Trybunał w Strasburgu chce wyjaśnień w sprawie rozbiórki cygańskiego koczowiska we Wrocławiu

Malwina Gadawa
Malwina Gadawa
Koczowisko przy ul. Paprotnej wyburzono w lipcu 2015 roku
Koczowisko przy ul. Paprotnej wyburzono w lipcu 2015 roku Paweł Relikowski
Udostępnij:
Europejski Trybunał Praw Człowieka domaga się od polskiego rządu wyjaśnień w sprawie wyburzenia koczowiska Romów przy ul. Paprotnej we Wrocławiu, niedaleko centrum handlowego Marino. Prowizoryczne chaty miasto zrównało z ziemią w 2015 roku. Urzędnicy tłumaczyli, że to skutek nakazu inspekcji budowlanej, bo zabudowania Romów zagrażały bezpieczeństwu innych mieszkańców okolicy. Romowie poskarżyli się na Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Ten zażądał właśnie od Polski wyjaśnień w tej sprawie. Z wyburzenia koczowiska ma się tłumaczyć polski rząd.

Skargę na Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka złożyło 16 Romów. Twierdzą, że Wrocław zniszczył ich domy, a oni zostali bez dachu nad głową. W ich obronie stanęła Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

- Skarżący Romowie nie wiedzieli o planowanym wyburzeniu ich domów. Rano 22 lipca 2015 roku opuścili swoje domy i wtedy koczowisko zostało wyburzone. W związku z tym utracili miejsce zamieszkania oraz należące do nich rzeczy. Niektóre przedmioty (np. agregaty i piece) zostały przywłaszczone, a pozostałe mienie, w tym dokumenty i leki wywiezione na pobliskie wysypisko śmieci wraz z gruzem. W wyniku rozbiórki Romowie stali się bezdomni. Po pewnym czasie rodziny wybudowały nowe domostwa na koczowisku przy ul. Kamieńskiego - informuje Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Fundacja twierdzi także, że miasto nie zapewniło Romom wsparcia w znalezieniu mieszkania, ani pomocy psychologicznej.

Wrocławscy urzędnicy od początku tłumaczyli, że wyburzenie koczowiska to skutek nakazu Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Jak przekonywali, zabudowania Romów zagrażały bezpieczeństwu innych mieszkańców okolicy. W magistracie nie zgadzają się także ze stwierdzeniami, że Romowie nic o wyburzeniu koczowiska nie wiedzieli oraz że nie zaproponowano im żadnej pomocy.

Tuż po wyburzeniu koczowiska na miejscu byli pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, którzy poinformowali Romów o tym, że miasto zapewniło im nocleg w ośrodku przy ul. Reymonta oraz pomoc i wyżywienie. Romowie jednak nie chcieli skorzystać z tej oferty. Urzędnicy przekonywali też, że Romowie wiedzieli, że koczowisko musi zostać wyburzone, a na miejscu nie było żadnych przedmiotów, które należało zabezpieczyć.

Prezydent Rafał Dutkiewicz zadeklarował wówczas, że jeżeli w ocenie Romów, na terenie Paprotnej znajdowały się jakiekolwiek przedmioty, które powinny zostać zabezpieczone, miasto zrekompensuje poniesione straty.

VIDEO //get.x-link.pl/15443042-0b42-d3bc-b036-cf66517be6f2,5206e925-795c-8f14-cd85-1d6c4a276ecf,embed.html

Trybunał w Strasburgu będzie badał sprawę z punktu widzenia naruszenia art. 3 Konwencji
("Nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu") oraz art. 8 ("Każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji. Niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z tego prawa, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób").

Wyjaśnień w sprawie rozbiórki koczowiska Trybunał zażądał już od polskiego rządu. Ten ma czas na odpowiedź do 8 stycznia.
- Przekazaliśmy juz ministerstwu spraw zagranicznych wszystkie dokumenty w tej sprawie - tłumaczy Barbara Zielińska-Mordarska, dyrektor wydziału komunikacji społecznej we wrocławskim magistracie.

Wideo

Dodaj ogłoszenie