Tysiące dobrych ludzi i siła internetu zamiast nowoczesnego państwa

Agata Grzelińska
Agata Grzelińska
Agata Grzelińska Tomasz Hołod
Udostępnij:
Tematyka zdrowia i sytemu opieki zdrowotnej jest tyleż fascynująca, co frustrująca. Z jednej strony fascynujące jest to, co się może wydarzyć w ludzkim organizmie, z jak wieloma zagrożeniami nasze ciało i umysł potrafią sobie poradzić. Jeszcze bardziej frapujący jest postęp medycyny i sukcesy, które dziś są w zasięgu lekarzy, a jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu wydawały się pomysłami rodem z literatury science fiction. Ale z drugiej strony codzienność dla wielu chorych wcale nie rysuje się różowo, zwłaszcza gdy dotyka ich choroba, która wymaga drogiego leczenia.

Czytelnicy „Gazety Wrocławskiej” znają historię 20-letniego legniczanina, który jako jedyny Polak cierpi na bardzo rzadką chorobę o nazwie nocna napadowa hemoglobinuria, i któremu może pomóc bardzo drogi, skuteczny lek. Tyle że lek w Polsce nierefundowany. Decyzję o refundacji mógłby podjąć minister zdrowia, ale ten na razie odmawia, tłumacząc, że obecne przepisy mu na to nie pozwalają. Przepisy należy więc zmienić, co ma nastąpić. Pytanie tylko, czy Konrad tej zmiany prawa doczeka? Na razie dostaje lek dzięki tysiącom dobrych ludzi z całej Polski, którzy wpłacają datki na jego leczenie na konto fundacji Siępomaga.pl.

Dobrzy ludzie dają też szansę na życie i widzenie wielu polskim dzieciom, zaatakowanym przez siatkówczaka, czyli złośliwego raka oka. Choroba, która ostatnio wykrywana jest u wielu malców, od lat jest skutecznie leczona w USA. W Polsce teoretycznie też terapia tego typu jest dostępna. Z relacji rodziców chorych dzieci wynika jednak, że leczenie, które oferuje Centrum Zdrowia Dziecka, jest skuteczne, o ile siatkówczak nie jest mocno zaawansowany. Gdy rozpanoszy się za bardzo, polscy lekarze mówią rodzicom, że uratują życie dziecka, ale wzrok już niekoniecznie. Rodzice poruszają więc niebo i ziemię, a dokładniej serca tysięcy ludzi i zbierają milionowe kwoty na leczenie w Stanach Zjednoczonych. Tam to co tutaj niemożliwe, jest realne i dostępne. Tyle że drogie. Tylko w tym roku na łamach „Gazety Wrocławskiej” pisaliśmy o zbiórkach na leczenie trojga dzieci: Bianki, Olka i ostatnio Agatki.

Zastanawia mnie jedno. Skoro tak wiele dzieci choruje na ten rodzaj raka, to dlaczego państwo polskie nie może zainwestować w jego leczenie? Dlaczego nie może wysłać kilku polskich okulistów na szkolenie do USA? I dlaczego nie można w Polsce stworzyć ośrodka, który mógłby skutecznie leczyć małych polskich obywateli? Dlaczego co chwilę musi ruszać w internecie i w innych mediach kolejna społeczna zbiórka. Dlaczego rodzice, którzy już i tak umierają ze strachu o życie swojego dziecka, muszą też dodatkowo umierać ze strachu o to, czy zdążą na czas zebrać milion złotych czy dwa na leczenie? Wiem, wiem, może to demagogiczne, ale skoro stać nas jako państwo na wydawanie miliardów na sprzęt wojskowy - nie twierdzę, że niepotrzebny, zdaję sobie sprawę, w jakiej części Europy żyjemy, - stać nas też pewnie na to, by stworzyć ośrodek z prawdziwego zdarzenia, gdzie skutecznie leczyłoby się siatkówczaka. Oczywiście, łatwiej jest liczyć, że ludzie sami sobie nawzajem pomogą. Bo przecież pomogą, a w dobie internetu zrobią to bardzo szybko. Tyle że może nie należy im mydlić oczu tekstami, że żyją w nowoczesnym państwie. Bo ta nowoczesność jest mocno wybiórcza.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie