - Nie wiem, może trzeba będzie wozić dzieci do placówek w innych województwach - rozkłada ręce Janusz Jerzak, przewodniczący Konsorcjum Szpitali Wrocławskich, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Koszarowej.

W czym problem? Szefowie szpitali, w których działają oddziały neonatologiczne, grożą, że jeśli Narodowy Fundusz Zdrowia nie zmieni zasad finansowania usług medycznych, nie podpiszą kontraktów na przyszły rok.

Na neonatologii ratowane jest zdrowie i życie dzieci, które dopiero przyszły na świat. Trafiają tam maluszki, które urodziły się za wcześnie, noworodki z zakażeniami, konfliktem serologicznym, zaburzeniami neurologicznymi, wadami wrodzonymi, zaburzeniami krążenia czy infekcjami dróg oddechowych lub moczowych.

We Wrocławiu jest pięć takich oddziałów. Każdy ma tzw. II lub III stopień referencyjności - czyli świadczy wysokospecjalistyczne usługi. Rocznie przyjmują po kilkaset dzieci. I każdy z nich ma teraz taki sam problem.

- Narodowy Fundusz Zdrowia zinterpretował przepisy tak, że każe nam zatrudnić nawet po kilkadziesiąt dodatkowych pielęgniarek - tłumaczy Janusz Jerzak. Jeśli szpitale nie zatrudnią białego personelu, nie spełnią warunków umożliwiających podpisanie umowy. Albo podpiszą umowę, ale już jako placówki z I (najniższym) stopniem referencyjności.

- Ale wtedy dostaną o wiele mniej pieniędzy i nie będzie ich stać na kosztowne leczenie najciężej chorych dzieci - komentuje dr Małgorzata Czyżewska, wojewódzki konsultant ds. neonatologii.
Córka Agnieszki Ratowskiej, Julia, leży na neonatologii. Ma silną żółtaczkę poporodową. - Nie wyobrażam sobie, że miałoby nie być takich oddziałów - denerwuje się pani Agnieszka.

Halina Chwałek, pielęgniarka oddziałowa, wyjaśnia, że im szybciej maluchy będą leczone, tym większe mają szanse na pełny powrót do zdrowia. - Takiego pacjenta nie można odesłać albo przyjąć później. Dlatego nigdy nie mamy zajętych wszystkich łóżeczek, zawsze musi być jakieś w zapasie - podkreśla Halina Chwałek.

Zarzutom szpitali dziwi się Narodowy Fundusz Zdrowia. - Szpitale wiedziały o tych wymaganiach i miały rok, żeby się przystosować - twierdzi Joanna Mierzwińska, rzeczniczka dolnośląskiego oddziału NFZ.

- Owszem, i dlatego pisaliśmy w tej sprawie do centrali Funduszu. Ale bez odzewu - tłumaczy Jerzak. - Teraz zaczyna się kontraktowanie usług na nowy rok i może być tak, że nie będziemy mieli z czego utrzymać oddziałów i trzeba będzie je zamknąć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

p
pacjent
dyrektorzy Szpitali Pani Minister - podwyżki dla pielęgniarek, osada, potem... bankructwo Dziwny ten kraj, w którym o dostępie do świadczeń rozstrzyga rozporządzenie, które każdy interpretuje jak chce...
P
Położna
Jeżeli 1 stopień referencyjności odpowiada stanowi faktycznemu, to na jakiej podstawie zamykanie oddziałów?
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie