Urzędnicy boją się petentów

Karolina Jurek
Kamienna Góra- znicze w miejscu w którym została zamordowana 10 letnia dziewczynka przez Samuela N. który chwilę wcześniej był w urzędzie pracy
Kamienna Góra- znicze w miejscu w którym została zamordowana 10 letnia dziewczynka przez Samuela N. który chwilę wcześniej był w urzędzie pracy Dariusz Gdesz / Polska Press
Urzędnicy coraz częściej padają ofiarą petentów. Są obrażani, wyzywani i słyszą groźby. Niestety, dochodzi też do przemocy fizycznej. Jesteśmy sfrustrowani?

Dyrektor urzędu pracy Irena Lisikiewicz rozgląda się za ochroną. To efekt sierpniowego zdarzenia z Kamiennej Góry. To nieprzyznany zasiłek był powodem agresji bezrobotnego, która zakończyła się śmiercią 10-latki. - Niestety, dość często zdarzają się przypadki sfrustrowanych petentów, którzy najczęściej kierują w naszą stronę mnóstwo obelg i gróźb - opowiada Lisikiewicz, dodaje, że pracownicy urzędu mają się na baczności. - Nie wiemy do czego dana osoba może się posunąć, dlatego zawsze staramy się obserwować siebie nawzajem i ludzi - mówi dyrektorka, wspominając dramatyczne sytuacje sprzed lat. - Mężczyzna przyszedł do nas z siekierą i wygrażał się, inny z kolei na oczach pracowników okaleczał swoje ciało. Chciał w ten sposób wymusić na nas podjęcie danej decyzji - mówi dyrektorka. Obaj wpadli w ręce policji. Okazali się być chorymi psychicznie. - Stosujemy takie podstawowe zasady, czyli nie zamykanie za sobą drzwi kiedy przyjmujemy petentów, nie dajemy się też ponieść emocjom - to podstawa - mówi dyrektorka. Ale czasami ten system może zawieść. Irena Lisikiewicz przyznaje, że po ostatnich tragicznych wydarzeniach w Kamiennej Górze poważnie zaczyna rozważać opcję założenia w urzędzie monitoringu lub ochrony. - Co prawda na dole budynku jest ochroniarz, ale on pracuje od godz. 15 - mówi kobieta, która przyznaje, że coraz częściej w PUP pojawiają się osoby sfrustrowane i agresywne. - Często zwracają się do nas z wymaganiami, które nawet nie leżą w naszych kompetencjach - mówi Lisikiewicz.

Groźni w MOPS-ie

Alicja Fiedończuk jest pracownikiem socjalnym od przeszło 30lat. -Kiedy zaczynałam pracę w ludziach nie było tyle agresji -mówi nam. -Dzisiaj agresja słowna jest na porządku dziennym. Gdy kolejny raz słyszy się wulgaryzmy lecące w twoją stronę, gdzie w człowieku narasta bunt, ale nie pozostaje nic innego jak powstrzymać się od reakcji. Pani Alicja sięga pamięcią do historii sprzed kilku lat. -Przy biurku mojej koleżanki stanął mężczyzna z młotkiem. Niezadowolony, że od ręki nie dostanie gotówki, uderzył z całej siły młotkiem w biurko. Na szczęście koleżanka zdążyła się uchylić - mówi. Wspomina też mężczyznę, których chciał dźgnąć pracownicę długopisem.- Mierzył w oko, na szczęście nie skończyło się na tragedii-opowiada pani Alicja, która pamięta też klienta przychodzącego do MOPS-u z garścią strzykawek.-Był narkomanem, chorował na Aids,nic z tymi strzykawkami nie robił tylko wyciągał i kładł je na biurku -mówi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie