reklama

WKS Śląsk Wrocław - Start Lublin 70:78. Szczęście nie uśmiecha się do Trójkolorowych

Rafał HydzikZaktualizowano 
01.12.2019 wroclaw<br>kosz koszykowka wks slask wroclaw kontra start lublin  hala orbita energa basket liga <br>gazeta wroclawska<br>tomasz holod / polska press<br>
01.12.2019 wroclawkosz koszykowka wks slask wroclaw kontra start lublin hala orbita energa basket liga gazeta wroclawskatomasz holod / polska press Fot. Tomasz Ho£Od / Polska Press
WKS Śląsk Wrocław z nowym trenerem przegrał ze Startem Lublin 70:78. To siódma porażka Trójkolowych w tym sezonie.

Od początku sezonu nie było przed meczem Śląska tylu niewiadomych, co przy rywalizacji ze Startem Lublin. W teorii naprzeciw siebie w Orbicie stanęły zespoły z dwóch skrajnych krańców tabeli, a w praktyce szala mogła się przechylić na każdą ze stron. Czy Oliver Vidin zupełnie odwróci rozdane dotąd karty? A może wspólnie z Marcinem Grygowiczem postawi na podobną wizję do Andrzeja Adamka? 40 minut gry przeciwko trzeciej drużynie EBL miało dać pierwsze odpowiedzi na kluczowe pytania w kontekście przyszłości WKS-u.

Pierwszą z decyzji serbskiego szkoleniowca było odsunięcie od pierwszej piątki Aleksandra Dziewy, który dotąd rozpoczynał każdy mecz. Jego miejsce zajął Michael Humphrey, a obok Amerykanina ustawili się: Kamil Łączyński, Torin Dorn (drugi mecz z rzędu od początku), Mathieu Wojciechowski i Michał Gabiński. Ponownie zabrakło w kadrze Devoe Josepha.

Strzelanie w Orbicie otworzył w świetnym stylu Dorn rzutem z półdystansu. Momentalnie „trójkę” dołożył Wojciechowski. Już od pierwszych minut WKS wyszedł z bardzo agresywnym podejściem w szykach obronnych, ale mimo dobrego ustawienia brakowało skutecznej zbiórki czy przechwytu, więc przyjezdni kilkakrotnie próbowali „na raty” wsadzić piłkę do kosza.

Po czterech minutach Vidin zaskoczył po raz drugi. Na parkiecie pojawił się Tomasz Żeleźniak, który dotąd w EBL zebrał ledwo ponad 40 sekund. 21-latek jednak w półtorej minuty nie podniósł żadnej ze swoich statystyk. Wyjście Śląska na 6-punktową przewagę zmusiło trenera Davida Dedka do sięgnięcia po time-out. Tym samym dał wyraźny impuls Startowi, który w serii zdobył 9 punktów, niwelując wypracowaną przez Śląsk zaliczkę. Ostatnia minuta kwarty była doskonałą odpowiedzią gospodarzy - 6-punktowa seria, na którą złożyli się Dziewa, Dorn i Wojciechowski przypieczętowała korzystny wynik 19:16 po pierwszych dziesięciu minutach.

W drugiej kwarcie znacznie bardziej przekonująco wyglądała zbiórka - tu imponowali Wojciechowski, Humphrey i Gabiński, autorzy kolejno 6, 4 i 4 zbiórek do przerwy. Co ciekawe, pierwszy z nich, z natury skrzydłowy, operował naprzemiennie z Dornem na obwodzie, łatając dziurę w miejscu Josepha. Amerykanin z całą pewnością przejął brzemię zdobywania punktów, do połowy zbierając ich aż 14, przy bardzo dobrej 77 procentowej skuteczności z gry. Kwartę zamknął doskonały pokaz determinacji Śląska - przechwyt „Łączki” i atomowy wsad Humphreya. Wynik do szatni 34:33.

Choć wrocławianie wyraźnie polepszyli grę defensywną (2 bloki, 5 przechwytów, 16 zbiórek w obronie), wciąż zbyt wiele piłek przegrywali na własnej tablicy (10 zbiórek w ataku Startu, tyle samo punktów drugiej szansy). Niepokojąca do przerwy była także skuteczność z dystansu - do kosza wpadły zaledwie dwie „trójki” na 12 prób. Na całe szczęście dla WKS-u, daleko poza formą byli liderzy Startu. Brynton Lemar zdobył 7 punktów, a Jimmie Taylor w pięciu próbach żadnego.

W trzeciej odsłonie Trójkolorowi w imponującym stylu przełamali się na dystansie. Aż pięciu zawodników trafiało za trzy, w tym dwukrotnie Łączyński i Danny Gibson. Niestety tym samym odpowiedzieli przyjezdni, którzy szli krok w krok za WKS-em . W ostatniej akcji przed finalną kwartą to właśnie za łuku punkty zdobył Gibson, budując 4-punktową zaliczkę przed decydującym momentem spotkania.

Ta jednak stopniała w niecałe dwie minuty za sprawą Lemara i Michała Dziemby. W tej kwarcie nie było już mowy o zmęczeniu. Mimo 30 bardzo intensywnych minut, koszykarze obu drużyn utrzymali najwyższe obroty.Po piątej w tej kwarcie zmianie prowadzenia o przerwę poprosił Vidin. W końcówce meczu przebudzili się jednak Taylor i Lemar, na co trudno było serbskiemu szkoleniowcowi znaleźć receptę. To właśnie dzięki duetowi Amerykanów lublinianie po raz pierwszy w całym meczu na dłużej wyszli na prowadzenie, którego mimo intensywnej walki wrocławianie nie potrafili zniwelować.

Trzy i pół kwarty świetnej gry nie wystarczyło na Start Lublin. Czwarta odsłona została przegrana w stosunku 10:22, a ostatnie 5 minut - 4:13. W debiucie Olivera Vidina Śląsk Wrocław przegrał swój siódmy mecz w sezonie.

- To nie był zły mecz w defensywie, graliśmy drużynowo. Nie daliśmy jednak z siebie wystarczająco w zbiórce. Nie można mówić o zwycięstwie, jeżeli przegrywamy na tablicy, a rywale mają 16 ofensywnych zbiórek. Odkąd pracuję jako trener nie doświadczyłem sytuacji, w której moja drużyna dostaje zaledwie trzy rzuty osobiste. To znaczy, że ewidentnie zabrakło nam determinacji pod koszem. W następnym meczu musimy wziąć na siebie więcej odpowiedzialności - podsumował mecz trener Vidin.

- Mam wrażenie, że wysiłek z całego tygodnia jest przez nas lekceważony na boisku. Nogi są, ale głowy nie ma. Mamy pewien plan na mecz i powinniśmy się go trzymać, a my w końcówce tego nie zrobiliśmy. Każdy powinien ten mecz obejrzeć raz jeszcze, żeby się zastanowić czy obił to, o co prosił trener. Statystyki indywidualne nie mają znaczenia, kiedy przegrywamy. To jest deprymujące i załamujące - mówił Kamil Łączyński.

Energa Basket Liga

WKS Śląsk Wrocław - Start Lublin 70:78 (19:16, 15:17, 26:23, 10:22)
Śląsk: Dorn 19, Humphrey 13, Wojciechowski 10, Łączyński 8, Dziewa 8, Gibson 8, Gabiński 4, Musiał 0, Żeleźniak 0.
Start: Lemar 20, Carter 15, Borowski 13, Dziemba 11, Taylor 6, Szymański 6, Jarecki 5, Jeszke 2, Pelczar 0.

Puchar Świata w skokach narciarskich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
1 grudnia, 20:29, kop:

Nie ma w naszej drużynie silnego podkoszowego/Oj przydałby się nam Niedźwiecki/Dziewa i Humprey nie są w stanie nic wskórać są za słabi .

Może Grześ Schetyna na kłopoty w Śląsku

G
Gość

Może kilkanaście milionów od miasta by pomogło?

G
Gość

Vidin do dymisji. Druzynę powinien poprowadzić Jacek Sutryk

k
kop

Nie ma w naszej drużynie silnego podkoszowego/Oj przydałby się nam Niedźwiecki/Dziewa i Humprey nie są w stanie nic wskórać są za słabi .

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3