W żarze rzewnych żądz

Aleksander Malak
Udostępnij:
Ni stąd, ni zowąd przyczepił się do mnie refren: "ole, ole, ole… niech żyją młode żądze, dopóki są pieniądze". Przyczepił się i coraz głębiej wwiercał się w czaszkę. Skąd on, z jakiej piosenki, zdaje się Rodowicz kiedyś, a może kto inny… Myślałem, że głowa mi pęknie od tych żądz i pieniędzy.

Zaszedłem do zaprzyjaźnionej apteki i już na progu stanąłem jak wryty. Z frontowej ściany patrzył na mnie sam najjaśniejszy pan prezydent. Jego szlacheckie spojrzenie i pobłażliwy uśmiech wydobywający się spod sarmackiego wąsa, opadającego niemal na koszulę "w smutnym kolorze blue" poraziły mnie tak, że zapomniałem języka w gębie, nie wspominając o najprostszej kindersztubie.
Klęknąć pod portretem? - Jakoś głupio. Zasalutować? - Jakże, do pustej głowy? Skłonić się głęboko? - To takie japońskie, niestosowne jednak. Najchętniej pocałowałbym najjaśniejszego pana w rękę, niestety, portret rąk nie przewidział. Na wszelki wypadek stanąłem na baczność.
Przyjaciel, który, jak potem zrozumiałem, przyglądał się wszystkim wchodzącym, aż pokraśniał z dumy.

- Ja wiedziałem, że tak będzie - oznajmił szczęśliwy. - Już dawno powinienem w tym miejscu prezydenta powiesić!

Przyjaciel, oczywiście, miał na myśli wieszanie portretu, więc moja ewentualna riposta byłaby jak najbardziej niestosowna, jednak po sekundach osłupienia, zdobyłem się na żart - nieżart. Bo przypomniał mi się dzielny wojak Szwejk.
- Przyjacielu - zapytałem - a czy ty masz nad swoją apteką strych?
- Jaki strych? Po co strych?
- No, wiesz. Właściciel gospody "Pod Kielichem", pan Palivec, kiedy mu muchy, za przeproszeniem, obsrały portret najjaśniejszego pana, wyniósł go na strych, co i tak nie uchroniło go przed aresztowaniem.

Przyjaciel spojrzał na mnie z politowaniem:
- Przypatrz się raz jeszcze. Mój portret - mucha nie siada.
Spróbowałem z innej beczki. - A czemuż to poprzedniego prezydenta na frontowej ścianie nie wywiesiłeś?

Przyjaciel tym razem aż zatrząsł się z oburzenia. - Ze względów estetycznych!
- Ha! - zawołałem. - Więc jednak chodzi o wąsy! Tamten nie miał.
- A żebyś wiedział. Zresztą przed wojną portret marszałka Piłsudskiego wisiał w każdej szkole czy aptece.

Nie sądziłem, że przed wojną obowiązek szkolny dotyczył niemowląt, bo w tym wieku przyjaciel przedwojnie zaliczał, ale niech mu będzie.
- Wiesz - powiedziałem - w mojej szkole też wisiał portret. A nawet trzy. Codziennie na przerwach podpieraliśmy lewą brew zapałką, żeby na własnych obliczach utrwalić spojrzenie jednego z nich. Właśnie marszałka.
- Piłsudskiego!?
- Nie, Rokossowskiego…

I tak w tych ostatnich dniach lata gaworzyliśmy sobie z przyjacielem, który postanowił powiesić portret prezydenta, będącego prawdziwym prezydentem, nie jakimś tam nieporozumieniem, co przyjaciela - farmaceutę doprowadza do szewskiej pasji, więc w ten sposób postanowił dać odpór.
A mnie przypomniała się piosenka pt. "Gaj", z której refren nie dawał mi spokoju. Ze słowami Agnieszki Osieckiej. I przestała mnie boleć głowa. Jak to w aptece. "Niech żyją młode żądze!".
Aleksander Malak

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie