W Erbilu piją wszyscy. Nawet muzułmanie

Adam Radoliński
Okazuje się, że Erbil choć ma ponad 1 milion mieszkańców, do zaoferowania ma naprawdę niewiele. Tym co przyciąga uwagę każdego odwiedzającego miasto, jest górująca nad miastem Cytadela, która z dystansu wygląda naprawdę olśniewająco.

Niestety wnętrze jest jednym wielkim śmietniskiem. Do 1994 roku w wybudowanych na jej terenie, w większości prowizorycznych domach mieszkali kurdyjscy uciekinierzy, głownie z Turcji i Syrii. Po ich wysiedleniu domy zostały splądrowane i nierzadko spalone. Obecnie trwa żmudny proces renowacji najważniejszych budowli, przy wsparciu międzynarodowych firm min. z Czech i Włoch.

W mieście znajduje się także największy w całym Iraku meczet, który jednak, mimo naszej trzykrotnej obecności u jego bram, ciągle był zamknięty.

Miejscem, które zazwyczaj jest tu pomijane, a naprawdę warte odwiedzenia, jest Bazzar. Usytuowany w brudnych ciemnych uliczkach miasta ma swój niepowtarzalny klimat, który w połączeniu z gościnnością miejscowych dla nielicznych europejczyków, nie może zostać zapomniany.

Po splądrowaniu najmniejszych uliczek Bazzaru, zastaje nas późne popołudnie. Jesteśmy zmęczeni wysokimi temperaturami i kilkugodzinnym noszami dobytku na plecach, okazuje się ze wszystkie miejsca na które było by nas stać są już zajęte. Nie mamy wyjścia i po krótkiej wymianie
argumentów kierujemy się w stronę największego w mieście parku. Już po kilku minutach jesteśmy krańcowo zadowoleni z naszej decyzji. Lawirując uliczkami Erbil spotykamy cudownie przychylnych nam ludzi, co chwilę ktoś nas zatrzymuje zaprasza na herbatę, prosi o zdjęcie. Wszytko to sprawia ze droga do parku wydłuża się w 2 godzinny spacer.

Sam park położony w bezpośrednim towarzystwie parlamentu okazuje pięknym zielonym, ozdobionym kilkoma fontannami, miejscem, z zatrważającą ilością policji i żołnierzy. Mimo wszystko decydujemy się w nim zostać.

Piwo pija tu niemal wszyscy, i to bez znaczenia czy to Kurdzi z Erbilu, Arabowie z Bagdadu czy miejscowy chrześcijanin

Kilka minut po czwartej z upojnego snu wyrywa nas obecność grupy sprzątaczy, którzy widząc nas, patrzą dziwnie, ale nic nie mówią.

Wolimy się jednak zebrać i już po chwili zmierzamy w kierunku dworca by udać się do położonego w górach Shaqlow. To zaledwie kilkunastotysięczne miasteczko okazuje się oblężone przez turystów z całego Bagdadu dla, których jest głównym miejscem wypoczynkowym. Tak wielka popularność tego miejsca wynika z stanowiącej 60 procent obywateli, grupy chrześcijan, a mówiąc konkretniej z powszechnego dostępu do alkoholu. Każdy, kto był mocno przekonany przekonaniach o abstynencji Muzułmanów, w Shaqlaw zmieni zdanie od reki.

Piwo pija tu niemal wszyscy, i to bez znaczenia czy to Kurdzi z Erbilu, Arabowie z Bagdadu czy miejscowy chrześcijanin. Dla nas tak zachwalana przez Irakijczyków miejscowość, poza pięknymi widokami, nie oferuje niczego ciekawego. Co gorsza nasze plany przedostania się górskimi drogami
do innej górskiej miejscowości - Al Amadyah - okazuje się niewykonalna. Ze względu na fatalny stan górskich dróg, przestały jeździć nimi zarówno busy jak i taksówkarze. Zmuszeni jesteśmy do powrotu do Erbilu.

Zgodnie z wcześniejszymi planami naszym następnym celem podroży miała być Slemani, najbardziej zachodnie z miast Iraku, miejsce w którym Muzułmanki chodzą bez skrępowania w obcisłych ciuchach i bez czadorów.
Okazuje się jednak ze tego dni nie mamy już szans dostać się do tego miast za rozsądna cenę postanawiamy wiec wrócić do Dohuk.

I tym razem trasa Erbil - Dohuk, zapewnia nam gęsia skórkę. Towarzysze naszej wyprawy okazują się reprezentantami Irku w Taekwondo, co zapewnia temat na długie rozmowy. Jak się okazuje są oni mieszkańcami Bosry, co jak się okazuje gwarantuje zarówno im jak i nam kontrole, w tym osobistą, na co drugim posterunku policji czy wojska.

Dobrą stroną tego był fakt, że jako jedni z niewielu Polaków mieliśmy szanse odwiedzenia wnętrza posterunku i zobaczenia jak wygląda strefa kontroli od mniej oficjalnej strony.

Co prawda nikt nas nie zastraszał czy tez groził, ale o powszechnej do tej pory uprzejmości i miłym traktowaniu turystów szybko zapomnieliśmy.

Bo Dohuk docieramy już niemal o zmroku, co niestety oznacza że wszystkie rozsądne hotele są już zajęte, a że w Dohuk nie ma w okolicach centrum żadnego parku, zmuszeni jesteśmy wylądować w podrzędnym hotelu z dwuosobowymi pokojami o wymiarach 2x2 m.

Co lepsze, jak się okazuje okno ukryte za ciężką kotara zostało zamurowane, a zawieszony u sufitu wentylator jedynie kręcił się leniwie, nie dając zupełnie ulgi od duszności i upału.

By uciec od zaduchu wychodzimy porozmawiać z miejscowymi o ich problemach i wysłuchać opinii o "nowym" Kurdystanie. Jednymi ze spotkanych okazują się turyści ze słowackiej Bratysławy, z którymi kolejnego dnia jedziemy do Zahu, skąd my udajemy się na granice.

Przedostanie się do Turcji okazuje się jednak wielkim problemem. Granica opanowana została bowiem przez turecka mafie taksówkarską

Przedostanie się do Turcji okazuje się jednak wielkim problemem. Granica opanowana została bowiem przez turecka mafie taksówkarską.

Na domiar złego trafiamy na bardzo tłoczny dzień. Osób chcących przedostać się do Turcji jest tak wiele, że to taksówkarze wybierają tych, z którymi chcą jechać.

Jedna z osób czekających już ponad 2 godziny na swoja kolej jest Elia - Włoch, który pracuje w Slemani ma uniwersytecie. Mówi ze już trzykrotnie miał jechać, ale za każdym razem w ostatniej chwili wypraszali go z samochodu, bez podania jakiegokolwiek powodu, a jego miejsce zastępował inny pasażer.

Ostatecznie po niemal godzinie udaje nam się zaleźć transport. Jechać mamy zdezelowany fordem, który na domiar tego holuje innego forda, któremu silnik odmówił posłuszeństwa. Jak się okazuje to jednak dopiero początek przygód na granicy. Ale o tym w kolejnym liście.

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Materiał oryginalny:

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

d
duktor Małgośka

A ja dostałam propozycję pracy w jednym ze szpitali w Erbil. Póki co jestem na etapie takim, że to dyrekcja pyta, ile bym sobie życzyła...Mąż Kurd, dlatego obraliśmy ten kierunek ;)

T
Tomek

Jest nas czterch już 2 miesiące w Erbil(pierwszy raz byliśmy 3,5roku temu) co do miasta Adam ma racje oprócz cytadeli i bazaru nie ma nic ciekawego. Kurdowie są dość fajni ale mają swoje fanaberie ( a kilkunastu ich znamy) . W mieście i wokól panoszy sie brud i smród. Mamy szczęście mieszkać na zielonej oazie wśród czerwonych piachów koło dzielnicy chrześcijańskiej (Aynkawa), Miasto przypomina wielki plac budowy ale wszędzie widać partactwo. Alkohol jest wszędzie i piją prawie wszystcy
Pozdrawiam:

n
niedźwiedzie

Kurde fajni ci kurdowie:))))) Pozdrawiamy Adaś:)

m
mama

pozdrawiam cie i czekam az wrocisz jak najszybciej zdrowy i caly

E
Ewa

Bardzo interesujace, az by sie chcialo czytac jeszcze wiecej!
Moze po powrocie Adam zechce wydac ksiazke?
Nie moge sie doczekac nastepnego listu i zdjec!
Trzymam kciuki.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3