Tamto lądowanie było igraniem ze śmiercią

Łukasz Słapek
Jeżeli informacje, że kontrolerzy ruchu lotniczego chcieli skierować prezydenckiego tupolewa na zapasowe lotnisko, zostaną potwierdzone oficjalnie, to - paradoksalnie - mogą one obciążać polską stronę. Chyba że przedtem definitywnie wykluczy się wątek ewentualnych nacisków na pilotów podczas lotu do Smoleńska.

Należy się jednak upewnić, czy wymagano, aby wylądowali za wszelką cenę, pomimo fatalnych warunków atmosferycznych panujących na lotnisku. Warto by zweryfikować pogłoski o tym, jakoby uroczystości katyńskie miały być wielkim początkiem kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego i wiele innych.

Nie ma wątpliwości, że kontrolerzy w Smoleńsku najwyraźniej mieli świadomość tego, że lądowanie w tak gęstej mgle to zwyczajnie igranie ze śmiercią. Wiedzieli też, jakie konsekwencje polityczne niosłaby za sobą odmowa udzielenia pozwolenia na lądowanie i skierowanie samolotu na lotnisko zapasowe na przykład w Mińsku. Przypomnijmy atmosferę tamtych dni. Niezależnie od wszystkiego odezwałyby się zapewne głosy, że brak zgody na lądowanie jest decyzją polityczną, a piloci to tchórze, co pokazały wydarzenia z przeszłości, kiedy to poseł Przemysław Gosiewski (zginął w Smoleńsku) o tchórzostwo oskarżył pilotów, którzy nie chcieli lądować w Tblisi.

Kontrolerzy wiedzieli, jakie konsekwencje polityczne miałaby odmowa zgody na lądowanie. Ale te konsekwencje nie powinny ich interesować

W czasie jednej z moich prywatnych rozmów z osobą związaną z 36. specpułkiem transportowym dowiedziałem się, że ów przypadek nie był wcale odosobniony. - Piloci byli notorycznie zastraszani - usłyszałem od wysokiego rangą wojskowego, który bronił gen. Andrzeja Błasika, szefa sił powietrznych (leciał z delegacją 10 kwietnia do Smoleńska). - Błasik był zawodowcem. Tak samo Protasiuk [kapitan lotu do Smoleńska]. Jeśli się na to zdecydował, to znaczy, że coś się musiało wydarzyć - powiedział mi rozmówca.
Nic więc dziwnego, że kontrolerzy ze Smoleńska zaczęli wydzwaniać do wszystkich świętych, skoro na stojącym w gigantycznej mgle lotnisku miał lądować samolot z głową państwa na pokładzie.

Pytając jednak o ich błąd, można powiedzieć, że takowy popełnili: weszli w zakres nie swoich kompetencji. Ich bowiem właśnie owe konsekwencje polityczne w ogóle obchodzić nie powinny.

W mojej opinii trudno również doszukiwać się błędów w tym, czy samolot kierowano wedle procedur wojskowych, czy cywilnych. Mój przyjaciel, pilot z nalotem 20 tys. godzin zawsze powtarza: - Jednym z zadań pilota jest nie dać się kupić kontrolerowi. Tam też jest człowiek, który może popełniać błędy, a ostatnia decyzja zawsze należy do kapitana statku powietrznego. To on jest w górze i wie lepiej. Dlatego niezbędne jest ustalenie całego łańcuszka prowadzącego do katastrofy.

Wideo

Materiał oryginalny: Tamto lądowanie było igraniem ze śmiercią - Polska Times

Komentarze 29

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
anna_zuzanna
Anna.... hahhhaaahhhaaa... chyba dostałas orgazmu w trakcie pisania, ale... to był twój pierwszy, wie rozumiem.... hahhhhhaaaaa
i
iwa
Samolot cywilny , lotnisko zapuszczone, tylko dla prawdziwych pilotow, na pokładzie zadufany w swe mozliwosci Dowodca Sil Powietrznych i Prezydent, wladca Mgły. Mlodzi piloci po szkółce na odrzutowcach.
a
antymoher
nie trzeba bylo fikac do ruskich!
a
anna
ZELAZNA LOGIKA FAKTOW...
Po zapoznaniu sie z wydrukiem rozmow w kabinie, nasuwa sie jeden wniosek, MORALNIE WINNI SA BRACIA KACZYNSCY
A oto przeslanki;
Premier Rosji Putin zaprosil do Katynia premiera Polski Tuska, prezydent Polski zostal zaproszony przez prezydenta Rosji do Moskwy na defilade 9 maja. Ale Lech Kaczynski postanowil hucznie rozpoczac akcje wyborcza wlasnie w Katyniu, o ktorym wypowiadal sie w celach propagandowych zwykle przed nadchodzacymi wyborami, uprzednio przed wyborami do PE. Niezaporoszony przez Miedwiediewa Lech Kaczynski wybral sie wiec prywatnie, co gorsza z 95 wieloma osobami, osobiscie przez niego zapraoszonymi.
Dostep do kabiny pilota jest wylacznie przez salonke prezydencka do ktorej nie ma wstepu nikt jesli nie jest zaproszony. Nie ulega kwestii ze prezydent poprosil szefa protokolu aby dowiedzial sie od kapitana czy przybeda na czas aby uczestniczyc w przedstawieniu zwiazanym z kampania wyborcza prezydenta, ktory to Katyniem zainteresowany byl tylko raz przed kampania wyborcza do Europarlamentu, nigdy przedtem.
Nalezy dodac, ze kapitan Tupolewa byl drugim pilotem w slawetnym locie do Gruzji. Po ktorym pilot uslysza 'Tchorzu. My sie jeszcze policzymy" (tak jak stokrotka) i rzeczywiscie „wyladowal” on przed sadem wojskowym. Jak mowil, mial szczescie ze trafil mu sie rozsadny sedzia (ale nie musial).
Najważniejsze słowa wypowiedziane zostały przez kontrolera z wieży o 10.24.51,2: "Temperatura plus 2, ciśnienie 7-45, 7-4-5, WARUNKÓW DO LĄDOWANIA NIE MA",
Zastosowanie obojętnie jakiej, cywilnej czy wojskowej procedury odejścia na lotnisko zapasowe na pewno nie spowodowałoby katastrofy na lotnisku pod Smoleńskiem.
Kiedy szef protokolu oznajmil prezydentowi informacje od kapitana ze ladowanie w Smolensku jest niemozliwe, prezydent powinien byl podjac decyzje polityczna czy ladowac w Witebsku(Bialorus), Moskwie, czy wracac do W-wy (ale hanba). Wiadomo ze mial trudnosc z podemowaniem decyzji wiec jej nie podjal i zadzwonil do brata, sytuacja byla dla niego krytyczna bo zwykle dzwonil po ladowaniu. Wg hakerow NAJPIERW BYŁA ROZMOWA O SZPITALU, POTEM LECH POINFORMOWAŁ BRATA O KŁOPOTACH Z WYLĄDOWANIEM, MGLE....NA CO JAROSŁAW ODPOWIEDZIAŁ, TO ZA POWAŻNA WIZYTA BY TAM NIE BYĆ....OD CZEGO MASZ BŁASIKA.
Wowczas Lech zawezwal gen. Blasika i zazadal aby on jako Dowodca Wojsk Lotniczych pojawil sie w jego salonce.
Blasik odpowiedzialny za katastrofę “Casy” (przynajmniej w stopniu polityczno-moralnym), wybroniony przez L.Kaczyńskiego od dymisji lub odwołania siłą rzeczy “pozostał” jego pupilem, dwukrotnie przez niegoo awansowanym w bardzo krotkim okresie czasu. Prezydent jako zwierzchnik sil zbronych rozkazal aby general dopilnowal wykonania rozkazu "punktualnego" ladowania w Smolensku, pomimo ze sam prezydent byl laskaw spoznic sie o 40 min. Jak wynika ze stenogramów DOWODCA WOJSK LOTNICZYCH BLASIK czytal pilotom PUNKTY procedury lądowania. Tak sobie "wpadł był"do kokpitu i czytał załodze ...
A pilot z generalem na karku złamał wszelkie procedury logistyczne nie dopuszczajace do ladowania w takich warunkach. Zaden pilot cywilny by tego nie zrobil. Zastosowanie obojętnie jakiej, cywilnej czy wojskowej procedury odejścia na lotnisko zapasowe na pewno nie spowodowałoby katastrofy na lotnisku pod Smoleńskiem.
Nie zapomnimy slow; JAK NIE WYLADUJEMY TO NAS ZABIJE...
Gdyby prezydent wydal polecenie „lecimy na lotnisko zapasowe” albo „odchodzimy na drugi krag” pilot natychmiast przerwalby schodzenie do ladowania..
p
polo
Ale im bardziej matacza, zacierają ślady, tym bardzie sami się pogrążają.
I niech Łukasz Słupek nie wymyśla kolejnych teorii spiskowych na temat oskarżeń o tchórzostwo, naciskach i błędach kontrolerów.
M
Macierewiczowa
kt. cala prawde juz znali 1 min. po katastrofie.
W
WP
Odpowiedzcie sobie sami, czy ten prymitywny, obleśny, tępy opas i knur Miller jest Polakiem?, cytuję: Szef MSWiA Jerzy Miller powinien natychmiast podać się do dymisji - uważa Marek Kuchciński (PiS). Zdaniem wicemarszałka Sejmu Pan minister Miller powinien podać się do dymisji, jeżeli nie znajduje sposobu na to, żeby nie wymagać od Rosji tego, co każdy normalny człowiek by się domagał (...) Gdyby panu jakaś osoba bliska zginęła i pan nie mógłby dotrzeć do ciała, to co? Pan by mówił: "Zgadzam się, nie mogę dotrzeć do ciała"? Proszę pana, bądźmy poważni - mówił polityk PiS w RMF FM. Kuchciński odniósł się w ten sposób do słów Jerzego Millera w porannym Kontrwywiadzie RMF FM. Szef MSWiA stwierdził w nim, że wrak TU 154 należy do Rosjan, a Polska niema prawa ingerować w to śledztwo(sic!!!). Panie płk. LWP, samozwańczy ekspercie E.Klich opasie i knurze Miller, czy słyszeliście "panowie" (panem trzeba się, urodzić, więc zwrot do was wasale Kremla tylko w cudzysłowie) kiedyś o tzw. "planie lotu"plan lotu jest to depesza którą musi nadać statek powietrzny, żeby mógł wykonać lot w przestrzeni kontrolowanej. Bez planu nie może wykonać takiego lotu. Plan lotu został wysłany 9,04,10 o godz. 11,47 i dotyczył lotu o symbolu PLF 101-M i jak zaznaczono w nim, był to lot wojskowy / military flight/ A skoro lot był lotem wojskowym, bo odbywał się samolotem należącym do polskich sił zbrojnych i był pilotowany przez wojskową załogę, to nie ma co się chyba zastanawiać jaki to był lot.
W
WP
Gołym okiem widać, że Polską rządzi nie żadna PO z ryżym na czele, a salon polityczny – b. służby i obecne, wielki biznes i finansjera i to salon decyduje, kto ma być premierem, prezydentem, którą partię w danej chwili wyeksponować do władzy, a którą odsunąć, którą zniweczyć. A pracujący narodek napawa się dumą o swojej rzekomej suwerenności, wolności i demokracji. Narodek zagłosuje dokładnie tak jak salon sobie tego życzy, bo salon ma w swoich łapach MEDIA potężne narzędzie perswazji i manipulowania umysłami ludzkimi, a demokracja to po prostu idealne środowisko prawne, w którym to narzędzie sprawnie funkcjonuje. Każdego, który zbuntuje się przeciwko takiemu stanowi rzeczy salon niszczy z cała bezwzględnością. Przykładem na to jest los braci Kaczyńskich. Widać już gołym okiem,że już bardzo źle się dzieje w towarzystwie tuskim. Widać wyraźnie nadchodzącą zmianę warty. Podejrzewać można było już wtedy, kiedy zamiast tuska, wystawili bronka do podziwiania żyrandoli. Wygląda na to, że tuska zrobią kozłem ofiarnym. Musi być bardzo źle, ciekawi mnie tylko czy powodem takiego obrotu sprawy są kwestie stanu gospodarki czy zamachu smoleńskiego, a może jedno i drugie? Co by nie było, widać wyraźnie, że platforma jest na kursie kolizyjnym z górą lodową i co niektóre szczury już rozpoczęły lub rozważają ewakuację z tonącej łajby tuskowej. Dzisiaj w TVP Info znana z mocnego zaangażowania PO jedynie słusznej stronie reporterka promowała palikocią książkę. Domyślam się, że to GRATISOWA promocja wypocin ulubieńca tej pani i sPOrej części redakcji. Pomijając jednak promocyjny wydźwięk relacji tej pani z sejmu, widać wzmożone zainteresowanie osobą i działalnością palikocią nie tylko w mediach, które go wypromowały. Wszystkie znaki na niebie i w salonie wskazują na to, że koniec tuska już bliski, że obecny urlop tuskowy jest już ostatnią labą na koszt obywateli, jego czas już bezpowrotnie mija, on i jego kamaryla już dla wystawiających go, ich już się, zużyła. Pisałem o tym już rok temu..
W
WP
Niszczenie resztek samolotu świadczy tylko o tym, że przyczyny katastrofy - zamachu, zbrodni, trzeba szukać w tych resztkach po samolocie, mówienie o winie kontrolerów jest tylko gigantyczna próbą zamaskowania prawdziwych przyczyn i zbrodni. W tym kontekście zastanawia całkowite rozwalenie na drobny mak tylnej części samolotu. Samolotu, który podobno lotem koszącym wbił, rozbił się na grząskiej i piaszczystej ziemi, przecież schodził już ponoć do lądowania. Jak to ma się, do przypadku, gdy taki sam podchodzący do lądowania TU 154 w Grecji, darł 400 m betonowego pasa aż iskry szły z kadłuba, bo ponoć pijani piloci rosyjscy zapomnieli wypuścić podwozie (sic!!!), włączyli przycisk "GO ON", dali pełną moc wzbili się ponownie, zatoczyli koło nad lotniskiem, wypuścili podwozie i szczęśliwie wylądowali, jest film o tym lądowaniu na You Tube. To nie ma najmniejszego sensu. Tylna część powinna być zachowana. Dlaczego tak się nie stało ?. Czy może została rozerwana? Niszczenie resztek samolotu ma uniemożliwić poznanie prawdy. Nie mogę pozbyć się, dręczącego mnie od Misji Specjalnej, pytania: po co, w jakim celu, ten cieć tłukł szyby w okienkach ścianki kadłuba?. Przecież, jeśli pocięli części, dziwnie pokawałkowanego wcześniej, samolotu (też nie wiem po co, skoro one już były małe), to dlaczego nie mogli przewieźć tego kawałka kadłuba wraz z szybami w okienkach???? Czy dlatego kazali potłuc szyby, aby nie można było na nich badać śladów ?, no właśnie. W normalnych państwach, normalni śledczy badają centymetrowe skrawki szczątków, już nie mówiąc, że nie pozwalają ruszyć ich z miejsca, dopóki nie zabezpieczą wszelkich śladów! I nie ma sensu wymyślanie przez FAŁSZYWE służalcze i nie polskie media, prasę, kolejnych kłamstw, dopóki nie oddadzą nam, rejestratora parametrów lotu i nienaruszonych czarnych skrzynek-naszej polskiej własności! Zbrodniarze mają wielkiego pecha jednak, dzisiejsza technologia na pewno pozwoli znaleźć jednoznaczną odp. na przyczyny katastrofy. Może właśnie dlatego Rosja nie chce wydać wraku!
Nie pomoże już im to tłuczenie szyb, cięcie resztek na jeszcze drobniejsze kawałki, zniszczenie foteli, wietrzenie na powietrzu i deszczu, etc. Poza tym wierzę, że USA posiada wystarczające dowody na wyjaśnienie katastrofy - zamachu, zbrodni, w tym bardzo dokładne zdjęcia satelitów NSA, CIA. z dnia 10.04, jak i późniejszych co oni tam potem robili, zmieniali topografię terenu, wycinając drzewa, krzaki, zdzierając 2 m warstwę ziemi, niwelując cały teren, kładąc betonową drogę, etc, ale jak na mądrych graczy przystało, chcą te dowody wykorzystać po odejściu Obamy i wygraniu wyborów do Senatu przez Republikanów w listopadzie br. na co się zanosi, będą mieli większość, potem będzie się działo.. USA włączyło się, jednak do gry, odpowiadając na prośbę komisji Pana Macierewicza, lecz o tym dziwna cisza w niepolskich mediach i prasie, pytam dlaczego?. Polska jest dla USA zbyt bardzo ważnym partnerem, nie zostawią nas na pastwę Kremla, bo nie dadzą się wodzić za nos. Każdy wie, że tak długo jak na Kremlu urzędują pułkownicy KGB, nikt nie może się, czuć bezpieczny. Trzeba pamiętać, że wytrawni gracze to nie durnie. Trzymajmy się razem i cała naprzód, cała prawda wypłynie niebawem. A kontrolerzy z wieży już powinni się bać, już jest po was, myślę że auto które was potrąci już jest w drodze, może was spotka za tydzień a może za miesiąc (chociaż aż tyle życia to bym wam nie dał) ale się nie wymigacie. płk GRU - FSB(KGB),zrobi porządek w śledztwie.
W
WP
OBJAWY PANIKI W MINISTERSTWIE PRAWDY - Od momentu opublikowania przez „Misję specjalną” szokujących materiałów dotyczących niszczenia dowodów przez Rosjan, można odnieść wrażenie, że Ministerstwo Prawdy zatrzęsło się w swych posadach i teoria spiskowa mówiąca o wypadku lotniczym 10 kwietnia zaczęła się z wolna sypać jak tynk w ruderze. Oto już możemy usłyszeć i przeczytać, że bracia Moskale coś ukrywają, że czegoś nie chcą przekazać, że kontrolerzy nie byli bez winy, że – no kto by pomyślał, po solennych zapewnieniach min. Kopacz – szczątki ludzkie nie tylko są do znalezienia we wrześniu, ale i mogą nadal tkwić w smoleńskiej ziemi. Nowa mądrość etapu? Najwyraźniej. Jeszcze we wczesnych tygodniach po tragedii, część notabli, tu nieoceniony Jerzy Miller, ale przecież i oficerowie z prokuratury wojskowej, grali twarzami, tj. swoimi wyrazami bezgranicznego oburzenia czy straszliwym marsem na czole dawali nam znać, że „samo pomyślenie jest zbrodnią” - jeśli chodzi oczywiście o pomyślenie, iż ci ludzie niewiele w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy zrobili i robią. Nigdy nie zapomnę tego zasępionego oblicza Millera, gdy reporterka jednej z majowych (o ile pamiętam) „Misji specjalnych” dopytywała o kwestię ciał ofiar, o szczątki, o sekcje zwłok. I biedny Miller, przyoblekłszy swe dostojne oblicze jakimś takim wyjątkowym marsem, aż słów nie mógł dobrać w odpowiedzi, wykrztusiwszy w końcu, że min. Kopacz naprawdę się napracowała i to w najcięższych, niewyobrażalnych warunkach. Lada dzień minie pół roku, a naszym dzielnym śledczym już tylko mars na twarzy pozostanie – choć, co tu dużo kryć, mało już przekonujący, zważywszy na to właśnie, co pokazano w niedawnej „Misji”, że Rosjanie nie przekazują istotnych materiałów (z wrakiem włącznie), no i na to, że ludzkie szczątki wciąż mogą na miejscu katastrofy spoczywać. Na szczęście wesoły premierek wyjechał sobie na urlopik, więc tego wszystkiego nie musi widzieć, słyszeć ani czuć. Jeszcze weselszy ministerek i cieć u Niemca Graś w ogóle nie widzi problemu z niczym, bo jedyny problem, jak pamiętamy, to było to, że on biedny bezpodstawnie oskarżył poczciwych omonowców o okradanie zwłok, no i była z tego ino „bolszaja oszybka”. Niestety, samym (nawet ministerialnym) śmichem się wszystkiego przykryć nie da, no i zapewne na tę ewentualność Ministerstwo Prawdy szykuje jakąś „nową wersję zdarzeń”, która pojęcie błędu ludzkiego rozszerzy na kontrolerów lotu. Lepsze to niż nic, ktoś powie, ale miejmy świadomość, że zamknięcie sprawy na poziomie „winy kontrolerów” wcale niczego nie wyjaśni. Już nie muszę przypominać o tym, że w dziesiątkach, jeśli nie setkach analizach blogerów oraz tych bardzo nielicznych polskich dziennikarzy zajmujących się na serio śledztwem, kwestia nieprawidłowej pracy ludzi z wieży była czymś oczywistym i szeroko komentowanym. Gdyby jednak – jak zamierza Ministerstwo Prawdy zapewne za obojętnym przyzwoleniem Kremla – „wszystko” zwalić na kontrolerów, to nie tylko częścią tego „wszystkiego” można z powodzeniem znowu obciążyć „kozakujących pilotów”, lecz przede wszystkim można zamknąć dochodzenie na temat przebiegu zamachu. Eksperci wyjaśniliby nam, że „zarówno piloci, jak i kontrolerzy” popełnili błędy i w ten sposób „Wania z wieży” trafi może przed jakiś ruski sąd albo wpadnie gdzieś, idąc po papierosy do kiosku, pod ciężarówkę i koniec.
W
WP
Katastrofa Airbusa A320 w Habsheim:Przebieg lotu - 26 czerwca 1988 odbywały się w Miluzie pokazy lotnicze zorganizowane przez miejscowy aeroklub. Główną atrakcją pokazów miał być najnowocześniejszy wówczas samolot pasażerski Airbus A320. Pierwsze maszyny tego typu linie lotnicze Air France nabyły zaledwie kilka tygodni wcześniej. Przeznaczony do udziału w pokazach samolot, noszący oznaczenie F-GFKC, był w służbie od trzech dni i miał wylatane zaledwie 22 godziny. Samolot wystartował o godzinie 14:41 z pobliskiego lotniska Bazylea – Miluza – Fryburg (kod ICAO: LFSB). Na pokładzie miał sześć osób załogi i 130 pasażerów: dziennikarzy, zaproszonych gości oraz osoby, które w gazetowej loterii wylosowały prawo do udziału w tym locie[1]. Samolot pilotował kapitan Michel Asseline, doświadczony pilot, w Air France odpowiedzialny za szkolenie pilotów A320. Kopilotem był Pierre Mazière. Plan lotu przewidywał dwukrotny przelot nad lotniskiem w Habsheimie, na którym odbywały się pokazy i powrót do miejsca startu. Pierwszy przelot miał się odbyć z małą prędkością, na wysokości 100 stóp (30 m), w konfiguracji jak do lądowania: z otwartym podwoziem, wypuszczonymi klapami i dużym kątem natarcia; drugi na wysokości 300 stóp, w normalnej konfiguracji przelotowej. Po starcie samolot osiągnął wysokość 1000 stóp, po czym rozpoczął obniżanie, mając w zasięgu wzroku lotnisko w Habsheimie. O 14:45:14 kopilot zameldował osiągnięcie wysokości 100 stóp. Mimo tego samolot kontynuował zniżanie do około 30–35 stóp. O 14:45:35 ciąg silników zaczął się zwiększać, nie było to jednak w stanie dostatecznie szybko zwiększyć wysokości lotu. O 14:45:40 samolot zawadził o drzewa na końcu pasa startowego i łagodnie spadł w lesie, wybijając długą na 150 m przecinkę i tracąc przy tym obydwa skrzydła. Wybuchł pożar, który został szybko ugaszony. Większość pasażerów opuściła wrak o własnych siłach przez wyjścia awaryjne, pozostali zostali wyprowadzeni przez ekipy ratunkowe. Zginęło trzech pasażerów, kilkudziesięciu odniosło lżejsze lub cięższe obrażenia. Wypadek został sfilmowany przez kilku widzów pokazu. Przyczyny katastrofy: Wersja oficjalna - Komisja rządowa badająca przyczyny wypadku orzekła w raporcie końcowym, że został on spowodowany przez następujące czynniki:
* zbyt niski lot, poniżej planowanej wysokości i poniżej otaczających lotnisko przeszkód,
* nadmierne zmniejszenie prędkości lotu, zmierzające do maksymalizacji kąta natarcia,
* przełączenie silników na bieg jałowy,
* zbyt późne zwiększenie ciągu silników.
Wnioski te podsumowywane bywają jako „za nisko, za wolno, za późno”. Komisja uznała przy tym, że obniżenie lotu poniżej 100 stóp nie było zamierzone, a wywołane nieuwzględnieniem wszystkich sygnałów podających wysokość lotu. Jednocześnie oficjalny raport stwierdzał, że samolot był w pełni sprawny i żadna awaria jego systemów nie przyczyniła się do wypadku.
Wersja pilota: Pilot Michel Asseline mówił tuż po katastrofie, że już na 20 sekund przed zdarzeniem próbował zwiększyć ciąg silników, by przejść w lot poziomy na przepisanej wysokości, jednak silniki nie zareagowały. Dopiero, gdy po pierwszej, nieudanej próbie zwiększenia ciągu cofnął dźwignię do położenia biegu jałowego, a następnie ustawił na ciąg startowy, system przyjął z kilkusekundowym opóźnieniem tę komendę i silniki zaczęły zwiększać obroty. Było jednak za późno, by poderwać samolot. Samolot nie zareagował też na pociągnięcie drążka sterowego, pomimo że można było teoretycznie zwiększyć jeszcze w tym momencie siłę nośną przez zwiększenie kąta natarcia. Do tego lewy silnik stracił ciąg tuż przed zawadzeniem o drzewa. Kapitan utrzymywał ponadto, że wysokościomierz airbusa wskazywał 100 stóp podczas całego manewru i załoga nie wiedziała, że w rzeczywistości leci znacznie niżej. Ciekawe co by twierdził kapitan Protasiuk gdyby przeżył. I jak by to skomentował pseudo "ekspert" T.Hypki...
W
WP
EKSPERCI: ROSJA MOŻE UKRYWAĆ FAKTY - Rozpatrywanie, czy tragiczny lot Tu-154 był cywilnym czy wojskowym, może oznaczać ukrywanie czegoś - uważają specjaliści. "To był lot samolotu wojskowego na lotnisko wojskowe. Rozpatrywanie czy nie było inaczej, prowadzi pewnie do ukrycia faktów, o których strona rosyjska nie chce poinformować" - powiedział na antenie TVN24 Robert Zawada, kapitan rezerwy i ekspert lotniczy. Kapitan podkreśla, że smoleńskiego lotniska nie ma w spisie AIP Rosji, czyli "biblii" lotnisk danego kraju, a to oznacza, że nie można traktować go jako lotniska cywilnego. Ekspert zastanawia się, dlaczego Rosjanie nie chcą nam przekazać niektórych danych dotyczących pracy kontrolerów. jego zdaniem, może chodzić o ukrycie jakichś niewygodnych dla nich faktów. Również mjr rez. Arkadiusz Szczęsny nie ma wątpliwości, że skoro samolot lądował na lotnisku wojskowym, to procedury też powinny być wojskowe. "Znaleźliśmy się na zbiegu trzech przepisów: polskiego i rosyjskiego regulaminu lotnictwa wojskowego oraz przepisów cywilnych. Z tego co widzimy, wizyty były organizowane bez jakiegokolwiek przygotowania i omówienia zasad i procedur obowiązujących podczas wizyt ważnych osobistości z Polski na lotnisku Siewiernyj" - mówi w TVN24. Pilot cywilny latający na Boeingach kpt. Dariusz Sobczyński tłumaczy z kolei, że gdyby był to lot cywilny, to na lotnisku powinni być kontrolerzy cywilni. "Żeby przyjąć samolot cywilny, na lotnisku, które nie jest cywilne, musi znajdować się jeden lub dwóch kontrolerów cywilnych, a sprowadzenie samolotu powinno odbywać się w języku angielskim" - zaznacza. I tak właśnie trzeba - wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze, analizować każdy szczegół, każde łgarstwa ( oni już tak się w nich POgubili, że nie pamiętają co mówili a raczej łgali już od 10. 04. 2010 do teraz)"polskich" merdiów" prasy, z tego nierządu z ryżym na czele, aż dorwiemy zbrodniarzy, zdrajców w Polsce. Bo cara Putina my Polacy mamy w d..., ale naszym zbrodniczym i zdradzieckim mordom, wiemy kto zacz, nie darujemy tego matactwa i zbrodni! Po Misji Specjalnej, trochę drgnęło. Nawet TVN, WSI 24, żeby nie zeszmacić się całkowicie, musi trochę faktów wiarygodnych puścić. Przedtem forsowali winę Prezydenta, pilotów. Niestety naród (ten Polski),nie dał sobie kitu wcisnąć. Lotnisko wojskowe,samolot wojskowy a śledztwo cywilne.Zagmatwali się całkowicie. Problem jest chyba w tym,że nie zginął Jarosław Kaczyński i sprawa się rypła,bo inaczej rozpłynęło by się wszystko ,jak w ruskiej sztucznej mgle. Jak widzimy zaplątali się we własnych łgarstwach. A przy okazji, wyszło na to że procedury przygotowania takiego lotu mają w d... tak samo jak i nasi "organizatorzy techniczni " podróży. I to jest chyba najlepsza płaszczyzna POrozumienia jednych i drugich, stosunek do sprawy...Teraz zaczyna się etap żonglowania odpowiedzialnością, czy raczej odbijania odpowiedzialności. Możemy się zatem spodziewać wielu "rewelacji" po obu stronach, miejmy nadzieję, że korzystnych dla poznania prawdy. Według mnie szaraki na wieży nic nie rozumiały do momentu rozwałki, samolotu, takie "imprezy" służby montują wielowarstwowo i z wieloma lewymi poszlakami dla zmylenia tropu. Jedno jest pewne-żaden samolot i jego zawartość nie zamienia się w śmietnik w locie ślizgowym po błocie, schodząc z wysokości 5m. To bajka dla kretynów. Natomiast skala dbania o obywateli własnego państwa przez ten nierząd ryżego, którym kierują ci co ich wystawili, czyli b. i obecne służby z bolszewickim rodowodem, osiągnęła maksimum dobrej woli. Wyremontowali ruski samolot w ruskiej fabryce i wysłali do ruskich bez zabezpieczeń udając debila, że samolot był prezydencki, kiedy jest rządowy, że lot cywilny, kiedy samolot wojskowy. A prawda jest taka, że premier nie uznawał i nie uznał do końca zwierzchnictwa prezydenta, który wg. konstytucji jest najwyższym organem władzy. Dlaczego za to nie stają z kumplami w trybunale?, a najlepiej przed Narodowym Trybunałem i na latarnie z nimi. Nie można się zachowywać jak obcy agent i zdrajca. Wszyscy wyborcy PO powinni sobie zadać pytanie. Czy chcieliby aby rząd zadbał o nich jak o elitę w Smoleńsku? Powinni też wiedzieć, że skoro tak zadbano o elitę, to niech przez analogie pomyśli jak zadba o nich. Logiczne dla myślących samodzielnie Polaków, jest to, że niewinni nie musieliby kłamać, łgać w żywe oczy od dnia tej zbrodni. A tu od samego początku łgarstwa, kłamstwa i to oficjalnie ujawniane: ilość podejść do lądowania, godzina katastrofy, obecność BOR - u na lotnisku itp, itd. Spisane mamy ich łgarstwa od samego początku do chwili obecnej, pamiętamy, amnezji nie mamy my Polacy jak ci łgarze. I niewinni nie musieliby ukrywać dowodów: wrak samolotu, czarne skrzynki itp, itd. Niewinnym by właśnie zależało na ujawnieniu prawdy i oczyszczeniu ich z podejrzeń. No ale to wtedy, gdy się, jest niewinnym.
W
WP
TRÓJKĄT PRZYJAŹNI ... THUZK - PUTIN - MERKEL - To przyjaźń Thuzka, Putina i Merkel zaowocowała Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Śledztwo w sprawie zamachu - zbrodni, powinno się zacząć od Kancelarii Thuzka, gdzie zginął dyrektor Kancelarii Thuzka - Grzegorz Michniewicz...! Przecież kanclerz Angela Merkel nie bez powodu nagrodziła Thuzka orderem, tuż po katastrofie - zbrodni... (!!!). Co za postęp, po połowie roku redaktorzy cyngle Gównianej i nie tylko, o dziwo zrezygnowali z uparcie wciskanej wersji o winie pilotów i naciskach i przerzucili winę na kontrolerów. (Wydaje mi się to mało prawdopodobne, skąd taka panika u kontrolerów lotów?, to przecież z reguły ludzie opanowani, doświadczeni i wykwalifikowani-w Rosji chyba też?, i ta POdejrzana karta podejścia - ta karta podejścia jest bardzo dziwna. Napisane w niej jest, że kurs podejścia to 261'. natomiast ze stenogramów wynika, że piloci ustawiali się na 259' - analogicznie jest napisane 81', a lecieli 79'. Ktoś to wyjaśni? Mieli inną kartę podejścia? - Kontrolerzy POnoć wywoływali załogę, odpowiedzią była cisza - "Na odległości około 1200 - 1500 metrów kierownik strefy lądowania wydał komendę w związku z tym, że samolot Tu-154 obniżył się poniżej ścieżki zejścia. Odpowiedzią była cisza. Wtedy ja kilka razy wydałem komendę: . Odpowiedzią była cisza. Wtedy ja kilka razy wydałem komendę . Odpowiedzi żadnej nie było. Po kilku sekundach usłyszałem lekki wybuch. Chcę także uściślić, iż łączność z samolotem miałem cały czas, ale samolot nie reagował na moje komendy. Po tym lekkim wybuchu ja kilka razy wywoływałem jego sygnał wywoławczy - . Odpowiedzią była cisza".) Lekki wybuch i cisza w kabinie - czyli ZAMACH, ZBRODNIA na 100% !!!. Najwidoczniej obecnie nakazano realizować plan B, skoro my Polacy nie kupiliśmy ich wersji A. Teraz dla zamknięcia sprawy poświęcą obsługę wieży, ludzi u nich "mnoga", czyli szopy- to i tak wiele. Nie możemy zrezygnować z poznania prawdy, całej prawdy Polacy!!!. To jest dalszy ciąg ogłupiania Polaków i polaczków, proszę nie podniecać się "rewelacjami" Gównianej. Zadaniem tych kontrolerów, działających na polecenie Kremla i zamachowców z Warszawy, było prowadzenie TU-154 tak aby uderzył w zbocze wąwozu, ale to im się nie udało i za to teraz muszą odpowiedzieć. Gdyby nasi piloci nie zorientowali się, co się dzieje, to po uderzeniu w skarpę ten wybuch, który nastąpił później byłby "uzasadniony" dla zamachowców. Dlatego też nie było innego wyjścia jak zdetonować bombę podczas siadania samolotu w lasku.Dla każdego laika skutki takiego lądowania byłyby całkiem inne, co zdarzyło się po 10kwietnia już w dwóch katastrofach i prawie wszyscy pasażerowie przeżyli. Ani Gówniana,ani TVN i Polsat nie są w stanie tego faktu (zamachu, zbiorowego morderstwa)zmienić. Nie słuchajmy tych bzdur a patrzmy na fakty a one dla oczywistych zbrodniarz, morderców, po obu stronach tych na Kremlu i w Warszawie, są zabójcze. Rudera służąca za Wieżę Kontrolną miała jedno konkretne zadanie doprowadzić do twardego zetknięcia się maszyny z ziemią. Nie musiało to być zetkniecie roztrzaskujące, ale na tyle silne aby spowodować wybuch zawieszonej jako gaśnica, bomby termobarycznej. A ta już swoje do reszty dopełniła rozszarpując kadłub w drobny mak i wszystkich pasażerów. No a na wypadek, gdyby mimo tego ktoś tam przeżył to kilku wysportowanych chłopaków z FSB (KGB) czy raczej GRU, przebiegło się po zgliszczach z nabitymi pukawkami i uciszyło tych szczęśliwców na wieki. Wersja z błędem pilotów stała się, coś za bardzo niewiarygodna, to przerzucają się na kontrolerów. Są to kolejne "rewelacje" wybiórczej. Uważam to za kolejny krok manipulacji w kierunku "winy pilotów". Tak założono przed zamachem i tak ma pozostać. Odrobina logiki wystarczy do podważenia tego, co powtarzają promoskiewskie szczekaczki. Płytkie kłamstwa zaprzeczane w kolejnych wypowiedziach, bezczelny brak pozorów solidności przy prowadzeniu śledztwa itp., itd. Być może ta metoda sprawdza się w stosunku do ruskich, ale przeciętny Polak ma iloraz inteligencji kilkakrotnie wyższy niż przeciętny rusek. (Tak, wiem - pracują nad tym - kisiel w mózgu to przywilej pewnej grupy - oglądaczy TVN, WSI24, POlszmatu). Koszerna, tym co pisze podważyła właśnie swoje wcześniejsze kłamstwa. To był lot wojskowy. Pamiętamy dobrze jak kilka miesięcy temu twierdzili, że to lot cywilny, ba, prywatna wycieczka....... Konwencja chicagowska? Jedynie dla ukrycia faktów. Matołki jednak zapominają, że pomimo opieszałości naszych sojuszników (procedury, polityka), prawda, pomimo opatrzenia klauzulą tajności pomalutku jednak wypływa. Jedyną winą polskich pilotów było to, że zapomnieli o tym, że lecą samolotem wyprodukowanym i serwisowanym przez wroga, oraz nad terytorium zajmowanym przez wroga. Nie ma co komentować wypocin reżimowych mediów. Dla każdego myślącego samodzielnie i obserwującego to co się dzieje od10 kwietnia można wyciągnąć tylko jeden wniosek-był to zamach i zbrodnia. Żadne wiadomości i zmyślone ekspertyzy rzekomo znawców tematu nie zmienią mojej opinii że była to zbrodnia, był to zamach przeprowadzony z pełna premedytacją przez KGB za zgodą WSI.Thuzk i agent WSI, agendy GRU - FSB (KGB) alkoholik Szczynukowicz ksywa komorusek mają krew na rękach i kiedyś za to odpowiedzą przed Trybunałem Narodowym złożonym z etnicznych i prawych Polaków, POtem POd mur lub na latarnie. Cały czas nurtuje mnie jedna sprawa, a mianowicie: dlaczego ciała pilotów przywieziono na końcu, o ile na prawdę je przywieziono, zresztą dotyczy to reszty ofiar także, a nie piach czy kamienie w trumnach na rozkaz Kremla zalutowanych i z zakazem otwierania, (czyżby już sowieckie prawo obowiązywało także już u nas?), kto zmasakrował ich ciała i dlaczego, że nie można było ich zidentyfikować! ? Już szósty miesiąc zadaję sobie powyższe pytanie, dlaczego ciała pilotów TU-154 wróciły do Polski jako ostatnie, skoro naoczny świadek, tuż po katastrofie, widział je w całości, przypięte do pasów ?!? w kokpicie, który nagle uległ dematerializacji. A wróciły ponoć zmiażdżone! Co chciano w ten sposób ukryć robiąc z nich miazgę?, czy ich Rodzin to nie interesuje?,( dotyczy to wszystkich Rodzin ofiar, czyżby nie chciały wiedzieć kogo lub co pochowali?, po za paroma które ekshumacji się, domagają lecz kpi się, z nich nazywając oszołomami, etc) chyba, że są skutecznie zastraszeni i boją się o życie swych bliskich i swoje, etc.
B
Baca
Mam pretensje do PO,oni już wiedzą że wina jest po stronie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego,tak ustalono z tzw.skrzynek,to on wiedział i wydawał polecenia błędnie odczytując sytuację i zachowanie się załogi pilotów będących pod presją nie pierwszy raz.Ale rozgrywają to politycznie,bo Jarosław tez gra ostro tą tragedią wychodząc z założenia iż w desperackiej obronie jest atak szaleńca,zawsze znajdzie nawiedzony elektorat.Jednak to jest nie smaczne,bez wględu na konsekwencje polityczne tak się nie gra tragedią zmarłych i ich najbliższych,wielki wstyd.
m
mańka
Panie redaktorze, kolejne insynuacje, kolejne domysły i kolejne rozmowy z osobami ( nie wiadomo konkretnie jakimi) Co Pan chciał przez ten artykuł przekazać czytelnikom to naprawdę nie wiem. Beznadzieja!!!!
Dodaj ogłoszenie