We Wrocławiu jest zbyt mało defibrylatorów

Anna Gabińska
Marcin Majchrzak pokazuje urządzenie, które ma Redeco
Marcin Majchrzak pokazuje urządzenie, które ma Redeco Piotr Warczak
We Wrocławiu, liczącym co najmniej 630 tys. mieszkańców, w miejscach publicznych są cztery automatyczne defibrylatory, tak proste w obsłudze, że każdy może ich użyć. I uratować komuś życie (patrz ramka). Przez europejskich specjalistów zalecane jest umieszczenie go w miejscach o dużych skupiskach ludzi, którzy mogą być narażeni na stres. Ale nakazu nie ma.

We Wrocławiu urządzenie mieszczące się w opakowaniu wielkości niedużej kosmetyczki znajdziemy w: aquaparku przy ul. Borowskiej, Muzeum Narodowym przy pl. Powstańców Warszawy, Panoramie Racławickiej przy ul. Purkyniego i Bibliotece Uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy. Ta ostatnia dostała urządzenie od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ale na portierni nic o nim nie wiedzą. W czytelni głównej - też nie.

- Defibrylator nie był jeszcze w użyciu i trzeba się tylko cieszyć, że nikt go nie potrzebował - mówi prof. Marek Bojarski, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego. Zapewnia, że w bibliotece jest osoba przeszkolona do użycia urządzenia.

Dwa przenośne defibrylatory ma straż miejska. Są zabierane do zabezpieczania imprez masowych. Ani jednego nie ma w żadnym budynku magistratu.

- Nie wykluczamy, że w przyszłości je kupimy - mówi Julia Wach z biura prasowego ratusza.
Defibrylatora automatycznego AED nie ma we Wrocławiu żaden dworzec. Na lotnisku defibrylator medyczny ma lekarz, który pełni dyżur przez całą dobę. - Do nowego terminalu, z którego pasażerowie będą mogli korzystać od jesieni, kupimy kilka automatycznych defibrylatorów. Powiesimy je na ścianach - zapewnia Monika Półtorzycka-Jon, specjalista ds. marketingu Port Lotniczy Wrocław.

Z prywatnych firm sprawiły sobie ten sprzęt m.in.: centrum basenowo-sportowe Redeco oraz hipermarket Leroi-Merlin.

- Mamy takie urządzenie od co najmniej 5 lat i średnio raz na rok się przydaje - opowiada Marcin Majchrzak, koordynator instruktorów ćwiczeń siłowych i kulturystyki w Redeco. Rok temu, w listopadzie, z bieżni na siłowni spadł 40-letni mężczyzna i przestał oddychać. - Użyliśmy defibrylatora, który ma nagraną instrukcję, więc przypomina, co po kolei robić. Udało się przywrócić akcję serca mężczyźnie przed przyjazdem pogotowia - wspomina Majchrzak.

Pogotowie ratunkowe we Wrocławiu codziennie ma kilka wezwań do zatrzymanej akcji serca. Wczoraj nie zdążyli do 84-letniej kobiety z ul. Jemiołowej.

- Może zostaliśmy zawiadomieni za późno - przypuszcza lekarz inspekcyjna we Wrocławiu. W granicach miasta pogotowie najczęściej dojeżdża w ciągu 8 minut. - Ale niedotlenione komórki mózgowe po czterech minutach zaczynają obumierać - wyjaśnia Jacek Starzyński, ratownik medyczny z Akademii Pierwszej Pomocy. Gdy mózg zostanie pozbawiony tlenu, rozpoczynają się w nim nieodwracalne zmiany neurologiczne. - Ratownicy z pogotowia mogą więc uratować życie, ale nie zdążą uratować zdrowia. Taka osoba do końca życia może być niepełnosprawna i jeździć na wózku - tłumaczy Starzyński.

Każdy może podjąć próbę ratowania osoby z zatrzymaną akcją serca automatycznym defibrylatorem AED. Gdy poszkodowany nie oddycha, najpierw trzeba zadzwonić pod 999 i wezwać pomoc. Potem wyjąć urządzenie z opakowania (ma akumulator wystarczający na 20 akcji, dwa kable/elektrody z końcówkami do naklejenia, kosztuje 5-8 tys. zł). Po otwarciu pudełka słyszymy instrukcję, co i jak robić. Naklej elektrody - trzeba nakleić je na gołą klatkę piersiową. Defibrylator sam oceni, czy trzeba go użyć, czy nie. Jeśli tak, powie, żeby wcisnąć przycisk. - Chodzi o to, by impulsem elektrycznym zatrzymać serce, które zaczęło niewłaściwie pracować - tłumaczy ratownik Jacek Starzyński. Potem trzeba uciskać mostek 30 razy na głębokość ok. 5 cm licząc: i raz, i dwa, i trzy.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zaraza
Nawet gdyby były, to prawie nikt nie wie jak ich używać. Świadomość społeczna na temat przydatności i używania AED jest żadna. Podobnie zresztą jak świadomość dyrektorów urzędów, banków, marketów, klubów, budów, szkół i uczelni, gdzie przebywają setki ludzi... A przecież WE WSZYSTKICH ZDARZENIACH PIERWSZYMI RATOWNIKAMI SĄ ŚWIADKOWIE. Jeśli mogą pomóc - trzeba ich tego nauczyć i umożliwić tę pomoc. Defibrylator przydaje się przy reanimacji, gdzie liczą się minuty, dlatego warto wziąć przykład z Karkowa, gdzie tyko na peronach dworca jest więcej urządzeń niż w całym Wrocławiu.
Dodaj ogłoszenie