18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

W średniowiecznym Wrocławiu było drugie miasto. Mieszkali w nim Polacy

Marcin Torz
Na mapie z XVI wieku doskonale widać Neustadt. To wyspa na skraju, po prawej stronie. Wtedy już nie była to jednak osobna osada
Na mapie z XVI wieku doskonale widać Neustadt. To wyspa na skraju, po prawej stronie. Wtedy już nie była to jednak osobna osada Muzeum Miejskie Wrocławia
Mało kto wie, że przez kilkadziesiąt lat nasze miasto składało się z... dwóch osobnych osad. Jedna to oczywiście sam Wrocław, który na przełomie XIII i XIV wieku ograniczał się właściwie do dzisiejszego Starego Miasta. Druga osada to tzw. Neustadt (Nowe Miasto), które istniało w okolicy ul. Purkyniego.

Osobna administracja i sądownictwo, a nawet budynek ratusza. Osada Neustadt, choć przylegała bezpośrednio do Wrocławia, przez blisko sto lat była samodzielnym organizmem. Wiadomo, że zamieszkiwali ją przede wszystkim Polacy. Miasto zajmowało niewielki (biorąc pod uwagę dzisiejsze realia) obszar. Od zachodu graniczyło z fosą miejską, od południa z rzeką Oławą (która dawniej tędy płynęła), a od wschodu i północy z Odrą (również z dzisiejszą Zatoką Gondol, koło Muzeum Narodowego). Gdyby dokładnie umiejscowić Neustadt na dzisiejszej mapie Wrocławia, to miasto zajmowało teren, gdzie teraz stoją gmach Akademii Sztuk Pięknych, Panorama Racławicka oraz Muzeum Architektury.

- W skład obecnego budynku muzeum wchodzi pozostałość po dawnym kościele pw. św. Bernarda - opowiada Maciej Łagiewski, dyrektor Muzeum Miejskiego Wrocławia. - Świątynia pamięta jeszcze czasy, gdy Neustadt było osobnym miastem - mówi dyrektor.

Neustadt powstało dokładnie w 1263 roku. Tak zdecydował ówczesny książę, Henryk III. Z jakiego powodu? Najprawdopodobniej planowano stworzyć osadę, której mieszkańcy zajmowaliby się przede wszystkim produkcją. W Neustadt mieszkali rzemieślnicy, którzy wytwarzali sukna. Łowiono też ryby. W zamyśle towar miał trafiać do "głównego" Wrocławia, do kupców. Fakt, że w Neustadt mieszkali głównie Polacy, jest dowodem na to, że to właśnie oni zajmowali się rzemiosłem. Handel był domeną przede wszystkim Niemców, których wtedy we Wrocławiu było już więcej niż Polaków. Niemcy byli też zdecydowanie bogatsi od Polaków i zajmowali ważniejsze stanowiska w miejskich strukturach.

Niewykluczone, że osada miała większe aspiracje. W średniowieczu o randze miasta stanowiło np. to, czy gród mógł organizować targi. Neustadt nie mogło.

- Miało za to najprawdopodobniej swojego wójta, który wtedy odpowiadał za radę miejską. Można przypuszczać, że w Neustadt istniał osobny względem Wrocławia samorząd - dodaje Łagiewski.

Jednak marzenia o stworzeniu silnego miejskiego organizmu szybko się skończyły. Neustadt zostało włączone w granice Wrocławia już w 1327 roku.

Ale w rejonie nadal - i to przez wiele lat - mieszkali Polacy. Na początku XVI wieku kronikarz odnotował, że stojący tam kościół pw. św. Klemensa (nieopodal obecnej ul. św. Ducha) był "kościołem Polaków i rybaków". Zresztą w świątyni zawiązał się spisek ludu przeciwko władzom miasta, które gawiedź uznała za skorumpowane. W 1418 roku tłum wrocławian (wśród nich musiało być wielu Polaków) najpierw złożył śluby w kościele, a następnie zaatakował ratusz. Skończyło się jatką. Zabito wtedy burmistrza i trzech ławników. Skradziono też złoto i uwolniono więźniów. Na krwawe wydarzenia ostro zareagował kler. Biskup Konrad zamknął świątynię i zapowiedział, że już nigdy nie będzie można odprawić w niej mszy. Faktycznie, przez jakiś czas drzwi kościoła zamknięte były na głucho. Później nabożeństwa przywrócono. Budynek jednak powoli popadał w ruinę. Jego architektura nie była zachwycająca (nie miał wież), więc w drugiej połowie XVIII wieku został rozebrany, a na jego miejscu stanęły pruskie koszary. Na miedziorytach z XVIII wieku widać budynek kościoła i można też zauważyć sam ratusz, który ze świątynią sąsiadował. Również nie była to piękna budowla. Oba budynki stały przy ulicy Polskiej. Taka nazwa obowiązywała od końca średniowiecza. I funkcjonowała przez kilkaset lat.
Ulica Polska przetrwała jeszcze długo. Nazwę ulicy widać doskonale na planie Wrocławia z XVI wieku. Na napisie można dostrzec plamę. Tak, jakby ktoś starał się wymazać nazwę. Materiał przy samych literach jest zdecydowanie jaśniejszy od pozostałej części planu.

- Ale osobiście skłaniam się do opinii, że ktoś w ten sposób wręcz chciał podkreślić, że ta ulica akurat taką miała nazwę. Pewnie po II wojnie światowej - mówi Łagiewski.

Później nazwę zmieniono na Wielką. W połowie XVIII wieku pojawia się nowa nazwa, i to dość nieprzyjemna: ul. Umarłych. Prawdopodobnie dlatego, że nieopodal istniał cmentarz. Niewykluczone, że chodzi o najstarszą nekropolię żydowską, która w czasach średniowiecznych umiejscowiona była koło obecnego gmachu Poczty Polskiej (tam, gdzie jest wykopana wielka dziura). Co prawda cmentarz został zlikwidowany w 1345 roku, ale pamięć o grobach w tym miejscu mogła przetrwać wśród ludu.

- Możliwe też, że chodziło o cmentarz parafialny kościoła pw. św. Klemensa - dodaje Łagiewski.
Prusacy zmienili następ-nie nazwę na bardziej militarną, odpowiadającą duchowi narodu. I tak złowroga ulica Umarłych stała się Basztową (prawdopodobnie od po-bliskiego Bastionu Ceglarskiego, którego ruiny istnieją do dziś na Wzgórzu Polskim).

W tych czasach okolica była miejscem, gdzie mieszkali raczej ubodzy wrocławianie. Nie było tam pałaców czy okazałych kamienic. Dominowały proste domy.

Po II wojnie światowej, kiedy Wrocław stał się znowu polskim miastem, jezdnia miała znów swoją pierwotną nazwę.

Ale okolica przypominała ruinę. Wokół nie ostały się prawie żadne budynki, bo okolica ucierpiała w czasach zmagań. Jednak ulica Polska (sama jej nazwa) nadal była żywym świadectwem faktu, że we Wrocławiu od dawien dawna mieszkali Polacy.

Taki argument jednak nie był istotny dla wrocławskich radnych. Ci bowiem w 1964 roku zdecydowali, że ulica zniknie, a w jej miejscu powstanie niewielkie osiedle mieszkaniowe (bloki istnieją do dziś, za Halą Targową).

Ulica z dnia na dzień przestała istnieć, nad czym ubolewał Zygmunt Antkowiak w swojej książce "Ulice i place Wrocławia":

- Szkoda, że względy praktyczne wzięły górę nad polskimi tradycjami - pisał.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

...
to samo można powiedzieć w takim razie o germanach...
T
Tom
Mowienie o nazwie nacji (Polacy) w stosunku do tamtych czasow jest sporym naciagnieciem. To byli raczej mieszczanie poslugujacy sie jezykiem slowianskim. Poczucie odrebnosci narodowej wyklulo sie dopiero w dobie rewolucji.
c
cirano
"Wrocławia" przed '45-tym nigdy nie było
S
Sil
Skąd wiadomo, że istniał i nadali? A może jednak założyli - Czesi?
S
Sil
Co to za dziwaczna maniera - Neustadt. Po olsku to Nowe Miatso, a jak juz kroś chce "po dawnemu" (jak gazetowy historyk w Anglii), to nie Wrocław, ale Bresslau..., Vratislav może...
To już nie ma kogo pytać o historię miasta, tylko prawnika (Łagiewski)? Zresztą, to cowiedział o kościele obserwanckim świadczy samo za siebie...
O ulicach to może ulicznice wiedzą najwięcej...
Sil
j
ja1970
Wrocław zawsze był bogatym i wielkim Miastem ,taki przywilej Histori i miejsca gdzie Czesi nadali nazwe Grodowi ktory juz istniał nad wyspami rozlewiska Odry Wratislavia !
Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie