U redaktora Roberta Mazurka na urodzinach, czyli co wolno dziennikarzowi

Roman Laudański
Roman Laudański
Dr hab. Magdalena Mateja: - Politycy odgrywają w Sejmie, podczas konferencji prasowych oraz w debatach telewizyjnych pewne role, nieprzypadkowo nazywamy ich aktorami politycznymi. Politykę uprawia się na scenie politycznej, a my wszyscy jesteśmy aktorami i zarazem widzami w teatrze życia.
Dr hab. Magdalena Mateja: - Politycy odgrywają w Sejmie, podczas konferencji prasowych oraz w debatach telewizyjnych pewne role, nieprzypadkowo nazywamy ich aktorami politycznymi. Politykę uprawia się na scenie politycznej, a my wszyscy jesteśmy aktorami i zarazem widzami w teatrze życia. Filip Kowalkowski
Rozmowa z dr hab. Magdaleną Mateją, medioznawczynią z UMK w Toruniu.

- Jakie relacje powinny panować między dziennikarzami a politykami?
- Dyktują je standardy etyczne i prawne. Nieprzypadkowo w warunkach demokracji liberalnej media nazywa się czwartą władzą. Dlatego na dziennikarzach i dysponentach mediów spoczywa ogromna odpowiedzialność - mają dostarczać produkt jakościowy w postaci rzetelnej informacji i publicystyki. W interesie nadawców i dziennikarzy powinno być zachowanie wszelkiej niezależności. Kontakty zawodowe – tak, kontakty towarzyskie – nie.

- Czyli wspólne piwo, wino, wódeczka na urodzinach dziennikarza Roberta Mazurka to już niekoniecznie?
- Nie wykluczam sytuacji, że z grona szkolnych przyjaciół wyrośnie premier i redaktor naczelny opiniotwórczego czasopisma. Byłoby dziwne, gdyby w dorosłym życiu unikali kontaktów towarzyskich. Jeżeli jednak budowanie relacji przenosi się z płaszczyzny zawodowej na pole relacji towarzyskich, to jest to proces ryzykowny. Niewielu z nas ma w sobie taką dyscyplinę intelektualną, emocjonalną i moralną, by oddzielić w kontaktach społecznych różne sfery życia, różne role i powinności. Dziennikarze i media masowe co do zasady mają dbać o dobro publiczne. Z prawa prasowego i kodeksów etyki zawodowej jasno wynika, że zadaniem dziennikarzy jest służba społeczeństwu i demokracji.

- Załóżmy sytuację, w której polityk namawia dziennikarza do przejścia na ty. Jeśli się zgodzimy, to między nami powstaje większa zażyłość, a jako dziennikarz chcę mieć dojścia do nieoficjalnych informacji “z pierwszej ręki”. Inna sprawa, że trudniej kogoś takiego później skrytykować, nawet jeśli popełni naganny czyn.
- W ramach naszej kultury używanie zwrotów: “pani, pan”, jak również nazw stanowisk, tytułów zawodowych i naukowych w komunikowaniu się świadczy o zachowaniu profesjonalizmu. Jest w tym pewna doza oficjalności, która przecież nie wyklucza bycia uprzejmym i koleżeńskim. Przejście na "ty" skraca dystans społeczny. W komunikacji prywatnej, rodzinnej czy towarzyskiej, unikamy tytułów, formalnych zwrotów, jesteśmy otwarci, szczerzy, mniej ostrożni. Nie tylko my zbliżamy się do informatora, ale równocześnie wystawiamy się na ewentualne manipulacje z jego strony. W samym przechodzeniu na "ty" nie widzę zagrożenia, nieznaczny stopień familiaryzacji ułatwia kontakty z informatorami. Jednak trzeba mieć świadomość, że w ślad za tym spoufaleniem się idą poważne konsekwencje. Pamiętajmy, język jest narzędziem działania społecznego. Dokonując zmiany w komunikacji, zmieniamy charakter relacji i poziom zaangażowania emocjonalnego. Dziennikarz i polityk stają się znajomymi, umawiają na kawę, spotykają na imprezie urodzinowej - te sytuacje są realne i wcale nie tak rzadkie. Mimo to pozostają niebezpieczne. Podczas spotkań towarzyskich atmosfera bywa rozluźniona, pojawiają się różne substancje, tracimy czujność i kontrolę. Łatwiej wtedy dzielimy się informacjami, również tymi wrażliwymi, niejawnymi itp.

Dr hab. Magdalena Mateja: - Politycy odgrywają w Sejmie, podczas konferencji prasowych oraz w debatach telewizyjnych pewne role, nieprzypadkowo nazywamy
Dr hab. Magdalena Mateja: - Politycy odgrywają w Sejmie, podczas konferencji prasowych oraz w debatach telewizyjnych pewne role, nieprzypadkowo nazywamy ich aktorami politycznymi. Politykę uprawia się na scenie politycznej, a my wszyscy jesteśmy aktorami i zarazem widzami w teatrze życia. Filip Kowalkowski

- Na urodzinach redaktora Roberta Mazurka spotkali się politycy przeciwnych partii politycznych. I tu refleksja: to w Sejmie się kłócą, a nad winem i wódeczką dobrze bawią?
- I klepią się po plecach. Winą Mazurka jest zorganizowanie spotkania, podczas którego politycy swobodnie wyszli ze swojej podstawowej roli - roli parlamentarzystów. Dziennikarz trochę nagrzeszył, zaprosił nietypowych gości na prywatną imprezę i dał się przyłapać w ich towarzystwie. Politycy odgrywają w Sejmie, podczas konferencji prasowych oraz w debatach telewizyjnych pewne role, nieprzypadkowo nazywamy ich aktorami politycznymi. Politykę uprawia się na scenie politycznej, a my wszyscy jesteśmy aktorami i zarazem widzami w teatrze życia. Nie mam złudzeń, że między politykami różnych opcji może się pojawić czysto ludzka sympatia. W 2007 podczas inauguracji roku akademickiego na jednej z uczelni, krótko przed wyborami do parlamentu, obserwowałam rozmowę polityków z dwóch różnych partii, wtedy pozostających w ostrym sporze. Podczas poinauguracyjnego bankietu rozmawiali ze sobą serdecznie, uśmiechali się, a nawet zapewnili, że prywatnie bardzo siebie lubią, lecz w parlamencie muszą reprezentować stanowisko oraz interes partii. Czyli oficjalnie się kłócą i patrzeć na siebie nie mogą, a poza kamerami idą na piwo i opowiadają sobie dowcipy. Nie oburza mnie to, nić osobistej sympatii i zrozumienia mogą przysłużyć się efektywniejszej pracy na rzecz własnego okręgu. Jednak czymś innym jest koleżeński układ między politykami różnych opcji, a czymś innym - relacje między politykami a dziennikarzami.

- Na koniec przypadek redaktora Krzysztofa Skórzyńskiego, który najpierw stanowczo zaprzeczał, że doradzał Michałowi Dworczykowi, a kiedy ze skrzynki ministra “wypłynęły” kolejne maile, to okazało się, że chyba jednak mijał się z prawdą.
- Od początku afery z wyciekiem maili ministra Dworczyka rząd broni się, choć niezbyt stanowczo, że te informacje mogą być nieautentyczne. Załóżmy jednak, że tego rodzaju działanie znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. Byłoby ono niezgodne z etyką dziennikarską, bo dziennikarz doradzający politykowi, zwłaszcza w sposób nieoficjalny, niejawny, działa tak naprawdę przeciwko obywatelom i demokracji. To jest po prostu konflikt interesów.

Pewnych rzeczy dziennikarzowi robić nie wolno, np. nie wolno łączyć działalności dziennikarskiej z pijarem. Nie wolno też dziennikarzowi angażować się w bezpośrednią działalność polityczną i partyjną. Ktoś, kto narusza te zasady, zyskuje nieusuwalne piętno na dziennikarskim życiorysie.

Uczymy studentów dziennikarstwa, że pijar, doradztwo polityczne i dziennikarstwo są odrębnymi działalnościami w ramach komunikowania społecznego. Ponadto, jeśli ktoś po zaprzestaniu kariery dziennikarskiej zajmie się pijarem, to zwykle nie ma dla niego powrotu do mediów. Tylko nielicznym dziennikarzom udała się ta sztuka. 

TSUE na wojnie z Polską

Wideo

Materiał oryginalny: U redaktora Roberta Mazurka na urodzinach, czyli co wolno dziennikarzowi - Gazeta Pomorska

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Karolina
25 września, 8:14, Gość:

Tania i żałosna ustawka tuska z sms-em od teściowej

No cóż , Tusk uważa swój elektorat za mało inteligentny i z pewnością tak jest .

G
Gość
Tania i żałosna ustawka tuska z sms-em od teściowej
y
youtu.be/xG4dIl8x2V8
Święte Słowa.
Dodaj ogłoszenie