Wigilijny szczupak z 1685 roku

    Wigilijny szczupak z 1685 roku

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Pamiętam wigilie, gdy przy rodzinnym stole zasiadało ok. 20 osób. Liczba potraw była nieparzysta. Najmniej jedenaście. Dwudziestu krewnych dawało radę to zjeść. Dziś w mojej rodzinie świątecznych biesiadników jest mniej o połowę, a potraw tyle samo.
    Wigilijny szczupak z 1685 roku

    ©Fot. Polskapresse

    Jemy więc, by się nie zmarnowało i żeby docenić czyjś trud. Czas tę tradycję sprowadzić na tory zdrowego rozsądku. Zacznę od rodziny i Was też namawiam.

    Pierwszy ostrą rewolucję na polskich stołach próbował zrobić król Stanisław August Poniatowski. Oprzeć się możemy tylko na obiadach czwartkowych, gdzie od jedzenia ważniejsza była dysputa. Kiedyś, co wiemy z literatury, przy polskich świątecznych stołach też więcej się rozmawiało niż jadło, bo te rodzinne spotkania w tak licznym gronie odbywały się rzadko.

    Nie chodzi mi o nadzwyczajną wstrzemięźliwość, raczej o biesiadę, która w jedzeniu ma granice. Wspomniane czwartkowe obiady są wzorcem i na ich menu da się nawet "skroić" święta. Choć, oczywiście, zabrakłoby wigilijnych śledzi, pierogów, kapusty, grochu, no i ciast najróżniejszych.

    Na królewskim stole dania były wykwintne, miały doskonały smak, ale stół się od nich nie uginał. Były przystawki, zupy, ryby, pieczyste i deser. Królem pieczystego była baranina, bo to mięso faworyzował władca. Obsługujący biesiadę kelnerzy wiedzieli, kto za baraniną nie przepada. Rytuał wymagał, by każdą potrawę głośno zapowiadać. Gdy wnosili baraninę, podchodzili do oso-by "omijającej" to danie, nachylali się w jej stronę i anonsowali donośnie: baran! Radość przy stole była wielka.

    Za prof. Jarosławem Dumanowskim z toruńskiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, a przed laty stypendystą Maison de Sciences de l'Homme w Paryżu i seminarzystą prof. Jeana-Louisa Flandrina, u którego zgłębiał historię kuchni, a teraz poświęca uwagę dawnej polskiej kuchni, przytoczę przepis na wigilijnego szczupaka z 1685 r.: "Szczupaka oczosawszy, narysowawszy i w dzwona posie-kłszy nasolić na godzinę albo dwie. Z garść grochu, kilka cybul i kilka korzeni pietruszki, także z kilka grzanek białego chleba uwarzywszy, to wszytko przez sito przecierać, jajec wbić. Rozprawić go winem, pieprzem, imbierem, muszkatowym kwiatem i szafranem zaprawiwszy, przywarzyć. Przydać cukru i masła, a szczupaka z soli opłukawszy, uwarz w tym wszytkim".

    Tę najstarszą wersję szczupaka po polsku pierwszy "poprawił" nadworny kucharz króla Stasia od czwartkowych obiadów, urodzony w Berlinie w rodzinie hugenockich emigrantów Paul Tremo.
    Dziś to wygląda tak: sprawionego szczupaka bez kości grzbietowej kroimy wzdłuż i na połówki, zasypujemy solą na 4 godz. Kroimy w plastry dwie cebule, gotujemy pół szklanki grochu, robimy cztery grzanki z czerstwego chleba, moczymy pół szklanki rodzynek w winie. Cebule szklimy na maśle, dodajemy ugotowany groch, rodzynki z winem i pokruszony chleb, starty imbir, startą gałkę muszkatołową i biały pieprz. Dodajemy opłukanego z soli szczupaka. Podlewamy winem i dusimy na małym ogniu przez pół godziny.

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    wigilijny szczupak

    ryszard (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 135 / 112

    A co jadano w święta u normalnych ludzi/chłopów,mieszczan/,to było ok.90% społeczności.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo