18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

reklama

Wojtunik: CBA pod moimi rządami będzie pracować a nie "błyszczeć"

RedakcjaZaktualizowano 
Paweł Wojtunik
Paweł Wojtunik materiały prasowe CBA
- W miejscu, gdzie kiedyś znajdował się press room i odbywał się medialny show, dziś mamy normalną salę odpraw, której nie było. To, żeby skończyć z rozgłosem wokół działań CBA, było jednym z podstawowych zadań, które przed sobą postawiłem. Ta służba musiała zacząć więcej robić, mniej zaś o tym mówić. Pracować, a nie "błyszczeć". Z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem rozmawia Witold Głowacki.

Nie było tajemnicą, że objęcie kierownictwa CBA to była dla Pana trudna decyzja.
Rok temu o tej porze nie jadłem i nie spałem, tylko się zastanawiałem, czy przyjąć propozycję premiera. A w pracy jestem chyba człowiekiem dość twardym. Kiedy ktoś w policji mówił, że nie śpi i nie je, bo tak bardzo jest zaangażowany w jakąś sprawę, to szybko wysyłaliśmy człowieka do psychologa i odsuwaliśmy od działań. Tym razem to była jednak naprawdę trudna decyzja. Trwała przecież ogromna polityczna burza wokół CBA. Wiedziałem od początku, że nie czeka mnie praca komfortowa, lecz tak jak w CBŚ, rwana, dynamiczna, wymagająca wielu decyzji, stresu i niebezpieczna, jeśli chodzi o działania ludzi. Natomiast w CBA dochodziła do tego atmosfera skandali, które ciągnęły się za działaniami służby. Musiałem też podjąć decyzję o zwolnieniu się z policji, o czym wcześniej nawet nie myślałem. Kiedy zaś przyszło co do czego, napisałem raport i w ciągu kilku godzin przestałem być policjantem. Z niektórymi kolegami nie zdążyłem się pożegnać.

Było chyba jeszcze coś. Nie wypada w druku przytaczać opinii, jakie mieli wtedy fachowcy z policji o kolegach z CBA.
Wiem, bo sam byłem przecież policjantem. Ale to naprawdę drażliwy temat.

I miał Pan doświadczenie w dużej mierze odpowiadające CBA. To Pan przecież w CBŚ współkierował rozpracowywaniem afery starachowickiej - czyli skandalu na styku półświatka i polityki.
Owszem wiem, co się mówiło o CBA w policji. Ale naprawdę lepiej tego nie wspominać.

Pewnie więc czuł się Pan, jak nie przymierzając, ogólnie szanowany dziennikarz, który obejmuje kierownictwo tabloidu z zadaniem zrobienia z niego poważnej gazety?

Wojtunik: Będziemy częściej kontrolować oświadczenia majątkowe posłów

Tak właśnie się czułem. Mówiąc w przenośni, kiedy tę propozycję przyjąłem, musiałem zacząć zmieniać - i część dziennikarzy, i format gazety, i treści artykułów. A nawet sposób wykorzystania zdjęć - mniej fotografii, a więcej treści. Mówiąc zaś poważnie - jestem policjantem, który wstąpił do służby z powołania. I wiem, że jest w policji wielu ludzi, którzy kierowali się tymi samymi pobudkami, a przy tym nie są w żaden sposób skażeni poprzednim systemem. Dlatego w CBA bulwersowały mnie przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze - prosty fakt, że w tej służbie od razu na starcie dostawało się znacznie lepsze uposażenie niż w po kilku, kilkunastu latach prawdziwej służby w policji. Nie szedłem do policji z pobudek finansowych. Ale mieliśmy spore poczucie niesprawiedliwości, gdy ludzie często niemający doświadczenia dostawali warunki finansowe znacznie lepsze niż policjanci, którzy wykazali się prawdziwym męstwem.

A rzecz druga?
I to jest chyba sedno sprawy - nie do zaakceptowania była cała otoczka wokół CBA. Komunikaty, że ta instytucja jest tworzona dlatego, że rząd nie ma zaufania do innych instytucji. Bo te inne instytucje - w tym policja, są źle zarządzane, skorumpowane, esbeckie i postkomunistyczne. W CBŚ tak się nie czuliśmy. Stawiając sprawę w ten sposób, ówczesny rząd od razu zantagonizował CBA względem innych służb. Stworzono założenie, że to będzie instytucja wyalienowana, elitarna, ekskluzywna, nieufna i jedyna, której ufa rząd. To raziło. I tym bardziej raziły potem amatorskie wpadki, potężne nagłaśnianie każdego zatrzymania, a przede wszystkim błędy w działaniu.
Ale wie Pan, że to bardzo świadoma strategia? Już kilkanaście lat temu Ludwik Dorn, późniejszy szef MSWiA, opublikował tekst, w którym postulował dla oczyszczenia państwa powołanie supersłużby. Miała ona być złożona z doskonale opłacanych "400 sprawiedliwych". CBA było w jakimś sensie spełnieniem tej utopii.
Może nie dyskutujmy o publicystyce Dorna, tylko o realiach w CBA. Ta służba na pewno była tworzona zbyt szybko. Zbyt szybko też rekrutowano kadry, kierując się raczej kryteriami zaufania i koleżeństwa niż zawodowstwa. W tym kontekście śmieszą mnie porównania afery starachowickiej z gruntową. Kiedy zabieraliśmy się w CBŚ do afery starachowickiej, wiedzieliśmy, że wszyscy będą przeciwko nam. Tutaj zaś był ówczesny premier, który kazał CBA "zrobić" swojego zastępcę. Przecież wiadomo było, że będzie parasol ochronny, że tak naprawdę nikt niczym nie ryzykuje. Dlatego też uważam, że ludzie z CBŚ, którzy wykazali się odwagą, są lepszym materiałem, żeby być tutaj. Może to lekkie spaczenie zawodowe. Pewnie ktoś, kto był harcerzem, będzie zawsze uważał za najlepsze kadry byłych harcerzy. Ale ktoś, kto jest politykiem, nie powinien brać się do bezpośredniego tworzenia takiej służby. Jestem zwolennikiem rozwijania służb w sposób ewolucyjny. Dla osiągnięcia doraźnego efektu może i warto tworzyć jakąś specgrupę specprokuratorów. Jednak w dłuższej perspektywie takie działania grupy specjalnej będą nieskuteczne. Jeśli myślimy o instytucjach państwa, dobrze się jest czasem zastanowić, czy nie lepiej udoskonalić istniejące już rozwiązania. Tym różni się ewolucja od rewolucji.

Dostał Pan jednak w postaci CBA ewidentny spadek po rewolucjonistach. Jak wygląda w nim ewolucja?
CBA odnajdzie swoje miejsce w systemie bezpieczeństwa państwa, kiedy będzie to niewielka służba podporządkowana bezpośrednio premierowi, która nie tyle służy wyplenianiu korupcji w skali kraju, ile robi to przede wszystkim na najwyższym poziomie funkcjonowania państwa i polityki. I na wysokim poziomie skomplikowania. Ale dodajmy od razu, nie jako jakaś specgrupa do spraw czyszczenia Polski z korupcji ani tym bardziej jako zespół do zadań specjalnych premiera, tylko jako instytucja koordynująca, inicjująca i prowadząca działania antykorupcyjne. Same działania operacyjne to tylko przedłużenie tej roli.

Co Pan do tego czasu zrobił, by zbliżyć CBA do tej wizji?
Na początku musiałem po prostu zapanować nad sytuacją. Przecież w CBA od kilku miesięcy mówiło się o odejściu kierownictwa. Już to było sytuacją fatalną. Kiedy w końcu do tego doszło, działo się to w atmosferze skandalu. Trzeba więc było przede wszystkim uspokoić nastroje, przywrócić zdolność normalnej pracy, zapewnić szczelność informacyjną.

Początkowo zwolnił Pan tylko ludzi z bezpośredniego zaplecza Mariusza Kamińskiego.
Większa część z nich odeszła sama. Ale tak naprawdę w ciągu ostatniego roku wcale nie dokonałem jakiejś czystki. Odeszło razem niespełna 70 osób, przyjęliśmy zaś 50 nowych. Jak na ponad 860-osobowy zespół to z pewnością nie jest jakaś wielka skala.

Audyt przeprowadzony w CBA wykazał także kłopoty ze strukturą służby - przede wszystkim nadmiar kadry kierowniczej.
Kończymy właśnie reorganizację CBA. Z końcem października będziemy już działać w docelowej strukturze. Zmieniamy między innymi przyporządkowanie delegatur CBA - będą teraz podlegać bezpośrednio mnie, a nie jak dotychczas dwóm różnym zarządom. Zracjonalizujemy też niektóre nie do końca sensowne struktury.
Jakieś konkretne przykłady?
Jednym z nich może być pewien wydział, który do tej pory miał tylko naczelnika. Nie mając podwładnych, kierował on tak naprawdę sam sobą. Więc po co utrzymywać taką fikcję.

Audyt potwierdził też tezę o słabym przygotowaniu kadr.
Wciąż nad tym pracujemy i będziemy pracować.

Uruchomił Pan w CBA jakąś małą akademię policyjną?
Prowadzimy szkolenia wewnętrzne, korzystamy też z pomocy policji, ABW, innych służb. Kadry i struktura to jedno. Najważniejsze było jednak wprowadzenie pewnych podstawowych standardów pracy w CBA.

To znaczy?
Zacznijmy od tego, co może być symbolem tych zmian. W miejscu, gdzie kiedyś znajdował się press room i odbywał się medialny show, dziś mamy normalną salę odpraw, której nie było. To, żeby skończyć z rozgłosem wokół działań CBA, było jednym z podstawowych zadań, które przed sobą postawiłem. Ta służba musiała zacząć więcej robić, mniej zaś o tym mówić. Pracować, a nie "błyszczeć". Wiem, że ryzykowałem w ten sposób także to, że pojawią się komentarze, że CBA pod moimi rządami robi niewiele. Zapewniam - robi, ale nie będzie tym epatować.

Trochę jednak poepatujmy. Ostatnio CBA prowadzi dwie bardzo głośne sprawy. Zacznijmy od kontroli oświadczeń majątkowych Janusza Palikota.
Tej sprawie nadał rozgłos akurat sam poseł Palikot a nie CBA. To on zwołał konferencję i zrobił szum wokół naszych działań. Jego sugestie zaś, że w tej sprawie ulegaliśmy politycznym naciskom, oskarżanie o nie marszałka Sejmu, uważam za niedopuszczalne. W tej sprawie wykonujemy tylko i wyłącznie swoje ustawowe zadania, na wniosek urzędu skarbowego. Dodam jeszcze, że kontrolą oświadczeń majątkowych posłów i samorządowców będziemy zajmować się szerzej i to na większą skalę niż do tej pory.

Może nie do końca idealny był jednak moment nadania biegu tej sprawie. Palikot akurat zaczynał się szykować do politycznego usamodzielnienia.
Rzecz w tym, że w takich działaniach nigdy nie ma tak zwanego "dobrego momentu". Mieliśmy może z tym poczekać do jego kongresu? Do dziś? Może jeszcze dwa miesiące? A może do wyborów? Przecież to absurd. Jest jedna zasada - dobry moment, by zająć się sprawą, to dokładnie ten, w którym pojawia się o niej wiedza. I tak będziemy działać.
Sprawa Komisji Majątkowej ma z kolei bardzo rozległe skutki polityczne i społeczne. Nie obawiał się Pan tego efektu?
To przecież nie jest powód, by sprawę odpuścić. Oczywiście to woda na młyn antyklerykałów. Ale niedawno ktoś mi powiedział, że dziękuje za tę sprawę, jako właśnie osoba wierząca. Sam jestem wierzący, a przy tym wiem, że przejrzystość działania leży w interesie każdej instytucji - państwowej i niepaństwowej. Mówiąc zaś zupełnie szczerze, moim zdaniem umocowanie prawne Komisji Majątkowej to typowy przykład rozwiązania mogącego doprowadzić do zachowań korupcyjnych. Wszędzie tam, gdzie w trybie niejawnym nietransparentnie decyduje się o wielkich pieniądzach, z reguły w końcu dochodzi do korupcji.

Po Marku P. będą jeszcze kolejni zatrzymani?
Odpowiem w ten sposób. Gdyby sprawa była całkiem zamknięta, prokuratorzy zakończyliby śledztwo i przekazali do sądu komplet aktów oskarżenia. A tak się przecież nie stało.

Zapowiadał Pan też zmianę obszarów zainteresowania CBA. To, że agenci nie będą już ganiać pojedynczych lekarzy.
Bo to strata czasu. Takich spraw jest wiele, są proste do rozwiązania. Zajmuje się tym policja - i tyle.

Ale wciąż zapraszacie na waszej stronie WWW do zgłaszania wszelkich przypadków korupcji.
Tak. Zależy nam na współpracy ze społeczeństwem. Takich zgłoszeń jest bardzo dużo. Tylko że my staramy się poddać je selekcji. Informacje o prostszych sprawach przekazujemy policji. CBA zaczyna się tym zajmować, kiedy sprawa wchodzi na wyższy stopień skomplikowania, wskazuje na związki korupcji z polityką czy na jakąś prawidłowość.

Selekcjonujecie więc działania. Co jeszcze?
Wiem, że to mało spektakularne, ale chcemy też zwiększyć naszą działalność edukacyjną. Chcemy pomóc urzędnikom odpowiadać na sytuacje korupcyjne.

Będziecie szkolić urzędników?
Właśnie w ten sposób można najlepiej i najskuteczniej walczyć z korupcją. Żadne działania operacyjne nie zastąpią właściwej edukacji i świadomości społecznej. Walka z korupcją to nie tylko prowadzenie spraw korupcyjnych i zatrzymywanie przestępców, ale również edukacja, prewencja i profilaktyki. Dlatego też przygotowaliśmy podręcznik dla urzędników, który właśnie zaczynamy im rozsyłać.

Pracowali nad nim agenci CBA?
Tak, istnieje specjalny zespół, który tym się zajmuje. A ja sam, kiedy przeczytałem gotową wersję podręcznika, byłem zaskoczony, że można problematykę korupcji opisać tak jednoznacznie i przejrzyście.

Rozmawiał Witold Głowacki

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Wojtunik: CBA pod moimi rządami będzie pracować a nie "błyszczeć" - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

g
gaz

"...Ale mieliśmy spore poczucie niesprawiedliwości, gdy ludzie często niemający doświadczenia dostawali warunki finansowe znacznie lepsze niż policjanci, którzy wykazali się prawdziwym męstwem.
..." i co Panie zrobiłeś - obniżyłeś uposażenia!!!! Dodatki za brak mieszkania w CBA - ponoć i 1200 zł w porównaniu do niecałych 300 zł w Policji??? Ile kosztuje CBA a ile afer wykrywa??? Jaka jest ekonomika istnienia tejże formacji???

r
raro

szef urzedu, ktory powinien scigac wszystkich bez wyjatku z tym dupkiem polskim premierem wlacznie melduje, ze organizacja CBA bedzie dzialal jedynie na potrzeby premiera RP i znosila mu kwity na nieposlusznych i niepoprawnie myslacych. Czekam i tak zastanawiam sie czy ten ku...s poda sie do dymisji i co na to Popaprana sfor medialna.
rodak z AC

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3