Władysław Kozakiewicz: To był taki nasz polski gest

Paweł Pluta
Gest pokazany przez Władysława Kozakiewicza na olimpiadzie w Moskwie dziś nazywany jest jego imieniem
Gest pokazany przez Władysława Kozakiewicza na olimpiadzie w Moskwie dziś nazywany jest jego imieniem fot. Akimov Vladimir/EAST NEWS/RIA NOVOSTI
Udostępnij:
Gospodarze igrzysk w Moskwie otwierali i zamykali wielkie wrota stadionu, by zmienić kierunek wiatru. Kibice gwizdali podczas każdego skoku Polaka. Mimo to Władysław Kozakiewicz pobił rekord świata i zdobył złoty medal. Potem pokazał wszystkim wała - pisze Paweł Pluta

Tylko jedno ma sens z tego, co mówił twórca nowożytnego ruchu olimpijskiego Pierre de Coubertin: walka. Walka między obozem krajów socjalistycznych i kapitalistami. Olimpiada to zastępcza forma wojny - wyznał kiedyś Andriej Gromyko, wieloletni szef radzieckiej dyplomacji.

Wszyscy pamiętają jeszcze kontrowersje wynikłe z przyznania organizacji igrzysk Pekinowi w 2008 roku. Ile podniosło się głosów protestu, skądinąd słusznych, o łamaniu praw człowieka w Chinach, o okupacji Tybetu. Teraz przypomnijmy sobie połowę lat 70. Trwająca od lat zimna wojna, choć wówczas z lekkim odprężeniem na linii Wschód - Zachód.

Mimo wszystko, przyznanie organizacji XXII Letnich Igrzysk Olimpijskich Moskwie wzbudziło ogromne kontrowersje, zwłaszcza w krajach zachodnich. I nie chodziło głównie o to, że o organizację igrzysk w 1980 roku ze stolicą ZSRR rywalizowało Los Angeles. Wątpliwości były podobne jak w przypadku Pekinu, czyli że taka decyzja umacnia reżim komunistyczny i cały obóz państw tzw. demokracji ludowej.

Zdjęcia słynnego gestu, określanego od tamtej pory jego nazwiskiem, pojawiły się w prasie na całym świecie

- Bardziej ryzykowne było przyznanie Moskwie igrzysk w 1980 roku niż Pekinowi w 2008. Chiński reżim był i jest bardziej otwarty niż ten istniejący w Związku Radzieckim w tamtych latach - przyznał dwa lata temu Juan Antonio Samaranch, w latach 1980-2001 prezydent Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl), a w latach 1977-80 ambasador Hiszpanii w Moskwie.

Na krótko przed jego śmiercią, w kwietniu tego roku, ujawniono, że Samaranch pomógł załatwić Moskwie organizację igrzysk. A w roku 1980, niejako w ramach podziękowań, dzięki głosom krajów socjalistycznych w MKOl, wybrano go na najważniejsze stanowisko w tej organizacji. Co więcej, rok temu pojawiły się informacje, że w wyborze Hiszpana na szefa MKOl miała pomóc KGB, której Samaranch był agentem, i to jak twierdzą jej byli oficerowie, zwerbowanym już w latach 70.

Jeśli natomiast dać wiarę oficjalnym wypowiedziom ówczesnych członków MKOl, według których decyzja o przyznaniu igrzysk w Moskwie miała być wyrazem pojednania Wschodu z Zachodem, to być może ich zamiar był piękny, ale działacze MKOl trafili przysłowiową kulą w płot. W grudniu 1979 roku Związek Radziecki dokonał bowiem zbrojnej interwencji w Afganistanie, co doprowadziło do zaostrzenia stosunków Wschód - Zachód. Wiele państw zastanawiało się, czy w tych wojennych okolicznościach wysyłać swoich sportowców do Moskwy.

Ostatecznie igrzyska w 1980 roku zbojkotowały 63 kraje. Zabrakło oczywiście Amerykanów, a także sportowców m.in. z Albanii, Argentyny, Chin, Egiptu, Izraela, Japonii, Kanady, Korei Płd., Maroka, Norwegii, Paragwaju, RFN, Turcji, Urugwaju czy ZEA. Wiele reprezentacji spośród 81, które pojawiły się w Moskwie (m.in. Australii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Włoch), nie występowało pod flagami narodowymi, lecz narodowych komitetów olimpijskich. Niektóre państwa (np. Francja, Belgia, Włochy czy Holandia) protestowały, odmawiając udziału w ceremonii otwarcia lub wysyłając na igrzyska jedynie symboliczną, jednoosobową reprezentację.
Tym samym ZSRR nie mógł pochwalić się przed wszystkimi nowym kompleksem obiektów sportowych oraz rozbudową i modernizacją infrastruktury w Moskwie, co kosztowało łącznie ok. 9 miliardów dolarów. Warto wspomnieć, że powstałe wówczas hale do dziś (oczywiście zmodernizowane) służą sportowcom oraz kibicom i nadal przytłaczają swoim ogromem. Na stadionie Łużniki, głównej arenie IO w Moskwie, w 2008 roku odbył się finał piłkarskiej Ligi Mistrzów, a za trzy lata odbędą się tam mistrzostwa świata w lekkiej atletyce.

Wróćmy jednak do igrzysk. 19 lipca 1980 roku otworzył Leonid Breżniew. Sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego wyciągnął tekst przemówienia i zaczął od słów: - O...! Oo...! Ooo! Błyskawicznie podszedł do niego ktoś z otoczenia, mówiąc: - Tekst zaczyna się niżej, a to, co teraz czytacie, towarzyszu, to kółka olimpijskie! - mówi jedna z anegdot. Prawdą są natomiast informacje o zabiegach, jakie poczyniono, aby podczas ceremonii nie padał deszcz. Skorzystano wtedy z bogatego doświadczenia pierwszomajowych defilad. Przez dwa dni samoloty rozpylały nad Moskwą odpowiednie środki chemiczne i Breżniew otworzył igrzyska w pełnym słońcu.

Z ceremonii otwarcia najbardziej zapadła w pamięć (przynajmniej wyżej podpisanemu) maskotka igrzysk - niedźwiadek Misza, którego ruszającą się postać tworzyły na jednym z sektorów stadionu tysiące ludzi. Warto też wspomnieć, że maskotka olimpijska, która po raz pierwszy pojawiała się podczas zimowych igrzyskach w Grenoble w 1968 roku, została wykorzystywana na szerszą skalę dopiero w promocji IO w Moskwie. Wspomniany Misza pojawił się nie tylko podczas ceremonii otwarcia i zamknięcia igrzysk, ale także na gadżetach oraz w filmie animowanym.

Na czas trwania igrzysk z Moskwy wywieziono wszystkich, dla których kontakt z niebezpiecznymi ideologicznie sportowcami, działaczami sportowymi i turystami z zagranicy byłby niewskazany, i na odwrót. Na obozy lub za miasto wywożono młodzież. By stworzyć wrażenie zamożności, główne ulice dekorowano ogromnymi billboardami, a kolorowymi parkanami zasłaniano ulice nędzy. Sklepy były pełne zachodnich towarów i produktów, których - jak wspomina pracująca 40 lat w rosyjskiej agencji prasowej ITAR-TASS (wówczas TASS) Irina Pawłowa - mieszkańcom Moskwy nie wolno było kupować.

A co się działo na moskiewskich arenach? Trybuny stadionów oraz hal zapełnili odpowiedni ideologicznie działacze i członkowie organizacji partyjnych czy społecznych, a także przebrani żołnierze. Z powodu bojkotu sportowy poziom ucierpiał, choć nie dla każdego było to oczywiste, bowiem w trakcie igrzysk pobito 36 rekordów świata, a w wielu konkurencjach się o nie ocierano. Na największego herosa wykreowano w Moskwie radzieckiego gimnastyka Aleksandra Ditiatina, który zdobył 8 medali: 3 złote, 4 srebrne i 1 brązowy.
Dla Polaków, nie tylko zresztą, bohaterem tych igrzysk był jednak Władysław Kozakiewicz, który wziął udział w niesamowitym konkursie skoku o tyczce. Rzecz działa się dokładnie 30 lat temu (30 lipca 1980 r.) na moskiewskich Łużnikach. Organizatorzy i kibice na trybunach robili wszystko, aby ich faworyt Konstantin Wołkow pokonał dwóch polskich tyczkarzy: Kozakiewicza oraz Tadeusza Ślusarskiego, i sięgnął po złoto. Otwierano i zamykano wielkie wrota stadionu, by zmienić kierunek wiatru (aby pomóc radzieckim zawodnikom, podobnie czyniono, i to skutecznie, w konkursie rzutu oszczepem). To jednak nie wszystko. Podczas każdego skoku Polaka kibice gwizdali i buczeli. Taka atmosfera na trybunach uniosła Kozakiewicza, który pobił rekord świata (5,78) i zdobył złoty medal. Zaraz po ostatnim skoku Polak skrzyżował ramiona, odpowiadając ordynarnej publiczności.

- Ten gest był taki nasz, polski. Lecz i oni doskonale go zrozumieli - mówił po latach Kozakiewicz.
Zdjęcia słynnego gestu, określanego od tamtej pory jego nazwiskiem, pojawiały się w prasie na całym świecie, z wyjątkiem polskiej. Francuska "L'Equipe" ogłosiła, że było to jedno z najciekawszych wydarzeń w całej historii igrzysk.

Po tym wydarzeniu ambasador ZSRR w Polsce Borys Aristow zażądał, by Kozakiewiczowi odebrać medal. Polskie władze zachowanie mistrza olimpijskiego tłumaczyły... skurczem mięśni. Dodajmy, że srebro zdobył wtedy Ślusarski, a dopiero brąz przypadł Wołkowowi.

Drugi złoty medal dla Polski zdobył w biegu na 3000 m z przeszkodami Bronisław Malinowski. Jego główny konkurent, Filibert Bayi z Tanzanii, w połowie dystansu pognał do przodu i uzyskał nad Polakiem 80 m przewagi. Malinowski zachował jednak spokój, biegnąc swoim tempem dogonił rywala i zwyciężył w znakomitym czasie 8:09,7. Rok później zginął w wypadku samochodowym na moście w Grudziądzu, który obecnie nosi jego imię. Trzeci złoty medal wywalczył Jan Kowalczyk w jeździeckim konkursie skoków.

W sumie licznej (321 osób) reprezentacji Polski wiodło się w Moskwie nie najlepiej. Zdobyliśmy aż 32 medale, ale tylko trzy były złote, 14 srebrnych i 15 brązowych. Wynik zapewnił nam dziesiąte miejsce w klasyfikacji medalowej. Pierwsze miejsce zajęli reprezentanci ZSRR, drugie - NRD, a trzecie - Bułgarii. Najwięcej medali, oprócz wspomnianego Ditiatina, zdobyły pływaczki z NRD Caren Metschuk (trzy złote i jeden srebrny), Barbara Krause (trzy złote) oraz Ricka Reisnich (trzy złote), a także gimnastyk Nikołaj Andrianow, kajakarz Władimir Parfienowicz i pływak Władimir Salnikow (dla ZSRR zdobyli po trzy złote medale).

Kolejne igrzyska odbyły się w roku 1984 w Los Angeles. Okazało się, że stały się one kolejną areną starcia systemów i doktryn. Wschód zdecydował się zbojkotować IO w Los Angeles.

Paweł Pluta, współpraca PAP

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mac Co
Władku - za charakter i przeciw swołoczy. Kochamy Cię za ten gest.
Dbaj o zdrowie i swoje interesy, bo trudno być "prorokiem" wśród tzw. swoich. Tu fanty rozdają jeszcze i manipulują epigoni PRL-u i ich dzieciarnia.
Tu miejsce na labirynt i na głowę kamień....
Kto pamięta jak załatwili biegaczkę Ewę Kłobukowską na wniosek ambasady CCCP, co dawała popalić w sprintach. Zmarnowali talent nieprzeciętny.
o
oker
leków na stawy i kas SKOK. Wstydź się mały człowieczku. Ale skakać umiałeś.
x
x
To jest właśnie człowiek, który kształtowal opinię o Polsce tzw.: ćwok, głąb, nieuk i błazen. Iwłasnie tak nas odbiera Europa.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie