Wrócili po auto, ale zniknęło wraz z całym warsztatem. Czy ktoś widział Rademenesa?

Nadia Szagdaj
Nadia Szagdaj
Zaginiona mazda 626 "Rademenes" podczas Wrak Race. Pic Dab
Właściciele nie wiedzą co stało się z samochodem, który pozostawili na „zimowanie” w jednym z warsztatów przy ulicy Chmielnej 1C. Najemca terenu pod punkt naprawczy twierdzi, że chorował i musiał zamknąć biznes. Działkę odebrał mu właściciel terenu, firma deweloperska. Współwłaściciele pojazdu proszą teraz o pomoc w odnalezieniu ukochanego Rademenesa, mazdy która brała udział w wyścigach Wrak Race.

Na początku czerwca właściciel auta pan Dawid zdecydował się odebrać swoją „wyścigówkę” z warsztatu.

"Z początku Rademenes zimował w innym warsztacie. Pandemia zmusiła nas do tego, by pozostawić nasz wrak w miejscu, z którego nie zostanie odwieziony na złom. Niestety, warsztat, gdzie nasza mazda przeczekiwała pandemiczny brak wyścigów, musiał się zamknąć. Jego właściciel polecił mi pana Dariusza, który wówczas prowadził punkt napraw na Chmielnej 1C" - opowiada pan Dawid.

Podczas garażowania auta miało ono zostać zreperowane. Niestety, gdy właściciel mazdy pojawił się po jego odbiór, samochodu już nie było. Nie było także warsztatu.

"Do pana Diariusza nie można się było dodzwonić. Postanowiłem więc odwiedzić go w domu" – wspomina właściciel mazdy.

Niestety, kontakt z byłym najemcą placu przy Chmielnej był mocno utrudniony. Po wielu próbach, panu Dawidowi w końcu udało się z nim porozmawiać. Były najemca stwierdził wówczas, że skoro auta nie ma już na placu, musiał się go pozbyć właściciel terenu, czyli deweloper.

"Nie mamy możliwości, by kontrolować, kto na plac wchodzi i co zabiera. Samochody, które zostały na placu (część z nich nadal tam jest), zaczęto powoli rozkradać. Nie mamy takiego obowiązku, aby powiadamiać właścicieli aut, które zostały na placu, żeby samochody zabrano. Nie musimy też tego terenu sprzątać" - mówi nam Jacek Serafin z Inter-ES Deweloper.

Dodaje również, że za przyjęcie samochodu odpowiada były najemca placu, któremu firma wymówiła umowę najmu z tytułu dużych zaległości w płatnościach.

Sprawę utrudnia fakt, że pan Dawid, który pozostawił auto na placu przy Chmielnej, nie spisał z właścicielem warsztatu żadnej umowy, która świadczyłaby o tym, że samochód przechodzi pod jego opiekę. Dodatkowo, z racji faktu, iż auto nie zostało zarejestrowane i używane było jedynie na wyścigach trudno teraz udowodnić, że w ogóle stało na placu przy Chmielnej.

"Oczywiście, z mojej praktyki sądowej wynika, że lepiej mieć umowę na piśmie. Niekoniecznie musi być to umowa bardzo rozbudowana. W swojej praktyce jestem zwolennikiem prostoty" – komentuje Marcin Zatorski, radca prawny w Zatorski&Wspólnicy. - "Brak umowy pisemnej z warsztatem nie oznacza jednak, że umowa nie została zawarta. W naszym systemie prawnym dość powszechnie zawiera się umowy ustne. Czasami ich wyrazem nawet nie są słowne ustalenia, a czynności faktyczne. W tym przypadku, mimo że warsztatu nie ma już w tym miejscu, to na "warsztacie" wciąż ciąży obowiązek wydania samochodu osobie, która go powierzyła celem naprawy.

Były najemca placu przy Chmielnej twierdzi, że nie ma pojęcia, co stało się z samochodem, a plac został mu odebrany pod jego nieobecność. Sprawa została zgłoszona na policję 15 czerwca.

"Warsztaty, z uwagi na dbanie o dobre relacje z klientami, ale przede wszystkim dla swojego bezpieczeństwa, same powinny być zainteresowane sporządzeniem protokołu przyjęcia pojazdu w taki sposób, aby klient, odbierając pojazd, nie mógł zarzucić warsztatowi, że jakaś rysa czy inne uszkodzenie powstały w czasie, gdy pojazd był w naprawie - komentuje Marcin Zatorski. - Moim klientom, którzy prowadzą warsztaty, doradzam sporządzić precyzyjne dokumenty przyjęcia pojazdu, jak i zakresu czynności, do jakiej warsztat się zobowiązuje tak, aby później nie było niepotrzebnych sporów sądowych. W tej sytuacji potrzebna jest wnikliwa analiza prawna, która pomogłaby ustalić, czy klient warsztatu ma prawo dochodzić swoich praw w sądzie. Nie jestem pesymistą w tej sprawie".

Ktokolwiek widział

"Czujemy, że sprawa nie zakończy się dla nas pomyślnie. Nie odzyskamy już naszej wyścigówki - mówi pan Dawid. - Ale chcemy choć dowiedzieć się, jak skończyła. To auto budzi w nas wiele emocji. Ja i współwłaścicielka braliśmy nim udział w rajdach wraków. Nazwaliśmy go Rademenes. Jeśli ktoś oglądał kultowy serial "Siedem Życzeń" wie, że mowa o czarnym magicznym kocie. Na dachu napisaliśmy nawet: „hator, hator, hator”. Wciąż mamy nadzieję, że nie przepadł, że stoi gdzieś, na którymś w wrocławskich podwórek i na nas czeka".

Auto jest dość charakterystyczne. To mazda, model 626, ma wyciętą karoserię, od słupka B, do końca. Wewnątrz auta jest półklatka bezpieczeństwa i płyta pancerna pod silnikiem. Na zewnątrz, po obu stronach czarnej karoserii, biały napis Rademenes, sportowy, uniesiony wydech. Auto ma kocie oczy, uszy, a nawet wąsy.

Spis Powszechny 2021: są pierwsze kary za odmowę spisania się

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

No sorry, przykra sprawa ale skoro tak go kochaliście to dlaczego chocby raz na kwartał w ranach przejażdżki nie odwiedzaliście swojego Rademenesa ,żeby zobaczyć czy wszystko ok?

G
Gość

Śmiem przypuszczać że właściciel terenu zezłomował wrak który ani nie był zarejestrowany, ani nie miał żadnej wartości (oprócz sentymentalnej). Właściciela szkoda, bo bez względu na wartość to jego własność którą chciałby odzyskać

G
Gość

Ja bym zadzwonił do komornika i poprosił bym o wycenę tej licytacji ?

G
Gość

Jak w sprawę zamieszany jest deweloper, to nie ma szans na pozytywne zakończenie sprawy.

Dodaj ogłoszenie