Wioślarstwo: Paweł Rańda o przygotowaniach do ME

Wojciech Koerber
Udostępnij:
Polscy wioślarze i ich trenerzy odliczają już dni przed mistrzostwami Europy w portugalskim Montemor-o-Velho (10-12 września). Po to, by największą moc - a jednocześnie świeżość - wypracować na odpowiedni moment. By trafić w punkt.

Na podium zechce m.in. wpłynąć czwórka wagi lekkiej bez sternika, ale za to z naszym szlakowym Pawłem Rańdą. Wrocławianin ma w kolekcji srebro olimpijskie (Pekin 2008), a także dwa brązy mistrzostw świata - w dwójce z Robertem Syczem (Gifu 2005) i z obecną czwórką (Poznań 2009). Z mistrzostw Europy wracał już z różnymi rzeczami, lecz z medalem jeszcze nigdy.

- Może to najwyższa pora, by się w końcu przełamać i coś zdobyć. Najlepiej złotego, jakby się sprawy ładnie potoczyły - wierzy 31-letni Rańda, który przez ostatnie dni, a nawet tygodnie, pracował w Wałczu. - W poniedziałek jeździliśmy w deszczu, bo niebo coś płacze. Nie wiem tylko, nad kim. Ale z nami jest chyba OK. Trenowaliśmy ostatnio zarąbiście ciężko i powoli muszą przyjść efekty. Już zresztą każde wolne popołudnie, każde odpuszczenie treningu powoduje, że na kolejnym czuje się świeżość. Ale przez kilka dni trzeba jeszcze podtrzymać organizm w takim lekkim podmęczeniu. To niuanse zdecydują, czy lekkość utrzymamy przez 3/4 dystansu, czy już po połowie będzie trzeba walczyć. Na razie nie jest źle, wolno nie pływamy, lecz nie wiadomo, co pokażą przeciwnicy. O tym, jak zawsze, przekonamy się dopiero na miejscu - dodaje Kieras.

W Wałczu osada Rańdy ścigała się sparingowo m.in. ze złotą olimpijską czwórką, czyli z Markiem Kolbowiczem i kompanami. W Portugalii rywale będą jednak lżejsi. Czy słabsi - nie wiadomo, lecz lżejsi bez wątpienia. Przypomnijmy, że w wadze lekkiej przypada na osadę 280 kg, przy czym żaden jej członek nie może przekroczyć 72,5 kg. Ustalenia muszą być zatem precyzyjne, a wynikają z predyspozycji poszczególnych załogantów.

- Ja zawsze schodziłem do 70,5 kg, lecz tym razem - biorąc pod uwagę moją niedawną operację mięśni brzucha - koledzy trochę odpuścili. Teraz muszę zrobić tylko 72 - wyjaśnia Rańda. Oznacza to, że brakujące 1,5 kg rozłożyli partnerzy pomiędzy siebie. Trzeba też wiedzieć, że w wioślarstwie inaczej niż w zawodowym boksie. Pięściarza waży się dzień przed bitwą. Nazajutrz jest go zatem więcej, bo miał czas, by sobie pofolgować. Podjeść i nabrać sił po morderczym często okresie żyłowania. Rafał Jackiewicz np., przed którym właśnie walka o pas mistrza świata IBF, między ważeniem a walką potrafił przybrać nawet 5 kg. A to przecież tylko kat. półśrednia (66,678 kg). Wioślarz na wagę staje przed każda bitwą, czy to wyścig eliminacyjny, czy finałowy. I to ledwie 2 godziny przed startem. Trzeba zatem mieścić się w wymaganym limicie od pierwszego do ostatniego dnia imprezy.

- Po naszym ważeniu można jedynie coś lekkiego przekąsić czy uzupełnić płyny jakimiś wysokoenergetycznymi odżywkami. Ale też z umiarem, by później pawia w środku toru nie puścić. Bo takie są konsekwencje dużego wysiłku - objaśnia Rańda tę mniej smaczną stronę wioślarskiej kuchni.
Do Portugalii ekipa wybiera się już w sobotę - via Berlin i Lizbona. Na miejscu będzie dopiero w niedzielę wieczorem. Eliminacje - 10 września, finał - 12.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

K
KIbic
Tacy ludzie jak Rańda pokazują jak się walczy i byle g... nie jest w stanie ich złamać. To byle g..., to oczywiście kontuzja, którą mam na myśli. Takich sportowców trzeba stawiać za wzór młodzieży.
Pozdrawiam
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie