Terlikowska w pałacu

Krzysztof Kucharski
Już słyszę głosy: kto tę artystkę wpuścił do pałacu?! Otóż muszę owych zawistników od razu upokorzyć. Niech oni pokażą swój herb pałacu godny! A Terlikowscy byli jednym z 600 rodów szlacheckich w historii Polski posługujących się herbem, na którego tarczy były trzy kopie albo raczej trzy włócznie. Pierwszy sygnował dokumenty i listy takim znakiem Tomysław z Mokrska. A walczył ten dzielny rycerz pod chorągwiami króla Władysława Łokietka w bitwie pod Płowcami. Nic nie zmyślam, wystarczy trochę pogrzebać w starych herbarzach.

Jak wystawa "Lalki" trafiła do komnat Pałacu Królewskiego, nie wiem, bo nie byłem na tłumnym wernisażu wrocławskiej artystki - Elżbiety Terlikowskiej - już nie tylko przez przyjaciół nazywanej "Lalką". Wystarczy jednak stanąć na rogu Rynku, by się dowiedzieć, iż artystka przez dwie godziny, dwadzieścia dwie minuty składała autografy na pierwszej stronie katalogu towarzyszącego wystawie "Cicha obecność". W kolejce stali solidarnie prof. Józef Hałas i prof. Janusz Degler z innymi sympatykami Eli. Pod egidą pierwszego "Lalka" obroniła dyplom w pracowni malarstwa, drugi jest historykiem teatru i teatrologiem. Artystka od 20 lat większość swojej duszy oddaje teatrowi. Obu profesorom należał się wpis bez kolejki.

Cicha obecność" to kolejna indywidualna wystawa "Lalki"... No, właśnie, chciałem napisać, która z kolei, ale nikt tego nie wie. Nawet ona sama. Może znajdzie się "benedyktyn", który zrobi inwentaryzację wszystkich działań artystycznych Terli-kowskiej. Oglądałem większość prac "Lalki", od jej pierwszej wystawy "Il Paradiso" począwszy. Mogę więc napisać, że "Lalka" dość szybko znalazła swoją własną, nieulegającą żadnym modom i trendom ścieżkę. Myślę, że wszystkim wytrawnym tropicielom jej twórczości, wystarczy setna sekundy, by na sto procent stwierdzić, iż dzieło wyszło spod jej pracowicie i misternie operujących różnymi narzędziami dłoni. Na każdej kolejnej wystawie pojawiają się prace odwołujące się różnymi znakami i cytatami do poprzednich ekspozycji.

W "Cichej obecności" - najsmutniejszej ze wszystkich wystaw, które widziałem - przywołuje między innymi fantomy wyciętych z rodzinnego albumu fotografii. Dużo w nich nostalgii w dominujących czarno-białych tonacjach. Pełno też w tych ujawnionych zakamarkach duszy artystki symboli i właściwie z każdego z tych portretów można wywlec jakąś mroczną opowieść. W nastrój skupienia wprowadzają nas multiplikacje upozowane na Matkę Boską. Owe madonny mają odwołania do wielu znanych z ikonografii, m.in. także do Matki Boskiej Ostrobramskiej, ale też do prawosławnych ikon. Sporo jest nitek prowadzących w nie tak daleką przeszłość, choćby do przedostatniej wystawy "Wczorajszy wieczór" czy wcześniejszych: "Nu Shu", "Decorum", "Ganga" czy "Infantki", której na nowo spreparowany konterfekt zdobi czarną okładkę katalogu.

Ale niech każdy odkryje sobie w pałacu swoją "Lalkę".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie