Wielkie odkrywanie, czyli dobrze, że zaczynamy czuć się u siebie

Agata Grzelińska
Udostępnij:
Obiecałam sobie, że nie będę pisała na tematy, które już kiedyś w tej rubryce były poruszane. Cóż z tego, skoro Dolny Śląsk taki piękny i taki nieodkryty! I taki poraniony... Mimo że było już o urodzie regionu, w którym żyjemy i o tym, że zanim wyruszymy na Majorki, Bahamy i Seszele, warto pozwiedzać najbliższe okolice, muszę wrócić do zapomnianych dolnośląskich skarbów i pereł.

Nie będą to skarby w typie złotego pociągu, ale zapewne nie mniej od niego cenne. Zainspirowana plebiscytem „Wielkie okrywanie Dolnego Śląska 2016” postanowiłam poczynić swoje własne odkrycia. A zatem do rzeczy.

Jedną z zapomnianych i przez lata okrutnie wręcz dewastowanych pereł jest ta w Żeliszowie. Liczący sobie ponad 300 lat ewagelicki kościół przetrwał wojnę nienaruszony. Nie był jednak w stanie oprzeć się nowym mieszkańcom wsi, brutalnie wyrwanym z własnych domów na Kresach i rzuconym do poniemieckiej wsi za Zachodzie. Wschodnia dusza słynie z otwartości, gościnności, serdeczności - i na pewno duża część nowych mieszkańców wsi pod Bolesławcem taka właśnie była. Ale wschodnia dusza nie zawsze umiała docenić piękno, tym bardziej obce. Nieużywaną ewangelicką świątynię spotkało to samo, co pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim czy wiele innych świątyń, zamków i dworków. Została rozkradziona i zniszczona. Szczególnie boleśnie brzmią opowieści mieszkańców, którzy wspominają, że jeden z przedstawicieli nowej komunistycznej elity - dyrektor szkoły, tam właśnie urządził sobie owczarnię...

Ale nie trzeba daleko szukać. Ładne, zadbane obejścia na dolnośląskich wsiach to przecież widok całkiem nowy, 20- może 15-letni. Wcześniej przez całe lata nikogo nie raziły rozwalające się stodoły, porośnięte chaszczami ogrody i sady, kupy gnoju za domem. Wiele nowych (w sensie powojennych) mieszkańców Dolnego Śląska nie przywiązywało się za bardzo do miejsca, bo mieli w głowie, że mogą tu wrócić poprzedni właściciele... Słuszne to były obawy czy nie, to już temat na inną dyskusję. Czy można mieć pretensję, że ludzie, którzy przeżyli koszmar wojny, czuli strach i niepewność?

Ale wreszcie powiał jakiś wiatr dobrej zmiany. Nie chodzi o tę polityczną z ostatniej jesieni, ale o zmianę mentalną. Ludzie mieszkający na Dolnym Śląsku wreszcie zaczęli się tutaj czuć u siebie. Posprzątali podwórza, ogrody i wzięli się za swoje wsie i miasteczka, a także za istniejące w nich zabytki. W starych domach powstały rewelacyjne agroturystyczne gospodarstwa.

Dolnoślązacy dostrzegli skarby, których nie umieli bądź nie chcieli docenić ich rodzice. I wzięli się za ich ratowanie i promowanie. Taki dobry los po latach dewastacji spotkał między innymi Perłę Żeliszowa. Energiczna pani sołtys Olga Burdyna i niezmordowany radny Ryszard Kaprawy postanowili ratować po-ewangelicki kościół. Nieraz słyszeli radę, by się „puknęli w głowę”, ale nie posłuchali. A wkrótce potem o pięknej ruinie dowiedziała się warszawska Fundacja Twoje Dziedzictwo, która postarała się o pieniądze... Efekt? Lada dzień rusza trzeci etap remontu Perły. Gdy się skończy, koniecznie tam pojedźcie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie