Wrocław: Na Legnickiej lała się krew i płonęła benzyna

Marta Bigda
Instytut Pamięci Narodowej
Udostępnij:
"Informuję, że około godz. 14.30 w stronę pl. Czerwonego ulicami z różnych kierunków miasta zaczął napływać tłum. Jednocześnie na dachach, szczególnie budynków przy ul. Zachodniej i Czarnieckiego, zauważono gapiów. O godz. 15.15 na pl. Czerwonym zgromadziło się około 1500 osób. (...) Od strony placu zaczęto budować barykadę, w tramwaju pobito milicjanta i zabrano mu broń, podpalono radiowóz MO, lecz pożar został w porę ugaszony". Tak brzmiał pierwszy raport Służby Bezpieczeństwa wysłany do Warszawy tego dnia.

DZIŚ Z GAZETĄ WROCŁAWSKĄ DODATEK SPECJALNY - WSZYSTKO O ULICY LEGNICKIEJ

Milicjanci otrzymali rozkaz stłumienia studenckiej manifestacji. Nie zawahali się użyć pałek, armatek wodnych, a nawet ostrej amunicji. Po postrzale zmarł Kazimierz Michalczyk, robotnik. Inny z demonstrantów został rozjechany ciężarówką Star..., ale przeżył.

- Na rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych szykowaliśmy wielką manifestację - opowiada Jarosław Hyk, solidarnościowy działacz, w wywiadzie dla "Encyklopedii Solidarności". - Pomimo złych przeczuć, wyszedłem razem z demonstrantami na ulicę. Przecież sam zachęcałem do udziału w manifestacji, więc gdybym tego nie zrobił, pasowałoby do mnie kpiarskie powiedzenie z czasów powstania warszawskiego: "Ja bym za ojczyznę życie oddał, tylko mi zdrówko nie pozwala".

"Lała się krew, płonęła benzyna, gaz wyciskał łzy...". Tak o 31 sierpnia 1982 roku śpiewał najpierw Miki Mausoleum, później Big Cyc.

Gdy nadarzyła się okazja, Hyk postanowił obrzucić kamieniami ciężarówkę ZOMO. W pewnym momencie cofnął się i wtedy z boku najechał na niego inny milicyjny star. - Szok sprawił, że uderzenie zderzaka w brzuch nie przysporzyło mi bólu. Trzaśnięcie głową o bruk przyjąłem z równą obojętnością - stwierdza Hyk.

Jego historia, przypadkiem udokumentowana na filmie, trafiła do wielu zagranicznych agencji informacyjnych. "Paris Match" podpisywał jego zdjęcie jako "Śmierć polskiego gawrosza". Pewien wrocławski student miał więcej szczęścia. - Tamtego dnia musiałem wracać do domu od Dworca Świebodzkiego na pieszo. Miasto wyglądało strasznie. Zasnute gazem ulice powoli zapełniały się wrogimi armiami - wspomina Rafał Wołejszo, wtedy student wrocławskiej Politechniki. - Kiedy dotarłem na Legnicką, w odległości 15-20 metrów zobaczyłem celującego do mnie z granatu nasadkowego zomowca. Już widziałem siebie z dziurą w brzuchu na wylot. Granat jednak rykoszetował o pobliską drewnianą tyczkę i świsnął mi tylko koło ucha. Wypełnione gazem oczy nic nie widziały. Ktoś pociągnął mnie za rękę. Na szczęście nie był to milicjant...

Chłopakowi zostało jeszcze pół kilometra do domu. Po drodze chował się przed patrolującym blokowiska ZOMO. - Wielokrotnie biegnąc przez klatki schodowe, byłem wciągany przez ludzi do ich mieszkań. W końcu dotarłem do domu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Wrocław: Na Legnickiej lała się krew i płonęła benzyna - Polska Times

Komentarze 13

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
darek.t
sorry za bledy i brak literek, albo spacja w zlym miejscu ale piszac nie czytam tego co napisalem i nie sprawdzam a mam uszkodzona klawiature;) wiadomo stary dell ktora potrafi figielki wywalic a ze nie pisze polskiej trzcinki to moje niechlujstwo. Przypomnialo mi sie iz soterator mial butle z dwutlenikiem wegla niestety butla pyla przypieta lancuchem chyba do sciany wiec skot mial szczecsie ( dla mlodszych ktorzy juz niepamietaja albo nieznaja to ze soterator to maszynka do produkcji wody gazowanej na miejscu do komsumpcji , skot to pojadz pancerny transportowy najczesciej z armatka 8 kolowy oczwiscie ma swoja nazwe militarna ale to dla przemyslenia, uaz-gaz to odmiana jeep-a pojazd sowiecki taki gazik terenowy) .
d
darek.t
chodzilem na te manifestacje ala ta byla najwieksza we wrocku juz pozniej taka chyba jak pamietam nigdy niezaistniala byly mniejsze i mniej zaciete choc zomola trafilem w cymbal trafilem nie na tej, jako ze bylem tym mlodszym i wiadomo ze slabszym bo mialem 15 lat to raczej nie pchalem sie na pl czczerwony ale walke zorganzowalismy na ruskiej przed placem solnym glownym celem byl skot ktory zawracal na solnym i pozniej jakos na kazimierza wielkiego a my grupka malolatow walilismy czym bylo i chowalismy sie w taka brame przelotowa gdzie stal soterator niestety wlascicielka uciekla my kamieniam i jakimis skrzynakami i kubelkie i chba nawet chustawka a skot walil ze slepakow z armatki sam sie przekonalem ze takie cudo ma kopa strzelil w kierunku domnie gdy usiekalem ta brama przelotpwa no i niewaszkosc wzbilo mnie kilkanasciecentymetrow w gore i w bok zudem wyladowalem na wlasnych stopach i jedyny efekt to ze dzis slysze gorzej na lewe ucho, pamietam tez smiglowiec on wlasnie zawijal lot nad placem solnym, w miare czasu przenioslem sie na kazim,iwrza wielkiego z moja grupka oczywyscie dobrowolna grupa malolatow ktorych juz pozniej nigdy niespotkalem, na ulicy chyba psie budy w m oim kierunku padl strzal z wystrzeliwanej z broni petarty to gnuj zomol wali z uaza MO ale fajerwerk znow cudem ominol mnie i walna w murek przy psich budach bo chyb a tak nazywa sie ta waska uliczka, no pozniej juz niepamietamj jak przedzieralem sie ale znalezlismy sie na swidnickiej na wysokosci kosciola sw doroty tam wiele nieposzumielismy bo z bocznych uliczek wybieglo w grom zomoli wiec w nogi w kierunku LOKu i uliczka w strone szkoly krawieckiej niestey ucieczka zakonczyla sie slepa uliczka przed nami garaze i walacy na nas zomole z kazdeju strony pamietam ze ktos blyskawicznie wskoczyl na garaz i zaczol momagac i po chwili juz bylismy w miare bezpieczni pozostalo skoczyc z drugiej strony, ja mialem pecha skoczylem i skrecilem staw skokowy bardzo silnie do dzis to gowno co jakis casz skrecam mniejwiecej co rok bo ponoc zle wyloczone bez gipsu a nawet zabiegu tak sie konczy ale idzmy dalem mimo silnego bylu okazalo sie ze z prawej strony od kazimierza znow wali oddzial zomoli udalismy sie w kierunku placy wolnosci mijajac slynny tiptop gdzie okazalo sie ze z lewej od swidnickiej znowy leci ekipa zomo pozostalo tylko plac wolnosci i udalo nam sie przebiec kladke prawie naprzeciw wojewodzkiej milicji ale ich tam nie bylo byli zajeci za nami oczywiscie wielki poscig zomo na szczescie jadacy tramwaj w kierunku krzykow zatrzymal sie i nas zgarno zomolen nie dali rady jedynie oklepali woz lekko palami w kazym badz razie dziekuje panu motorniczemu za pomoc i zpewnoscia narazenie sie na konsekwencje, szczesliwie tramwaj dowizl mnie do wisniowej i tam sie doczlapalem do szpitala jakims sczesciem nizauwazony przemknolem do chirurga bo bylo widac z czym ide i jak wygladam gaz zostawial szlady rozplynietego sie kurzu na buzce a i same brudne zponiewierane ciuchy i brudne rece mowily skad przyczlapalem, lekarz oznajmil ze musi szybko zaopatrzyc mnie byle byle i musze znikac bo pilnuja ich i tych co przywiezionych wiec na gips nie ma czasu i ze moga mnie w karedce kilka metrow od szpitala wywiesc ale jakos po opatrunku i obmyciu sie postanowilem sam sie ewakulowac i jakims cudem sie udalo bez zadnej kontroli trafilem do domu gdzie mieszkali milicjanci bo takiego mialem pecha ale ci niedonosili raczej a jesli to juz ich zony no i to tyle co do 31 sierpien 1982 upalna koncowka lata niestety wrocek zaslany gazem w ilosciach kosmicznych
d
dlugo_pis
TA NADGORLIWOSC JEST GORSZA NIZ KOMUNIZM... SZACUNEK DLA TYCH WSZYSTKICH, KTORYM GAZ OCZU NIE WYPALIŁ...
M
Miodek
Droga Pani Marta Bigda. Zdanie w stylu: "Inny z demonstrantów został rozjechany ciężarówką Star..., ale przeżył. " to coś w stylu zabili go i uciekł. Skoro został rozjechany, to jak mógł przeżyć?
j
jebać jb
jb, zapomniałeś na koniec komentarza dopisać amen, jako, że pewnie jesteś zagorzałym katolikiem. Pokój z Tobą twoim debilizmem. Idź na mszę.
e
eks MO
a zomisci jebali Józik
R
Robin z Hub
Czy sugerujesz , że Dutkiewicz był TW. Podobne wątpliwości co do niego ma Waldemar Łysiak w jednej ze swych książek (Alfabet szulerów?)
j
jb
ja nie rzucałem prętami, ja strzelałem z procy kulkami od łożysk. celowałem w głowę, w przyłbice z pleksi na twarzy milicjantów. Dlaczego strzelałem do nich z procy? Bo nie miałem broni palnej. Gdybym miał karabin to nie popatrzyłbym nawet na procę, kamienie i butelki z benzyna. ZOMO to nie byli ludzie, to byli KOMUNIŚCI a to nie jest homo sapiens tylko bakteria którą się likwiduje
j
józik
Ale błyskotliwa riposta, godna kagiebisty...
s
szymanski woj.
jeden z nich utkwił Ci w głowie,zdaje się drogi Em
A
A
Panie Józik a Pan wiesz o tym bo żeś Pan służył w KGB czy SB ??
e
em
a opowiadaliście już jak rzucaliście prętami stalowymi, które wchodziły jak w masło w radiowozy typu nyska,star,uaz itp. te pręty 10-ki oraz inna broń to były po co?na flagi patriotyczne?tam też byli ludzie czyjeś dzieci, mężowie itp.pozdrawiam
j
józik
wszystko nadzorowała i podgrzewała atmosferę grupa specjalna SB lub nawet KGB. Prawda, panie Dutkiewicz?
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie