Widanka: Alicja płakała, nie chciała jechać do Rio [WYWIAD]

Jakub Guder
Grzegorz Widanka zrobił sporo, aby jego podopieczna przygotowywała się do igrzysk w optymalnych warunkach
Grzegorz Widanka zrobił sporo, aby jego podopieczna przygotowywała się do igrzysk w optymalnych warunkach Archiwum
Rozmowa z Grzegorzem Widanką, trenerem pływaków Juvenii Wrocław, opiekunem rekordzistki Polski i dwukrotnej olimpijki Alicji Tchórz, który zasiada także w zarządzie PZP.

Do Rio pojechała nadspodziewanie duża reprezentacja naszych pływaków – ponad 20 osób. Tymczasem nie zdobyliśmy żadnego medalu, padł tylko jeden rekord życiowy...
Też jestem tym bardzo zaskoczony, bo byłem blisko szkolenia. Staraliśmy się, aby jak najwięcej reprezentantów Dolnego Śląska zakwalifikowało się na igrzyska i to się udało. Nie było jeszcze w historii tak, żeby ¼ reprezentacji w jakimś sporcie stanowili Dolnoślązacy. Byli to: Paweł Juraszek z Dzierżoniowa, dwójka zawodników Śląska Wrocław – Anna Dowgiert i Kacper Klich, oraz dwójka reprezentantów z Juvenii Wrocław – trenujący na co dzień w USA Paweł Werner oraz Alicja Tchórz. Oczywiście to nie oni mieli zdobywać w Rio medale, ale liczyliśmy na ich udane starty. Największa niespodzianka in minus to występy zawodników, którzy rok wcześniej stawali na podium mistrzostw świata w Kazaniu – Konrada Czerniaka, wicemistrza świata - Radka Kawęckiego czy Janka Świtkowskiego, który rozbudził nasze apetyty właśnie udanym startem na MŚ. Okrzyknięto go wówczas spadkobiercą tradycji Pawła Korzeniowskiego. Coś jednak nie wypaliło, zawiodło. Dziewięć tygodni temu były mistrzostwa Europy w Londynie – tam Kawęcki wygrał, Czerniak zdobył srebrny medal. Pływali szybciej niż na igrzyskach. Coś się zatem złego musiało wydarzyć... Może to zmiana stref czasowych... 7 września mamy zebranie zarządu Polskiego Związku Pływackiego. Myślę, że trenerzy kadry złożą rzeczowe sprawozdanie, które spróbuje wyjaśnić tę klęskę.

Problemy pojawiły się już przed igrzyskami. Z tego co czytałem, części pływaków nie podobało się zgrupowanie przedolimpijskie w Grecji.
Warunki szkolenia centralnego zostały ustalone na początku 2015 roku, więc wiedzieliśmy, co się z tym wiąże; jakie są wymagania. Postanowiliśmy z Alicją Tchórz, że będziemy uczestniczyć w tym szkoleniu, które przewidywało najpierw zgrupowanie w Grecji, a potem trzy tygodnie przed igrzyskami już w Brazylii. Juvenii Wrocław nie stać na zapewnienie dwóch miesięcy treningów na długim basenie, tym bardziej w lepszym klimacie. Myśleliśmy, że po mistrzostwach Polski w Szczecinie taka zmiana otoczenia będzie korzystna. Pierwszy z centralnego szkolenia przed IO zrezygnował Paweł Juraszek, który po kilku dniach w Ostrowcu Świętokrzyskim stwierdził, że to nie jest dobry dla niego kierunek i wyjechał. Pozostali pojechali do Grecji. Tam coś pękło.

Z Grecji zadzwoniła do Pana Alicja Tchórz...
Odebrałem telefon będąc na jakimś towarzyskim spotkaniu. Mówiła, że jest źle, że nie czuje się tam komfortowo, nie może porozumieć się z trenerami. Była mocno rozżalona, płakała a wiemy, że to niestety jest zawodniczka, która działa trochę pod wpływem emocji. Ten telefon był wynikiem tego, że po raz kolejny nie otrzymała mentalnego wsparcia od trenerów kadry. Trochę wybuchła. Powiedziała, że nie chce startować w igrzyskach, że w tych warunkach tego nie wytrzyma i chce wracać do kraju.

Jak Pan zareagował?
Kazałem jej jednak dogadać się z trenerami, porozmawiać spokojnie, znaleźć jakieś porozumienie.

Próbował Pan rozmawiać bezpośrednio z nimi?
Tak. Alicja uczestniczyła w tym szkoleniu od dawna i znała te klimaty. Tymczasem Paweł Werner, który przyleciał z USA, też miał swoje sugestie treningowe, oczekiwał indywidualizacji. Nie dostał zgody od trenerów. Stwierdzili, że ich program jest sprawdzony i wyniki będą dobre. Wynik był taki, że nie wystartował w sztafecie, bo go nie zgłosili... Ustaliliśmy z Alicją, że jednak zostanie do końca w Grecji, bo i tak nie mieliśmy w Polsce zapewnionego miejsca do treningów. Po powrocie do kraju, wystąpiłem z wnioskiem do trenera koordynatora Piotra Gęgotka, aby kolejne dwa tygodnie, które kadra miała spędzić w Ostrowcu, Alicja mogła potrenować ze mną – przede wszystkim dla odbudowania kondycji psychicznej. Pamiętajmy, że ona w Grecji trenowała z trzema facetami, którzy przygotowywani byli do sztafety 4x200 dow. Oni ją zdecydowanie wyprzedzali, a Alicja lubi się ścigać. Musi się ścigać, bo to jest jej paliwo, jej napęd! Ala lubi rywalizację i dzięki niej lepiej wykonuje pewne zadania. Zabrakło tam kontaktu? Może rozmowy? Mężczyźni sobie z tym poradzili, Alicja niestety nie.

Co powiedział trener?
Poprosiłem go o ich plan i powiedziałem, że go zrealizujemy samodzielnie. Nie chciałem nic zmieniać, bo do startu pozostawało 5 tygodni. Stwierdzono, że to ja w takim razie biorę za wszystko odpowiedzialność, a Alicja nie będzie miała już powrotu do szkolenia centralnego. Zapytałem zatem, jak wyobrażają sobie trzy tygodnie treningów w Brazylii, skoro ja tam nie lecę? „Rozpiszesz zajęcia na kartce, my służymy pomocą” - usłyszałem.

Jaką podjęliście decyzję?
Zrezygnowaliśmy ze szkolenia kadrowego i finansowania. Zawiesiłem swój urlop i dwa tygodnie trenowaliśmy w Poznaniu, na Termach Maltańskich w doskonałych warunkach i dobrej atmosferze. Koszty pokryła Juvenia. Wszystko było perfekcyjnie zorganizowane. Tam Alicja pokazała, że jest w formie. Potem potrenowaliśmy jeszcze dwa dni w Warszawie z Pawłem Korzeniowskim i jego trenerem Robertem Białeckim prosząc, by to on miał pieczę nad Alą w Brazylii. Była bardzo zadowolona z tego rozwiązania. Odżyła. Stwierdziła nawet, że trener Białecki podczas jednego treningu odezwał się do niej więcej razy, niż trenerzy kadry przez trzy tygodnie. Tego zabrakło w Grecji, nie było rozładowania atmosfery i na tym ucierpiała jej psychika.

Pan w końcu dotarł do Rio.
Można powiedzieć – półprywatnie. Związek pokrył mi koszty noclegów i wyżywienia – za co oczywiście jestem bardzo wdzięczny. Ja zapłaciłem sobie za przeloty i bilety na miejscu. Byłem na wielu imprezach, ale po 27 latach pracy brakowało mi w trenerskim dorobku igrzysk. To nowe doświadczenie, które pomoże w przyszłości przygotować zawodników do wielkich imprez. Prawdą jest, że można czasem czuć się przytłoczonym i może faktycznie nasi zawodnicy nie byli przygotowani mentalnie do tej imprezy. Jest bardzo duża presja, wszystkie związki czekają na IO, bo od tego zależy ich dalszy byt.
To często zabezpieczenie funkcjonowania związku sportowego na kolejne cztery lata.

Co mogło jeszcze nie tak pójść z Rio?
Może przystosowanie do zmiany stref czasowych? Trenerzy próbowali zawodników na to przestawić, ale może było trochę za późno. Brakowało kropki nad 'i' – jednej setnej Świtkowskiemu, trzech setnych Kawęckiemu. Może w półfinałach walczyliby na innym poziomie.

Zbliżają się wybory w PZP. Zastanawia się Pan nad tym, aby kandydować na prezesa?
Już podczas poprzednich wyborów o tym myślałem. Dostaje teraz dużo zapytań ze środowiska pływackiego, czy podniosę przyłbicę i mocno się nad tym zastanawiam. To trudna decyzja, bo trzeba by podzielić obowiązki między Warszawę i Wrocław. Myślę jednak, że przy dobrej współpracy z pracownikami biura w stolicy i sekretarzem związku, jest to do pogodzenia.

Liczył Pan już szable?
Sam prezes niewiele może, to jest kwestia organizacji drużyny, doboru Zarządu. Może nie po myśli osób ostatnio sprawujących władze, byłem w ostatnim czteroleciu członkiem zarządu PZP. Podczas niektórych zebrań często godzinę trwało ustalanie samego porządku obrad. Kandydowanie teraz nie będzie łatwe, bo będzie mniej środków, a do tego jest dużo krytyki po igrzyskach. Trzeba będzie zatem drużyny zdeterminowanej, która kocha pływanie i będzie chciała działać dynamicznie, nie tylko myśląc o sobie, ale przede wszystkim o tym, żeby podnieść poziom naszej dyscypliny. Oczywiście nie można powiedzieć, że wszystko do tej pory było źle. Zdobywaliśmy medale na wielkich imprezach, szkolenie funkcjonowało, wszystko pozornie było ok. Kawęcki i Czerniak przez ostatnie lata przygotowywali się indywidualnie ze swoimi trenerami. Szkolenie centralne jest potrzebne, ale potrzebna jest też indywidualizacja. Dominika Sztandera, np. zdawała w tym roku maturę i nie mogła uczestniczyć w niektórych zgrupowaniach. Potem nie było już dla niej powrotu do kadry. Trzeba dostrzegać indywidualne potrzeby pływaków. To są dorośli ludzie. Więcej zrozumienia.

A gdyby pojawiła się propozycja, że prezesem Pan nie będzie, ale zaopiekuje się kadrą?
Jestem przekonany, że mogę funkcjonować na wielu płaszczyznach działalności związku. 27 lat pracy trenerskiej na różnych poziomach szkolenia pozwala mi dobrze rozumieć potrzeby zawodników. Pasjonuje mnie to, staram się cały czas dokształcać i rozwijać. Coraz częściej myślę jednak, że trzeba iść w kierunku menadżerskim, by dźwignąć wszystko. Poszukać takiego szkoleniowca, któremu wszyscy zaufają. Są takie postacie w polskim pływaniu...

Kogo ma Pan na myśli?
Póki co wolałbym nazwiska zachować dla siebie.

Na co stać jeszcze Alicję Tchórz? Na finał za cztery lata w Tokio? Będzie miała wtedy 28 lat.
Tu nie ma reguły, chociaż badania średniej wieku finalistek IO w ostatnich latach wskazują na optymalny wiek 21-23 lata. Jej wyniki nie stanęły w miejscu. Pamiętajmy o ME na krótkim basenie, gdzie zdobyła srebrny medal i pobiła wiele rekordów Polski. To trzeba teraz przełożyć na długi basen Trzeba się zastanowić, jak to zrobić. Nie można zapomnieć, że życiówki Alicji są rekordami Polski. Jeszcze nic straconego. Katinka Hosszu to rocznik 89', chociaż oczywiście nie można jej porównywać do Ali, bo Węgierka to żelazna dama światowego pływania.

Ilu będziemy mieli Dolnoślązaków za cztery lata na IO w Tokio?
Jest rzesza młodych, utalentowanych zawodników. Do reprezentacji w tym roku nie załapał się Jan Hołub (rocznik 96), który był uczestnikiem sztafety podczas MŚ w Kazaniu i tam wywalczył kwalifikację dla reprezentacji. Nie wiem co będzie z Pawłem Wernerem, bo był trochę rozżalony, że nie wystartował w Rio. Mamy nieobliczalną Dominikę Sztanderę (97), która w Kazaniu biła rekordy życiowe. Nie przekreślajmy naszej wychowanki Klaudii Naziębło (93), która trenuje obecnie w USA. Jest Paula Żukowska, Paulina Nogaj – aktualnie reprezentująca Radom, ale myślę, że swoje pływackie losy zwiąże z Wrocławiem. Aleksandra Iwanowska to srebrna medalistka MP seniorów i niewiele jej zabrakło, by walczyć w sztafecie 4x100 zm o IO. Są bardzo uzdolnieni bracia Kusto – z Lubania, jest Jacek Arentewicz – mistrz Polski z Lublina na 200 klas. a do tego młodzi pływacy ze Śląska Wrocław, ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Do tego dochodzą sprawdzeni w bojach: Tchórz, Dowgiert, Juraszek i Klich Myślę, że Dolny Śląsk obrał właściwy kierunek szkolenia. Jak tak dalej pójdzie, to w Tokio może pojawić się więcej naszych pływaków niż obecnie w Rio.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Plywak

Gęgotek

b
była pływaczka

Stety, niestety. W sporcie nie ma miejsca do słabych ! Podstawa to to co ma się w głowie, zapłakane dziewczynki nie wygrywają i nie powinny brać udziału w IO.

O
Olek

Tak trener, jak i Alicja mówią jacy to źli byli trenerzy kadry w Grecji. W takim razi proszę ich wymienić z imienia i z nazwiska. Jeżeli faktycznie spartolili pracę to trzeba wymieniać nazwiska winnych za zły występ pływaków w Rio. Jeżeli nie są winni oni, a Alicja się myli, to zostawmy ten temat, bo mówienie o ludziach bez nazwisk staje się nudne.

Dodaj ogłoszenie