Wrocław: Ginekolog wmawiał choroby, których nie było?

Marcin Rybak
Doktor Andrzej W. na tajnym procesie będzie przekonywał, że padł ofiarą pomówień złośliwych kolegów
Doktor Andrzej W. na tajnym procesie będzie przekonywał, że padł ofiarą pomówień złośliwych kolegów Piotr Warczak
Ruszył proces wrocławskiego ginekologa. Sąd musi teraz ocenić, czy narażał życie pacjentek.

Przeszło dwie godziny prokurator Bartosz Pęcherzewski odczytywał wczoraj w Sądzie Okręgowym akt oskarżenia znanego wrocławskiego ginekologa Andrzeja W. Zarzutów jest przeszło osiemdziesiąt.

Usłyszeliśmy o żądaniu łapówek, uzależnianiu wykonania operacji w państwowym szpitalu od wpłacania pieniędzy do prywatnej kieszeni pana doktora. O narażaniu życia pacjentek poprzez przeprowadzanie ryzykownych zabiegów w nieodpowiednich warunkach prywatnego gabinetu. A także o oszustwach - wmawianiu chorób tylko po to, żeby wyciągnąć pieniądze od zupełnie zdrowych kobiet.

Z ustaleń śledztwa wynika, że w swoim prywatnym gabinecie doktor Andrzej W. usypiał swoje pacjentki, stosując lek, który może być używany tylko w szpitalu i tylko w obecności anestezjologa. Co więcej, nie zawsze zabiegi te były w ogóle potrzebne.

Najbardziej szokujący wątek sprawy to wmawianie chorób. Według prokuratury lekarz wprowadzał pacjentki w stan narkozy, a potem przekonywał, że wykonał zabieg i wyleczył chorobę. Jedna z pacjentek była tak oszukiwana przez prawie dwa lata. W tym czasie lekarz usypiał ją aż 9 razy. Za leczenie, którego nie było, zapłaciła 9 tys. zł.

Dalszy ciąg procesu będzie tajny. Sąd zgodził się z opinią obrońców lekarza, że w sprawie omawiane będą kwestie dotyczące tajemnicy lekarskiej.

Pokrzywdzonych w całej sprawie jest kilkadziesiąt kobiet. Kilka chce występować w sprawie jako oskarżyciele posiłkowi. Jedno z małżeństw już zażądało od lekarza 10 tys. zł odszkodowania.

Andrzej W. przekonuje, że jest niewinny. Jego zdaniem cała sprawa to skutek pomówień zawistnych lekarzy. W czasie przerwy w rozprawie przekonywał dziennikarzy, że naraził się środowisku wrocławskich ginekologów jeszcze w latach 80. Uważa, że zarzuty mają podtekst polityczny i wiążą się z faktem współpracy lekarzy z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa.

Doktor W. uważa, że zarzuty dotyczące usypiania pacjentek są bezpodstawne. Uważa, że miał prawo wykonywać w swoim gabinecie zabiegi, które kwestionuje oskarżenie. Zapewnia, że nigdy nie wmawiał chorób, których nie było.

Lata śledztwa

Śledztwo trwało wiele lat. Pierwszy akt oskarżenia powstał w 2007 roku.

Obejmował znacznie mniejszą niż dziś listę zarzutów. Sąd nie przyjął jednak zarzutów i nakazał uzupełnienie śledztwa. Prokuraturze nakazano m.in. powołanie zespołu biegłych lekarzy, którzy oceniliby zachowanie Andrzeja W.

Taka ekspertyza powstała. i - jak twierdzi prokuratura - jest dla oskarżonego lekarza bardzo niekorzystna.

Oskarżony doktor dziś jest ordynatorem oddziału szpitala w Brzegu (województwo opolskie).

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
lekarz

ten pan powinien mieć odebrane prawo wykonywania zawodu - dożywotnio. Sam jestem lekarzem i takie zakały środowiska medycznego powinny być zdecydowanie eliminowane.

Dodaj ogłoszenie