Wrocław: Na targowiskach ubywa kupujących. Klienci wybierają zakupy w dyskontach

Joanna Karwecka
Świeże produkty, niskie ceny i przyjazna, lokalna atmosfera to wciąż za mało, żeby przyciągnąć klientów. Ci chętniej kupują w dużych centrach handlowych, które są otwarte do późna, mają przestronny parking, a długie zakupy można w nich robić nawet w niepogodę
Świeże produkty, niskie ceny i przyjazna, lokalna atmosfera to wciąż za mało, żeby przyciągnąć klientów. Ci chętniej kupują w dużych centrach handlowych, które są otwarte do późna, mają przestronny parking, a długie zakupy można w nich robić nawet w niepogodę fot. Joanna Karwecka
Udostępnij:
Sobotnia poranna wyprawa na targ po produkty na niedzielny rosół i po zapasy na kolejny tydzień to już raczej zapomniany zwyczaj. Chociaż we Wrocławiu działa aż szesnaście placów targowych i większość mieszkańców ma jakiś bazar niedaleko swojego mieszkania, to sprzedawcy narzekają na mały ruch.

- Niewiele osób tu przychodzi, jeśli już, to starsi i tacy, co liczą każdy grosz - opowiada pani Anna z placu przy ulicy Broniewskiego. - Chociaż zima była łagodna, to nie zarobiliśmy więcej - dodaje.

Ceny na targach są zwykle niższe niż w lokalnych sklepach. Ale sprzedawcy z bazaru nie są w stanie zaproponować konkurencyjnych stawek w porównaniu do dużych dyskontów spożywczych. Te, działające na zasadzie efektu skali, mogą sobie pozwolić na drastyczne obniżki lub superpromocje. Jednak warto pamiętać, że promocyjne ceny ogłoszone na ogórki często odbijają się na cenie pomidorów, a skuszony świetną ofertą klient nie zawsze za zakupy zapłaci mniej.

Targowiska rządzą się innymi prawami - ceny wynikają głównie z sezonowości, czasem nieznacznie różnią się w zależności od placu, co jest oczywiście związane z wysokością opłat. Dlatego nikogo nie dziwi, że za pomidory w marcu trzeba zapłacić ok. 8 zł. Natomiast za marchew już tylko 1,50 zł, gruszki 4,50 zł, a główkę kapusty 1 zł. Za złotówkę można też kupić kwiaty - na przykład tulipany. Warto też przyglądać się targowym promocjom na warzywa czy owoce, które nie są już zbyt świeże, ale wciąż nadają się na zupę czy kompot.

Zdarzają się uchybienia sanitarne na targowiskach
Targowiska są regularnie kontrolowane przez wrocławską Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną. Barbara Wróbel, kierownik oddziału higieny żywności, żywienia i przedmiotów użytku, wymienia najczęstsze nieprawidłowości spotykane na placach.

Polegały one zwykle na braku etykiet na żywności wprowadzanej do obrotu oraz handlowych dokumentów identyfikacyjnych, nieposiadaniu przez osoby prowadzące sprzedaż żywności odzieży ochronnej, zaświadczeń lekarskich z przeprowadzonych badań do celów sanitarno-epidemiologicznych. Zdarzają się też nieprawidłowe warunki przechowywania i eks-pozycji żywności, brak odpowiednich warunków do mycia drobnego sprzętu pomocniczego i higienicznych sposobów jego przechowywania.

Stragan to zwykle biznes mało dochodowy

Wystawcom na targowiskach skutecznie klientów odbierają nie tylko duże dyskonty spożywcze, ale także nielegalna konkurencja.

- Wokół legalnych targowisk zbierają się sprzedawcy, którzy nie wnoszą żadnych opłat ani do właścicieli placu, ani do urzędu miasta - mówi Sławomir Chełchowski, rzecznik prasowy wrocławskiej straży miejskiej. - Takim osobom grozi mandat w wysokości do 500 zł, ale ukarani często decydują się na zamienny areszt, a potem wracają na stare miejsce - dodaje rzecznik.

Na ten problem wskazuje też pani Anna z targowiska przy ulicy Ptasiej, która swój stragan warzywny prowadzi tu od blisko 20 lat.

CORAZ WYŻSZE OPŁATY ZA HANDEL NA CHODNIKACH - CZYTAJ NA KOLEJNEJ STRONIE

- Sprzedawcy, którzy stoją na chodnikach obok placu, to zwyczajna nieuczciwa konkurencja. A my przez to płacimy więcej i zarabiamy mniej - mówi pani Anna.

A opłaty za wynajmowane stanowiska do małych nie należą. W przypadku niewielkiego straganu pani Anny, za kilka metrów kwadratowych to ok. 700 zł miesięcznie. Do tego dochodzi opłata targowa, którą nakłada na wystawców uchwała rady miasta. W zależności od rodzaju stanowiska i tego, czy sprzedający jest producentem płodów rolnych, to koszt od 4 do 12 zł dziennie. Do tego należy doliczyć opłaty za prąd i wodę na targu, no i oczywiście koszty, które ponoszą wszyscy przedsiębiorcy - na przykład ZUS. Mąż pani Anny mówi, że na same opłaty miesięcznie potrzebują 5 tys. zł.

Targowisko przy ulicy Ptasiej miało swoje 5 minut, kiedy zainteresowali się nim wrocławscy artyści w ramach projektu Bazaristan, który jest także wpisany na listę przedsięwzięć sygnowanych przez Europejską Stolicę Kultury.
Lokalni działacze chcieli wykorzystać społeczny potencjał miejsca i ożywić jego działanie. Jednak za zainteresowaniem twórców nie poszła w parze popularność targowiska wśród wrocławian.

- Ludzie, jeśli się kręcą, to raczej mieszkający po sąsiedzku - opowiada pani Stenia, która sprzedaje owoce, warzywa i kwiaty. - A ci na nadmiar kasy w portfelu nie narzekają, część bierze na zeszyt, niektórzy z nich już potem się nie pojawiają - opowiada.

Mydło i powidło - czyli co można kupić pod Młynem

Swoich wiernych fanów ma natomiast jedno z najbardziej znanych targowisk we Wrocławiu - to niedzielne pod Młynem Sułkowice.

- Targowisko przy Młynie jest super, bo można tam znaleźć niemal wszystko i jeszcze się potargować - mówi Marta z wrocławskiej ASP. - To nie tylko zwykłe zakupy, ale też spotkanie z różnorodnością - opowiada.

Czynne tylko w niedziele, jest miejscem, do którego tłumnie zjeżdżają pasjonaci staroci, rowerów i taniej chemii z zachodu. Można tu kupić wszystko i za każdą cenę. Jest tu na przykład specjalne stoisko z każdym towarem po złotówce, na którym można sobie skompletować choćby zastawę stołową.

- Kupując na Młynie, jesteś eko - mówi Kamila, wrocławska studentka. - Kupujesz niepowtarzalne eksponaty i w domu powstaje ci prywatna galeria niesamowitości. I do tego cieszysz się, że kosztowało tak mało! - dodaje.

Warto pamiętać, że kupujący na targu ma te same prawa, co klient zwykłego sklepu. Jak mówi Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, to nie miejsce decyduje o ochronie, ale przepisy. Mamy więc prawo do informacji, czyli jasnego podania ceny kupowanego towaru, prawo do otrzymania potwierdze-nia zawarcia umowy kupna-sprzedaży, czyli paragonu i prawo do reklamacji towaru wadliwego.

ILE LEGALNYCH TARGOWISK DZIAŁA JESZCZE WE WROCŁAWIU? (LISTA) - CZYTAJ NA KOLEJNEJ STRONIE

Wykaz targowisk
We Wrocławiu obecnie działa 16 placów targowych.
Niektóre są wyspecjalizowane (np. przy ul. Broniewskiego nie znajdziemy raczej warzyw i owoców, a ubrania), a przy ul. Obornickiej zakupy robi się w ilościach hurtowych. Na większości można jednak znaleźć wszystko, za każdą cenę i w każdej ilości.

Place targowe, które leżą na terenach należących do miasta
1. ul. Komandorska / Radosna,
2. ul. Legnicka / Niedźwiedzia,
3. ul. Obornicka,
4. ul. Ptasia,
5. ul. Skoczylasa,
6. ul. Żernicka / Rogowska,
7. ul. Lotnicza - łącznik do Domu Handlowego "ASTRA",
8. ul. Żmigrodzka / Broniew-skiego.

Place targowe, które leżą na innych terenach
1. ul. Bacciarellego,
2. ul. Gnieźnieńska 4,
3. ul. Gnieźnieńska 6,
4. ul. Robotnicza 2,
5. ul. Robotnicza 5,
6. ul. Obornicka (częściowo),
7. ul. Poprzeczna (koło Młyna),
8. ul. Nabycińska.

Zmiany, zmiany
Jeszcze do niedawna we Wrocławiu działało więcej placów targowych. Kupcy z targu przy ul. Zielińskiego przenieśli się do Pasażu Zielińskiego przy ulicy Swobodnej. Mimo że była to inicjatywa samych przedsiębiorców, część z nich ze względów finansowych musiała zrezygnować z działalności lub przenieść się w inne miejsce.
Podobny los czeka osoby, które handlują obok Dworca Świebodzkiego. W związku z planowaną modernizacją otoczenia i włączeniem dworca w sieć połączeń kolejowych, do wiosny teren ma zostać oczyszczony. Zmiany szykują się także przy Młynie Sułkowice. Ma tam powstać wielkie, nowoczesne centrum budowlane. Ale inwestorzy zapewniają, że sprzedawcy targowi nie znikną z placu. Jest to miejsce, które stworzyło niepowtarzalny klimat, dlatego jego likwidacja nie wpłynęłaby dobrze na wizerunke nowego miejsca. (KaR)

Świeże produkty, niskie ceny i przyjazna, lokalna atmosfera to wciąż za mało, żeby przyciągnąć klientów. Ci chętniej kupują w dużych centrach handlowych, które są otwarte do późna, mają przestronny parking, a długie zakupy można w nich robić nawet w niepogodę

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 92

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jemiołowa
Zainteresujcie się sprzedawcami handlującymi na chodniku przy ul. Jemiołowa.Wszysko kupi się tam i dosłownie wszystko sprzeda. Wiedzą o tym wszyscy mieszkańcy pobliskiej okolicy wiedzą też o tym wrocławskie władze, z innymi to szybko poradzili sobie a z handlem na Jemiołowej nie.Straż Miejska przytyka na to oko witając się z nimi przez uścisk ręki jak dobrzy kumple.
t
też z Nadodrza
w 100% zgadzam się z twą opinią !
k
kolo
...za "każdy". Nie, nie każdy. Tak jak wielu moich znajomych centrum handlowe odwiedzam kilka razy w roku - na co dzień korzystam z małych sklepów, więc nie wrzucaj mnie do worka "marketowców".
k
kolo
@powód - w każdym mieście na świecie są targowiska owoców i jarzyn, ludzie w mieście też powinni mieć możliwość kupić cokolwiek, co nie leżało w chłodniach od tygodni - jak w marketach. Tylko ktoś, kto w mieście się nie wychował może snuć wizje miasta bez targowisk.
To, że te targowiska nie wyglądały najlepiej - zgoda, ale wystarczyło je otoczyć poliwęglanem, jak robią to w innych miastach (Łódź np) i estetyka by się wybitnie poprawiła. Likwidować - to idiotyzm, teraz mnóstwo ludzi z okolic dawnych targowisk ma bardzo utrudnione życie, bo świeże owoce i warzywa - to dla wielu ważny składnik pożywienia.
Targowiska polikwidowano i zdziwko - że klientów coraz mniej. A może wszyscy chętni mają zasuwać pół miasta?
Kto ma rodzinę na wsi, sobie poradzi, a mieszczanom biada.
P
Patriota
Na pewno kupował bym na targowiskach, gdyby choć jedno z nich znajdowało się w okolicy mojego miejsca zamieszkania. Niestety bandyci z ratusza zlikwidowali co najmniej 2 takie na śródmiieściu. Nigdy im nie wybaczę likidacji targowiska na pl. Grunwaldzkim!!!
A
Andrzej
A kto pamięta targowisko na ul. Jemiołowej? Pamiętam, że był tam bardzo dobry nabiał sprzedawany w rogu placu, zaraz przy zbiorniku wodnym. Można było kupić świeża rybkę a czasem jak ktoś potrzebował kilka gwoździ czy żarówki to też znalazł. Teraz straszy tam jakiś moloch mieszkaniowy. Szkoda, że mieszkańcy nie wiedzą, że 100 m obok mają małe promieniowanie :)
J
Janina z Nadodrza
ceny na tym bazarze są zbliżone do cen w pobliskich Delikatesach WSS Społem ,które z kolei są postrzegane jako najdroższy sklep w tej dzielnicy . Jak na ironię, ceny niektórych artykułów (z wyjątkiem warzyw i owoców ) na bazarze są wyższe niż w owym SAMie . Po co nam więc ten "bazar" ?
p
powód
bo bardzo szpecą . Miasto ma wyglądać jak miasto. A komu się nie podoba i chce handlować pietruszką byle gdzie i z byle czego. To proszę się przeprowadzić na wieś.Takie widoki jak na załączonym zdjęciu już dawno nie powinny mieć miejsca.Zlikwidować ten folklor.Handel tylko w cywilizowanych warunkach.
m
mag
Znawca się znalazł. Jak ci wyciągną z opakowania to ciekawe czy byś sie poznał, który produkt od kogo?!!
;;;
Skoro nie umiesz odróżnić towarów z 'dyskontu' a tych typowo straganowych, to już nie wiem czy się śmiać czy Ci współczuć.
P
Paul
Jakbym miał czas i odpowiedni rozmiar portfela to robiłbym codziennie zakupy w owych straganach.
Z
Zobacz na statystyki
Polska zyje z eksportu oraz konsumcji wewnetrznej. Nie w kazdej dziedzinie mozna konkurowac. Samochody niemieckie maja marke swiatowa. Podobnie jak francuskie sery czy wina. Ale meble mamy swoje (Poznanskie), to samo powinno dotyczyc zdrowej zywnosci. W USA maja ten sam klopot co w Polsce. Za wyjatkiem wysokich I zaawansowanych technologi oraz energetyki przmysl powoli upada. Chiny robia taniej.
n
nasz pan
Ja mam żal do straganiarzy że często i gęsto sprzedają w dużej mierze towary z owych " Dyskontów ":(
j
ja
Sami latają na promocje po hipermarketach, kupują całe wózki przecenionych towarów, a potem ze swoją niemałą marżą sprzedają to na bazarowych straganach. To samo jest z małymi osiedlowymi sklepikami. Banda pazernych cwaniaków. Do tego ten ich "świeży" towar wielokrotnie śmierdzi ze starości, a w żywe oczy wciskają, że jest świeży. Najchętniej to by jeszcze g..wno w papierek zawinęli i wcisnęli. Takie drobne cwaniaki zazwyczaj klienta mają za skończonego idiotę, któremu można każdy kit wcisnąć.
x
xxx
W Polsce to dopiero jest syf nie jedzenie. Problem polega na ty, że u nas służby, które powinny być odpowiedzialne za sprawdzanie jakości produktów są niedopłacone i zwyczajnie takie aferki nie wychodzą.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie