Uwielbiam, kiedy gaśnie światło. Rozmowa z Jakubem Kroftą, dyrektorem artystycznym WTL

Małgorzata Matuszewska
Paweł Kozioł/Wrocławski Teatr Lalek
Udostępnij:
Z Jakubem Kroftą, nowym dyrektorem artystycznym Wrocławskiego Teatru Lalek, rozmawiamy o magii Wrocławia, znaczeniu lalek w teatrze, odkrywaniu w sobie dziecka, bieganiu i udziale we wrocławskim maratonie.

Pracował Pan w Czechach, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji, Polsce, Stanach Zjednoczonych. Czy teatry lalkowe w różnych krajach bardzo się od siebie różnią?
Określenie teatr lalek to bardzo szeroki termin, skrywający wiele rzeczy. Oczywiście, różnice istnieją, ale nie są to narodowe rozbieżności. Po prostu różni twórcy mają swoje własne style. Europejskie teatry mają podobne korzenie, nie widzę specjalnych różnic między stylami w czeskim czy polskim teatrze. Wszyscy mają podobne metody. Trudno dziś jest znaleźć orotodoksyjny teatr lalek, współczesny łączy różne style.

Lubi Pan łączyć lalki z aktorem żywego planu?
Tak. To nie jest żadna nowość, połączenie istniało już pod koniec lat 50. zeszłego wieku. Dziś, używając lalek w swoich spektaklach, muszę mieć do tego ważny artystyczny powód. Jeśli go nie ma, po prostu nie używa się lalek. Posługiwanie się lalkami tylko dlatego, że na froncie budynku jest napisane "Teatr Lalek", to trochę za mało.

Ma Pan ulubioną lalkę?
Nie, chyba nie. Natomiast mam ulubionych twórców lalkowych. Wśród nich jest Divadlo Líšeň z Czech, australijski teatr zajmujący się teatrem cieni.

Zaprosi Pan do Wrocławia twórców z całej Europy?
Tak, miałem szczęście i pracowałem jako pedagog i reżyser w wielu miejscach na świecie, m.in. w Hong Kongu, Austrii, Danii, Finlandii, Wielkiej Brytanii. Poznałem reżyserów teatralnych z całego świata. Chcę im zaproponować współpracę, to może być ciekawe doświadczenie na styku z polską kulturą i sztuką.

Istnieje podział na teatr dla dzieci i dorosłych, czy ważniejszy jest podział: dobry i zły spektakl?
Jeśli spektakl jest po prostu dobry, widzowie w każdym wieku będą zadowoleni. W Teatrze Drak w Hradec Kralove organizowaliśmy wieczorne przedstawienia dla dorosłych. Zawsze jestem pytany, czy będę robił spektakl lalkowy dla dorosłych, czy dla dzieci. Nie lubię takiego ścisłego rozgraniczenia. Z moimi współpracownikami zawsze robimy przedstawienie, które podoba się nam samym, odpowiada naszym gustom, dopiero potem szukamy dla niego adresata.

To chyba ryzykowne?
Tak, brzmi dość ryzykownie, ale świetnie się sprawdza. Chodzi o to, żeby powstało dobre przedstawienie, a takie zawsze znajdzie swojego widza. I to o wiele szybciej, niż zły spektakl, za to od początku zaplanowany dla określonej grupy wiekowej.
Mam nadzieję, że stworzymy poetykę wspólną i zrozumiałą dla dzieci i dorosłych. Bo każdy dorosły nosi w sobie dziecko. I takie jest zadanie naszego teatru - szukać dziecka w dorosłych widzach.

Pan ma w sobie dużo dziecka?
Myślę, że tak (śmiech). Czasem czuję się jak duże dziecko.

Co Pana fascynuje?
Otwartość, beztroska wyobraźnia, lekkość bycia.

Znajduje Pan to we Wrocławiu?
Mam nadzieję, że znajdę. Wszędzie, gdzie byłem na świecie, właśnie takich cech szukałem i znajdowałem je. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałbym ich znaleźć także tutaj.

Dostrzega Pan magię Wrocławia? Tuż obok Wrocławskiego Teatru Lalek jest park Staromiejski, magiczne miejsce dla dzieci i dorosłych.
Tak, bardzo mi się podoba. Budynek Teatru Lalek także jest magiczny, bardzo ładny, myślę, że ukrywa magię, którą postaramy się wydobyć. Bardzo chcę, żeby stał się magicznym miejscem, do którego wszyscy będą chętnie przychodzić.

Pamięta Pan swoją pierwszą wizytę w teatrze?
Pierwszej nie, bo na próby przywoził mnie ojciec w wózku niemowlęcym (Josef Krofta, ojciec Jakuba, to wybitny czeski reżyser - przyp. red.). I pewnie dlatego przestrzeń teatralna i oglądanie spektakli wpływają na mnie kojąco. Od dziecka byłem bardzo związany z teatrem, po prostu rodzice nie dali mi wyboru (śmiech). Nie pamiętam pierwszego obejrzanego spektaklu. W pamięci noszę mnóstwo teatralnych obrazów, wśród nich najważniejszy jest obraz mojego ojca podczas pracy, kiedy kierował ludźmi na scenie. To było bardzo ekscytujące. Uwielbiałem, kiedy w teatrze gasło światło i przed pierwszą sceną zapadała ciemność.

Ma Pan już ulubione miejsca we Wrocławiu?
Nie miałem wiele czasu na zwiedzanie, ale spacerowałem trochę po mieście. Piękna jest starówka, nadodrzańskie zakątki, okolice Hali Stulecia. Oglądam Wrocław ze specyficznej perspektywy, bo szukam przestrzeni do biegania.

Pobiegnie Pan w niedzielnym Maratonie Wrocław?
Chyba w tym roku nie zdążę, planuję start ale w przyszłości.

Jak długo Pan biega?
Od jakichś pięciu lat biegam codziennie po 10-11 km. Już znalazłem odpowiednie tereny we Wrocławiu, nie jestem jeszcze całkiem zadowolony, ale konsultuję tę sprawę z Tomkiem Manem (reżyserem teatralnym - przyp. red.), który też jest biegaczem i poradził mi, gdzie szukać najlepszych. Planuję biegać wzdłuż Odry. Nie przeszkadza mi bruk na wałach, mogę biegać po ulicach, po polu, wszystko jedno.

Co jest Pana pasją?
Bieganie. I teatr oczywiście - to pasja, która zajmuje bardzo dużo czasu. Jestem także fotografem, miałem kilka wystaw na tematy teatralne, na których pokazałem zdjęcia ze spektakli, także zza kulis. Nie fotografuję swoich przedstawień, bo mam przy nich mnóstwo innej pracy, zapraszam do tego innych fotografów.

Wyrósł Pan w tradycji teatralnej. Czy Pana dzieci pójdą rodzinnymi śladami?
Mój starszy syn syn Jan ma 18 lat i w tym roku będzie zdawał maturę, to typ intelektualisty. 16-letni Jakub wybrał sport, trenuje boks. To nas trochę zaskoczyło, ale cieszymy się. Obaj oglądają różne spektakle, ale myślę, że zawodowo pójdą swoimi drogami. I jestem szczęśliwy, że potrafią wybierać własne ścieżki. Do Hradec Kralove jadę 2 godziny samochodem, chłopcy są przyzwyczajeni, że często wyjeżdżam.

Planuje Pan współpracę z wrocławską szkołą teatralną?
Tak, chcemy, żeby studenci byli asystentami reżyserów i uczyli się pracy w praktyce. Oczywiście, szukamy też innych możliwości współpracy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

?
Brzmi tak, jakby lalek miało już nie być. Szkoda. Już nigdzie nie można obejrzeć spektaklu lalkowego? Krofta nazywa taki teatr ortodoksyjnym i zapowiada, ze będzie musiał mieć powód, żeby użyć lalek. Może trzeba było brać Teatr Współczesny a Lalki zostawić komuś, kto zadbałby o ten rzadki gatunek sztuki? Teatrów nie-lalkowych jest we Wrocławiu dość. Dobrze, ze nie doszło do zamierzonej zmiany nazwy teatru i usunięcie nazwy "Teatr Lalek". To byłby już kompletny koniec teatru lalkowego w mieście.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie