reklama

Trzaskowski czy Tusk. Co jeszcze spędza sen z powiek Grzegorzowi Schetynie?

Piotr ZarembaZaktualizowano 
Grzegorz Schetyna może odetchnąć z ulgą. Przynajmniej na jakiś czas. A zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego zdecydowanie podniosło morale w całej partii
Grzegorz Schetyna może odetchnąć z ulgą. Przynajmniej na jakiś czas. A zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego zdecydowanie podniosło morale w całej partii Aneta Zurek / Polska Press
Jeszcze niedawno wróżono Grzegorzowi Schetynie klęskę i zagładę jego formacji. Ale te wybory wzmocniły opozycję, choć trudno mówić o wielkim sukcesie.

Liderom Koalicji Obywatelskiej zafundowano pełną amplitudę nastrojów. W niedzielę wieczorem ton bez mała triumfalny. Wprawdzie drugie miejsce po rządzącym PiS, ale przekonanie, wyrażane choćby przez Ewę Kopacz w Polsacie: „razem z PSL weźmiemy prawie wszystkie sejmiki, bo oni nie mają zdolności koalicyjnej”. Do tego upajanie się warszawskim zwycięstwem. Po części i na życzenie PiS, który uwierzył, że odbije ten matecznik lemingów, bo przecież afera reprywatyzacyjna…

We wtorek miny liderów KO były już kwaśniejsze. Wynik prawicy lekko się podniósł, rezultaty ludowców mocno spadły. Jak mantra powtarzał się wobec tego tekst: „Powstrzymaliśmy PiS. I nie dopuściliśmy go do miast”. Szok z powodu utraty władzy może w 6, a może - jeśli PiS powiodą się negocjacje - nawet w 9 sejmikach, trudno ukryć. To strata kontroli nad masą instytucji i potężnymi strumieniami pieniędzy, dziesiątki tysięcy posad dla krewnych i znajomych drugiej strony. Rządząca prawica się wzmacnia, opozycja słabnie.

Kto tak naprawdę wygrał?

Politycy uniknęli histerii i na osłodę dostali nawet poprawę wyników Rafała Trzaskowskiego w Warszawie. Nieopanowane emocje pojawiły się na ich „intelektualnym” zapleczu. Cudzysłów jest tu nieprzypadkowy. Prawny komentator „Wyborczej” i Onetu prof. Wojciech Sadurski jeszcze w cieniu początkowego poczucia triumfu snuł wizję Polski na dwie części: oświeconą i religiancko-ksenofobiczną - przy czym do tej drugiej musiał wtłoczyć nawet Dolny Śląsk czy Mazowsze (trudno je nazwać Polską wschodnią).

Trudno mówić dziś o całościowej wizji Platformy, poza obroną niektórych instytucji i zwyczajów III RP

Ale dopiero erozja początkowego wrażenia zwycięstwa bez zwycięstwa zaowocowała wybuchem. „Gazeta Wyborcza” wydrukowała na swojej drugiej stronie tekst przedstawiany jako fragment listu do czytelnika. Stylem podobnym do Adama Michnika, naszpikowanym inwektywami, uznawał wykształconych wyborców z dużych miast za lepszych od rolników, emerytów czy ludzi „po podstawówce”. „Rządźcie sobie spokojnie z proboszczami w Tłuszczu i Małkini, w Szczuczynie i Jaśle. (…) Ale prosimy po dobroci: odczepcie się od miast!” - to zabrzmiało kapitulancko, jak zapowiedź okopania się w wielkich metropoliach. Jako program polityczny to oczywisty absurd. Nie twierdzę, że liderzy KO tak myślą. To jednak pokazuje, jak ich naturalna baza społeczna nie przestanie im przeszkadzać.

Rezultat tych wyborów opisuję jako remis, jednak z mocnym wskazaniem na PiS, skoro będzie rządzić wieloma województwami. Poprawił on znacząco swój wynik samorządowy sprzed czterech lat. Zarazem nie da się zaniechać odwołań do wyborów parlamentarnych z 2015 roku, bo wtedy prawica po raz pierwszy wygrała, i teraz albo swój stan posiadania poszerza, albo zawęża. Zgoda, to inne wybory: z silniejszymi mimo wszystko ludowcami, z komitetami, których w polityce krajowej do tej pory nie było. Ale z logiką, gdy brać pod uwagę głosowania na listy do sejmików, nieco podobną.

Z tego punktu widzenia przy większej frekwencji, PiS ma mniej i w procentach (niespełna 34 procent wobec ponad 37) i co ważniejsze w liczbach (5 mln 267 tys. głosów wobec 5 mln 711 tys.). Wciąż nie zniknęła groźba przyszłej parlamentarnej koalicji „wszystkich przeciw prawicy”. Przypomnę, że w roku 2015 większość bezwzględną partia Kaczyńskiego wzięła tylko z powodu niezmieszczenia się nad kreską SLD. Ta formacja także nie zniknęła, ma ponad 5 procent.

Dlatego zamiast wsłuchiwać się w głosy komentatorów, którzy pod wpływem pierwszych wyników równie emocjonalnie jak autor z „Wyborczej” radzili PiS, aby zaczął ignorować wielkie ośrodki miejskie, a skupił się na dopieszczaniu wsi i małych miasteczek, centrala tej partii powinna się zastanowić, jakie błędy popełniła. I to nie tylko w samej kampanii, ale i w polityce ostatnich miesięcy.

Zarazem liderzy Koalicji Obywatelskiej nie mają wielkich powodów do entuzjazmu. Dostali prawie 27 procent. PO i Nowoczesna w wyborach 2015 roku miały wspólnie 31,7 procent. Jeszcze lepiej widać to po liczbie głosów: wtedy to było ponad 5,2 miliona, teraz 4,16 miliona.

Sama PO miała w 2015 nieco mniej niż KO teraz - 3,66 miliona, pytanie jednak, gdzie się podziała znaczna część głosów Nowoczesnej (która startowała jako głos liberałów krytycznych wobec jałowego ośmiolecia rządów partii Tuska). A jakie przyrosty po lewej stronie przyniosła ze sobą Barbara Nowacka? Możliwe, że jakaś rezerwa głosów dla formacji Grzegorza Schetyny kryje się w głosach PSL-owskich. Ludowcy w wyborach parlamentarnych dostaną przecież, jak zawsze, jeszcze mniej. Oczywiście obie strony - rządzący i główny blok opozycji - nie mogą równocześnie przegrać za rok. Ale obie strony dostały poważny sygnał ostrzegawczy.

Schetyna częściowo wygrany

Niedawno wróżono Schetynie zagładę jego formacji. Niewątpliwie mało charyzmatyczny, często niezręczny, miotający się między przestrachem w oczach i toporną wojowniczością, swoim uporem w trwaniu tę perspektywę oddalił. Nikt mu pakietu kontrolnego po tej stronie na razie nie odbierze, nawet jeśli jest on wciąż tak bardzo niekompletny. I tak mało oparty na programie. Trudno mówić dziś o całościowej wizji PO, poza obroną niektórych instytucji i zwyczajów III RP (możliwie najszersza samorządność, korporacyjne sądy). Czy jest to formacja liberalna czy przebijająca społecznymi roszczeniami PiS?

Jej siła opiera się na co dzień przede wszystkim na punktowaniu skądinąd wciąż powtarzających się przejawów arogancji czy słabości obozu rządowego. W tym celu politycy tej formacji zdolni są przywdziać dowolne przebrania. Już po wyborach zobaczyliśmy Ewę Kopacz i Bartosza Arłukowicza w roli niemal związkowców walczących z umowami śmieciowymi w LOT. Choć przecież to czasy ich rządów uczyniły z Polski królestwo śmieciówek. Tak też prowadzono całą kampanię, sprowadzając ją często do szamotaniny o mniej lub bardziej przypadkowe tematy związane z bieżącą polityką.

Możliwe, że kluczem do zrozumienia żywotności tej opozycji jest poczucie obrony własnych aspiracji do bycia klasą średnią wśród części wyborców. To dlatego mieszkańcy Warszawy zignorowali tak masowo oskarżenia pod adresem mafii reprywatyzacyjnej w ratuszu, a miasta pozostały generalnie pod kontrolą ludzi wysuniętych lub popartych przez KO. To jednak chyba wciąż zbyt mało, żeby sięgnąć po pierwsze miejsce w kraju. Jeśli PiS odbierze jeszcze kilka procent ludowcom, nie tracąc przy tym poparcia znaczących, choć mniejszościowych grup ludności miejskiej, platformersi pozostaną przez kolejne cztery lata na ławach opozycji.

Politycy PO uniknęli histerii i na osłodę dostali nawet poprawę wyników RafałaTrzaskowskiego w Warszawie

W tych wyborach głównym sojusznikiem opozycji pozostawał sam PiS. To wywołanie w ostatnich dniach tematu polexitu - przez stanowisko TSUE, ale i wniosek Zbigniewa Ziobry do Trybunału Konstytucyjnego - zmobilizowało zapewne dodatkowo elektorat miejski przeciw obecnej władzy. Podobny efekt mógł wywołać na samej końcówce niezręczny spot „antyuchodźczy”. W tej sytuacji ludziom Platformy nie pozostawało wiele, poza nieustającym grzaniem tematu. A jest on zdradliwy dla PiS nie tylko na terenie wielkich miast. Polacy są w znakomitej większości prounijni.

Czy widać było jakąś wartość dodaną po stronie samej opozycji? Na pewno była nią reputacja dobrych gospodarzy, tam gdzie KO stawiała na tych, co już rządzili. To dlatego skazana przez sąd Hanna Zdanowska dostała tak dużo w Łodzi, a posiadacz wielu kont i mieszkań Paweł Adamowicz, wywodzący się z PO, przebił namaszczonego oficjalnie przez partię Jarosława Wałęsę. Ten efekt działał jednak przede wszystkim w dużych miastach, wojewódzkie ekipy PO i PSL pozostawały dla prowincjonalnych wyborców abstrakcją.

Pewną rolę odgrywały też technikalia kampanii. Rafał Trzaskowski był długo krytykowany (po cichu nawet przez kolegów) jako leniwy i mało charyzmatyczny, ale poza tym, że lepiej pasował do miejskiego wyborcy jako typ, miał na zapleczu speców od precyzyjnie adresowanej bitwy w mediach społecznościowych, na przykład za pośrednictwem Facebooka. Na tym tle internetowa kampania PiS okazała się mocno nieporadna. Dziś ten temat dotyczy przede wszystkim wyborców z metropolii. W przyszłości możliwe, że nie tylko. Nawet rolnicy siedzą na Facebooku.

To wszystko nie wystarczy jednak do sięgnięcia po rząd dusz w Polsce. Schetyna może się jedynie wykazać likwidacją rozmaitych kłopotów. Nawet jeśli przyrosty związane z wchłonięciem Nowoczesnej nie są wielkie, znika wrażenie rywalizacji po opozycyjnej stronie. Uspokoiła się też sytuacja w samej PO. Mało kto pamięta, że na początku tej kadencji była ona personalnie skłócona tak chronicznie, że przewidywano odejście z partii Kopacz i jej sojuszników. Pośród nich był także Rafał Trzaskowski, dziś nagle jeden z głównych rozgrywających po tej stronie. Teraz Kopacz wybiera się do europarlamentu, a Trzaskowski z woli Schetyny zawędrował na szczyt.

Trzaskowski czy Tusk?

Kiedy Bogdan Rymanowski spytał w wyborczy wieczór na antenie Polsatu, czy Trzaskowski to potencjalny kandydat opozycji na prezydenta za dwa lata, Schetyna stropił się. Ten scenariusz, choć kopiowany po PiS w roku 2005, jest dość egzotyczny. Polityk byłby w 2020 roku prezydentem Warszawy krócej niż Lech Kaczyński, no i nie jest bratem bliźniakiem lidera. - Za wcześnie na takie proroctwa. Przecież nie pokazał nawet, jak będzie rządził stolicą - studzi emocje doradca Platformy.

Zarazem byłby to może pomysł świeższy niż stawianie na niepewnego, wahającego się Donalda Tuska. Dla którego, jak słychać, start jest możliwy tylko pod warunkiem stuprocentowej gwarancji wygranej. A tego z dzisiejszej perspektywy nikt mu nie może zapewnić.

- Może gdyby wcześniej PiS widowiskowo przegrał wybory, Donald by zaryzykował, w innym przypadku - raczej nie - przewiduje ważny polityk PO. Dziś częściej mówi się o Tusku jako o człowieku marzącym o nowej, ciepłej posadce europejskiej. Choćby przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, gdzie dominuje niemiecka CDU.

Możliwe, że jakaś rezerwa głosów dla formacji Grzegorza Schetyny kryje się w głosach PSL-owskich

Dla Schetyny scenariusz „Trzaskowski na prezydenta RP” byłby może bezpieczniejszy. Z jednej strony eliminowałby z gry Tuska, z którym relacje obecnego lidera PO nie są i chyba już nie będą dobre. Z drugiej, odsunąłby nowo upieczonego prezydenta stolicy od innej myśli: aby sięgnąć po przywództwo nad samą partią. Ale gdy na Wirtualnej Polsce pojawiła się informacja, że Tusk gotów jest startować na prezydenta, o ile będzie mógł później zrobić Władysława Kosiniaka-Kamysza premierem, jej główny bohater sprostował tę plotkę, także prywatnie. Rozsiewali ją podobno politycy związani z Michałem Kamińskim, chcący upokorzyć Schetynę.

Na razie PO staje się bardziej zintegrowana. Mówi się, że poza Pawłem Rabiejem z Nowoczesnej wiceprezydentem Warszawy może zostać Ewa Grupińska-Malinowska, przez męża Rafała Grupińskiego mocno związana ze Schetyną. Może to dodatkowa gwarancja, że frakcje więcej nie będą się kłócić? Po ostatecznym pozbyciu się lansowanych przez moment przez lidera partii konserwatystów (symboliczna rezygnacja z kandydatury Kazimierza Ujazdowskiego we Wrocławiu) nic już partyjnych skrzydeł programowo nie dzieli. Ale droga do władzy pozostaje daleka i stroma, nawet jeśli warszawiacy wybaczyli tej formacji quasi-przestępczy układ w ich mieście.

„Porażka tych, którzy nie rozumieją, że w wyborach trzeba szukać tego, co wspólne”. G. Schetyna komentuje wynik komitetu Rafała Dutkiewicza

Wideo

Materiał oryginalny: Trzaskowski czy Tusk. Co jeszcze spędza sen z powiek Grzegorzowi Schetynie? - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

&

Opozycja PO nie jest wiarygodna. Polacy pamiegtaja mafijne zachowanie sie PO, podniesienie lat do emerytury podniesienie VAT, dzialania przeciw ludnosci polskiej. Teraz PIS stal sie niebezpieczenstwem dla Polski dazac do wojen i sciaganie okupanta

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3