Trwa walka o los dzieci z fundacji "Mały i Duży"

Damian Bednarz
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Pixabay
Nie ma przełomu w sprawie Fundacji „Mały i Duży” w Kłodzku. Dotarliśmy do opinii psychologów, które mówią o wielu nieprawidłowościach w opiece nad dziećmi. Dramat dzieci trwa.

Podopieczni Fundacji „Mały i Duży” w dalszym ciągu zabierani są z placówki opiekuńczej. W poniedziałek podczas spaceru przedszkolaków, na oczach dzieci zabrano kolejną czwórkę z nich. To efekt decyzji Sądu Rejonowego w Kłodzku, który wydał nakaz przeniesienia odnośnie dzieci przebywających w placówce i zarządził ich umieszczenie w innych placówkach opiekuńczo- wychowawczych oraz rodzinach zastępczych na terenie powiatu kłodzkiego.

- Mój syn przyszedł do domu zupełnie rozbity psychicznie. On ma dopiero pięć lat i nie rozumie tego, co się dzieje. W nocy nie mógł zasnąć z powodu obrazów, jakich się naoglądał - powiedział nam jeden z rodziców dziecka, które jest rówieśnikiem przedszkolaków.

Impas trwa
- W przypadku funkcjonowania placówek opiekuńczo-wychowawczych nie ma miejsca na wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa i komfortu dzieci. Natomiast wokół fundacji „Mały i Duży” narosło bardzo dużo poważnych znaków zapytania dotyczących funkcjonowania prowadzonej przez fundację placówki - mówi Maciej Awiżeń.

Przypomnijmy, że na początku stycznia starostwo powiatowe rozwiązało umowę z Fundacją „Mały i Duży”, jako powody podając niemożliwość skontrolowania placówki, która otrzymywała od nich pieniądze na działalność.

- Nie było żadnych kontroli. Była jedna kontrola w sierpniu, gdzie nawet pan starosta nie potrafił napisać stosownych upoważnień. Pan starosta manipuluje tu informacją - twierdzi Małgorzata Majowicz z fundacji.

Starosta zarzuty odpiera twierdząc, że do kontroli nie dochodziło, ponieważ urzędnicy nie byli wpuszczani na teren placówki.

Stonoga nie pomógł
Do pomocy dzieciom z placówki zaangażował się kontrowersyjny videobloger Zbigniew Stonoga z Warszawy, który posłużył za mediatora dla obydwu stron i spotkał się państwem Majowiczami i starostą kłodzkim Maciejem Awiżeniem. Podczas spotkania ze Stonogą starosta zaznaczył, że gdyby miał informację od psychologów i urzędników, którzy sprawdzają finanse, że nie dzieje się tam nic złego, to przywróciłby umowę z fundacją. Zaznaczył także, że zwróci się do Zespołu Kuratorskiej Służby Sądowej z prośbą o umożliwienie kontroli niezależnych psychologów spoza naszego powiatu. Pozytywne wyniki miałyby pomóc w przełamaniu impasu. Tu znów informacje obu stron są rozbieżne.

- Starosta Awiżeń w poniedziałek ze wszystkiego się wycofał. Rozmawiałam z nim telefonicznie. Winą obarcza kuratorów sądowych. Twierdzi, że nie wyrazili takiej zgody, w rezultacie to on się wycofał, ponieważ na kontrolę finansową, która jest niezależna od kuratorów, także nie przyszedł - twierdzi Małgorzata Majowicz.

Starosta wyjaśnia jednak, że niezależni psycholodzy rozmawiali z dziećmi, ale z tymi, które już zostały z placówki odebrane. Odpowiada, że odstąpił od kontroli finansowej, ponieważ według opinii, którą wydali, dzieci nie powinny przebywać w tej placówce. Możemy w niej wyczytać, że „wychowankowie są ofiarami przemocy fizycznej i psychicznej (izolacja od otoczenia, zaburzanie poczucia bezpieczeństwa wychowanków poprzez przekazywanie błędnych informacji, budowanie poczucia zagrożenia wobec świata zewnętrznego - spoza Domu Mały i Duży)”. Wrześniowa kontrola przeprowadzona na podstawie zarządzenia Wojewody Dolnośląskiego, również nie jest przychylna placówce: „Szóstka wychowanków stwierdziła, że za karę musiała stać na baczność pod zegarem od kilku minut i kilku godzin, zdarzyło się im również stać w pozycji półprzysiadu z rękami wyciągniętymi ku górze”.

To na pewno nie koniec sprawy
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie od jednej z byłych wychowanek domu dziecka, dochodziło tam do prób manipulowania dziećmi. Zdarzyła się także próba samobójcza.

- Dzieci trafiające pod nasze skrzydła niejednokrotnie są w fatalnej kondycji psychicznej. Mieliśmy problemy z trójką dziewcząt, które się cięły, a jedna z nich próbowała skakać z mostu. W ciągu półtora roku wszystkie te czynności ustały - mówi Małgorzata Majowicz.

Na razie więc sytuacja się nie zmienia. Kuratorzy są nadal zobligowani do wykonania wyroku sądu. Starostwo również nie planuje odnawiać umowy z fundacją. Składać broni nie zamierza także rodzina Majowiczów. Do sprawy na pewno będziemy wracać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie