Witold Roman o wyborach trenerów siatkarskich reprezentacji Polski: Grbić pokazał, jak ważna jest dla niego praca z Polską

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Witold Roman o wyborach trenerów siatkarskich reprezentacji Polski: Grbić pokazał, jak ważna jest dla niego praca z Polską
Witold Roman o wyborach trenerów siatkarskich reprezentacji Polski: Grbić pokazał, jak ważna jest dla niego praca z Polską Oliwer Kubus
Udostępnij:
- Nikola Grbić powiedział, że chce zdobyć złoty medal olimpijski jako trener. Dołożyć go do złotego krążka zdobytego jako zawodnik. Oczywiście to mu nie zaślepi pracy w klubie, na pewno będzie robił wszystko, by mieć tam w pełni uporządkowaną sytuację, ale jeśli przyjdzie wybierać, to mam wrażenie, że Serb będzie myślami przy większym sukcesie, jakim niewątpliwie byłby medal igrzysk - uważa wielokrotny reprezentant Polski, a także jej były dyrektor Witold Roman.

Zaskoczyły pana czymś wybory trenerów drużyn narodowych?
Ha, ha! (chwila ciszy) To chyba najlepszy komentarz. Trudno być zaskoczonym, jeśli - w kontekście kadry mężczyzn - wybrany został ten, który miał zostać wybrany. Nawet niektórzy trenerzy mówili wprost, że nie aplikują o posadę, skoro faworyt od dawna jest jeden. Po prostu doczekaliśmy się Nikoli Grbicia. Prezes Sebastian Świderski bierze na siebie dużą odpowiedzialność, bo ma to, co chciał. Ciekawi mnie natomiast, jak dobrze musiało się współpracować Sebastianowi z Grbiciem w ZAKS-ie, skoro zdecydował się powierzyć mu kadrę, mimo zostawienia kędzierzynian na rzecz Perugii. Oczywiście mówimy o ludziach, którzy wygrali Ligę Mistrzów. Nie dziwi więc ich mocna więź, której nie zniszczyło wspomniane przejście Grbicia do Włoch. Inna sprawa, Serb jest chyba najbardziej pożądanym trenerem na rynku. Błyszczał, mimo pandemii. Właściciel Perugii Gino Sirci sięgnął po niego, mimo obowiązującego kontraktu, a my bierzemy go jako mistrzowie świata.

Obaj trenerzy będą łączyć pracę w klubie i kadrze. W przypadku kadry mężczyzn, kto ma więcej do stracenia - Polska czy Grbić?
Gino Sirci. Grbić powiedział, że chce zdobyć złoty medal olimpijski jako trener. Dołożyć go do złotego krążka zdobytego jako zawodnik. Oczywiście to mu nie zaślepi pracy w klubie, na pewno będzie robił wszystko, by mieć tam w pełni uporządkowaną sytuację, ale jeśli przyjdzie mu wybierać, to mam wrażenie, że Serb będzie myślami przy większym sukcesie, jakim niewątpliwie byłby medal igrzysk. Nawet teraz pokazał, że jest w klubie, ale kadra jest tak ważna, że jest w stanie odejść z Perugii. Nie wiemy, jak wyglądały ich negocjacje, ale Sirci spłaca dług, który zaciągnął w taki sposób, że wywrócił Grbiciowi życie, ściągając go do Włoch. Oczywiście to jest podobna sytuacja do tej, którą właściciel miał do niedawna, bo przecież trenerem Perugii był Vital Heynen. Będzie miał więc okazję wykorzystać swoje doświadczenie. Natomiast Grbić - jestem przekonany - jak każdy Serb jest zawzięty i na obu stanowiskach zrobi wszystko, by nikt nie mógł się do czegokolwiek przyczepić.

Pod koniec pracy z kadrą jednym z zarzutów w kierunku Heynena był brak zmian. Liczy pan, że Grbić odświeży kadrę?
Prezes oczekuje od trenera jednego - żeby wygrywał. Jeśli będzie to robił nawet jednym zawodnikiem, co oczywiście jest niemożliwe, to będzie OK. Spodziewam się, że młodzież będzie dopuszczona, bo Grbić musi myśleć w cyklu olimpijskim. Poza tym - przynajmniej do tej pory - mieliśmy klęskę urodzaju niż obawy o to, kto może w razie czego kogoś zastąpić. Kwestia zagospodarowania. Odwołam się do słów Huberta Wagnera - w reprezentacji muszą grać ci, którzy stworzą najlepszy zespół. Mówię o tym, bo przyjdzie czas, że będziemy dzielić włos na czworo, zastanawiając się nad każdym powołaniem. A na koniec najważniejsze będzie, żeby ten, który znajdzie się w kadrze i wejdzie na boisko tylko raz, i to na zagrywkę, zagrał najlepiej w życiu. Poza tym dobrze się stało, że selekcjonerem został wybitny rozgrywający. Choć oczywiście Vital też grał na tej pozycji. Po igrzyskach zastanawialiśmy się, gdzie mieliśmy główny kłopot i jaki mamy zasób rozgrywających. Tu jest moim zdaniem największa praca do wykonania.

Jak ocenia pan nominację Stefano Lavariniego?
Myślę, że wielu zadaje sobie to pytanie. Oceniamy go, nie wiedząc do końca, jaki on jest. Prowadzi Novarę, a z reprezentacją Korei Południowej zajął czwarte miejsce na igrzyskach w Tokio. To dobrze, bo ma doświadczenie na szczeblu reprezentacyjnym. I to z drużyną z naszej półki. Przychodzi do zespołu, który ma ciekawe pokolenie. Z potencjałem wzrostowym, w ataku, do tego z jedną z najlepszych rozgrywających na świecie. Brakuje mi tylko drugiego skrzydła, ale i tak nie jest źle. W każdym razie zawodniczki są, brakuje im wyniku, a przed nami mistrzostwa świata, których jesteśmy współgospodarzem. To jest dobry moment, żeby zaczęły spełniać nadzieje. Lavarini przynosi włoską szkołę i wiarę w sukces. Jego głowa w tym, żeby sprawić, by drużyna mu uwierzyła i wygrywała w ważnych momentach, a nie przegrywała w szatni. To to, co kiedyś wniósł do męskiej kadry Raul Lozano.

Lavarini zażyczył sobie super premii za sukces na igrzyskach. Z jednej strony fajnie, z drugiej czy to nie bajerowanie?
Faktycznie można to rozpatrywać na różne sposoby. Widzę w tym jego wiarę w powodzenie misji, której się podjął. Zarobi dobrze, jeśli osiągnie sukces. To pokazuje, co interesuje go w pracy z polską kadrę. Jak dla mnie takie podejście jest na plus.

Obaj szkoleniowcy mają mieć w sztabie polskich asystentów. Kogo widziałby pan u ich boku?
O ile się nie mylę, to "Świder" powiedział, że gdyby do prowadzenia kadry zgłosił się Michał Winiarski, to miałby duże szanse. Zatem "Winiar" wydaje odpowiednim kandydatem. Tyle że zastanawiam się, czy to nie jest trochę pocałunek śmierci. Jak popatrzymy przez pryzmat ostatnich kilkunastu lat, to polskich asystentów paru mieliśmy - Krzysiek Stelmach, Mariusz Sordyl, Radek Panas. Żadnemu z nich ta rola nie dała kopa do przodu. Nie tylko jeśli mówimy o kadrze, ale też o pracy w czołowych klubach. Mieszko Gogol, który był w sztabie Vitala, objął reprezentację Łotwy. Z całym szacunkiem, ale to peryferia. Oczywiście bycie asystentem jako przygotowanie do roli pierwszego trenera byłoby super. Idealnym przykładem jest reprezentacja USA z Johnem Speraw. Od 2008 r. był asystentem Hugh McCutcheona, a w 2013 r. został selekcjonerem i dalej nim jest. W Polsce mamy wspaniałych kibiców, dobrą atmosferę wokół siatkówki, liczymy na sukces, ale jak go nie ma, to biegamy jak kurczak bez głowy. Inna sprawa, że mamy odwieczny kłopot z pracą trenera czy też asystenta w kadrze oraz w klubie i wynikające z tego konflikty z prezesami innych klubów, że jedne zawodniczki czy zawodnicy grają, drugie-drudzy nie, a inne-inni chcą iść tam, gdzie szkoleniowcem jest selekcjoner.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Witold Roman o wyborach trenerów siatkarskich reprezentacji Polski: Grbić pokazał, jak ważna jest dla niego praca z Polską - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie