Taki niepozorny rewolucjonista

    Taki niepozorny rewolucjonista

    Jacek Antczak

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Był Mistrzem największych osobowości polskiej humanistyki i charyzmatycznym wykładowcą. Stworzył kulturoznawstwo, kibicował Ślęzie Wrocław i apelował o "więcej kultury". Wspominamy Stanisława Pietraszkę
    Co to za niesamowity facet? - zastanawiał się trzydziestolatek, który w styczniu 2010 przypadkiem znalazł się na wrocławskiej promocji książki "O kulturze i jej poznawaniu" z "pracami ofiarowanymi Profesorowi Stanisławowi Pietraszce". Nie mógł się nadziwić, że w momencie, gdy zaczął mówić 82-letni profesor, kilkadziesiąt osób w wieku mniej więcej 20-70 lat wstrzymało oddech i wsłuchiwało się w każde jego słowo. A Mistrz - jak zawsze - zaczął od przypomnienia… rodzącej się w XIX wieku naukowej myśli o kulturze…

    - Czuję się, jakbym się cofnął w czasie o 38 lat, do pierwszych wykładów na kulturoznawstwie - wzdychali dyrektorowie ważnych instytucji, profesorowie, ludzie mediów - Jego uczniowie. Profesor Pietraszko też wspominał 13 czerwca 1972.

    Rewolucja zaczęła sie u nas
    Powołanie studiów kulturoznawczych we Wrocławiu to była ogólnopolska rewolucja. I jak to w przypadku rewolucji - nawet intelektualnej - poprzedzona była ideologiczną bitwą. Kilka miesięcy temu, gdy rozsiani po świecie wrocławscy kulturoznawcy zastanawiali się, czy jubileuszu 40-lecia kierunku nie warto by urządzić na Stadionie Wrocław po jakimś meczu Euro 2012, profesor Pietraszko wspominał o trudnych początkach. I jak zwykle mówił o tym z subtelną ironią i niezwykłym taktem - zawsze miał cięty język, ale nigdy w życiu nie krytykował ludzi, co najwyżej ich koncepcje naukowe.

    Profesor Stefan Bednarek, jego uczeń, asystent i następca na stanowisku szefa Instytutu Kulturoznawstwa, przypomniał bez ogródek, jak w latach 70. Włodzimierz Berutowicz, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego im. Bolesława Bieruta, i grupa filozofów marksistowskich pod dowództwem prof. Ładosza próbowała wszelkimi sposobami nie dopuścić do przemycania do socjalistycznej myśli społecznej "imperialistycznych nowinek docenta Pietraszki", za jakie uważano pomysł na naukowe poznawanie kultury.

    Marksistowscy naukowcy nie cierpieli kulturoznawców, którzy zgromadzili się w zagłębiu niczym nieskrępowanej wolności intelektualnej, jaką stworzył w kamienicy przy Szewskiej 50/51 Stanisław Pietraszko. A już najbardziej nie znosili Mistrza - wzorcowego humanisty - bodaj najwybitniejszego i najwszechstronniejszego w powojennej historii Uniwersytetu Wrocławskiego. Nie zaszkodzili mu jednak, bo kiedy wymyślił kulturoznawstwo, 44-letni Pietraszko już był legendą wrocławskiego środowiska akademickiego i kulturalnego. Już odkrył i wypromował Jana Miodka, Janusza Deglera, Stefana Bednarka, Pawła Banasia i dziesiątki innych osobowości świata nauki i kultury. Począwszy chyba od… Witkacego.

    Witkacy i czytanie z nut
    W połowie lat 50. dzisiejszy profesor Janusz Degler i najlepszy witkacolog świata zajrzał do "Nowych Sygnałów", w których 28-letni Stanisław Pie-traszko opublikował… rękopisy powieści Witkacego. Zaintrygowany student trafił na zajęcia do młodego wykładowcy literatury współczesnej, potem na organizowane przez niego spotkania dyskusyjne, które przekształciły się w konwersatorium, cieszące się wielkim zainteresowaniem wrocławskich studentów i humanistów.

    Uczestnicy tych trwających kilkanaście lat dyskusji stali się potem największymi postaciami intelektualnego Wrocławia. Wtedy dyskutowali z Pietraszką na wymyślone przez niego tematy. Opowiadał im o literaturze, najnowszych kierunkach światowej humanistyki, psychoanalizie, strukturalizmie, antropologii kulturowej… Ale i o teatrze czy muzyce.

    Spotkanie z Wojciechem Hasem urządził na planie jego filmu, z Andrzejem Markowskim (twórcą Wratislavii Cantans) czytali… nuty, o sporcie opowiadał Bohdan Tomaszewski, o mediach Tadeusz Banaś (ojciec prof. Pawła Banasia, kolejnej legendy kulturoznawstwa)... Nic dziwnego, że wykładowca o takich horyzontach uważał, że program studiów filologicznych jest zbyt wąski. W 1965 stworzył więc Międzywydziałowe Studium Kulturalno-Oświatowe, z którego wyłoniło się kulturoznawstwo. Ten kierunek, a zwłaszcza losy jego absolwentów, pokazały, że uniwersytet to nie szkoła zawodowa, ale miejsce wykształcenia profesjonalistów z tak otwartą głową, że zdolnych do perfekcyjnego opanowania każdego zawodu, który ma jakiekolwiek związki z kulturą - w każdym rozumieniu.

    Dziś widać, że wiedza o kulturze jako "sferze aksjo-semiotycznej" przydaje się wszędzie. Że motto profesora Pietraszki: "Horyzontem kultury są wartości. Uobecnia je ona, będąc jednocześnie sposobem ich istnienia, dla człowieka zaś sposobem ich poszukiwania, osiągania i obcowania z nimi" stało się dla wielu ludzi uniwersalnym kluczem do zrozumienia świata i otaczającej nas rzeczywistości.

    Dzięki niemu swoją drogę życiową odnalazły setki wybitnych humanistów. Choćby profesor Degler: - Dzięki jego inspiracji poświęciłem się badaniom nad twórczością Witkiewicza. Był dla mnie zawsze mistrzem, przewodnikiem naukowym i autorytetem.
    To był fenomen, także w środowisku naukowym. Nieugięty, dobry, cierpliwy i kierujący się w życiu tymi wartościami, o których tak często mówił
    - Pamiętam, jak profesor Pietraszko, poważny i tajemniczy za tymi słynnymi, ciemnymi okularami, ale przedobry i kochany człowiek, powiedział mi, żebym rozważył pewną propozycję - opowiada profesor Miodek, któremu w 1968 roku autor "Doktryny literackiej polskiego klasycyzmu" zaproponował prowadzenie rubryki językowej w "Słowie Polskim". Profesor Miodek prowadzi ją od 42 lat, powstało z niej osiem książek.

    Wędkowanie i palenie
    A skąd się wziął sam Stanisław Pietraszko? Jaki był prywatnie?
    - Jego rodzice byli lekarzami. Urodził się na Lubelszczyźnie, gdzie spędził dzieciństwo i czas wojny. Po wojnie trafił do Jeleniej Góry, a potem na studia polonistyczne do Wrocławia - opowiada Piotr Jakub Fereński, najmłodszy doktor kulturoznawstwa, który w ostatnich latach odwiedzał profesora w jego małym mieszkaniu w bloku przy ul. Sempołowskiej i namówił na garść wspomnień. Dwa lata temu zmarła żona profesora, Elżbieta Pietraszko, znakomita polonistka. Jeden z synów jest matematykiem, drugi psychologiem.

    Sam profesor, błyskotliwy umysł o wszechstronnych zainteresowaniach, potrafiący godzinami rozmawiać ze studentami i współpracownikami na tematy wszelakie, był skromny i nieco skryty. Tylko wtajemniczeni wiedzieli o jego samotnych wędrówkach po całej Polsce, gdzie oddawał się wielkiej pasji - wędkarstwu. Łowił na błystkę, a złowione okazy wypuszczał, bo ryb nie jadał…

    - Wszyscy kochaliśmy profesora, a ja naraziłem się na zazdrość kolegów, gdy spotkałem Mistrza w pociągu do Kotliny Kłodzkiej. Jechał na ryby, ale gdy zobaczył przed sobą kulturoznawcę, zrobił mi dwugodzinny fascynujący wykład z antropologii kultury - opowiada Janusz Domin, absolwent kulturoznawstwa sprzed 30 lat, i wspomina, jak skrupulatnie notowało się słowa Mistrza, który wiele lat temu plebiscyt na najbardziej oryginalnego i charyzmatycznego naukowca we Wrocławiu wygrał w cuglach. Kto bowiem z własnej woli przez 20 lat pozostaje docentem, uznając, że na profesurę przyjdzie czas, kiedy dopracuje swoją teorię i wyda o niej książkę? Czy jest drugi naukowiec, który targany wątpliwościami, w "Studiach o kulturze", niewielkiej, ale legendarnej książce, polemizuje z własną, tworzoną przez dziesięciolecia koncepcją?

    - Takie lekcje pokory, naukowego etosu, intelektualnej uczciwości i dbałości o to, by słowo myślom nie kłamało, dostawaliśmy od Mistrza przez lata - opowiada profesor Bednarek.

    Autorytet profesora
    Studenci kulturoznawstwa starali się z takich lekcji skorzystać jak najwięcej, a na egzaminie (który zamieniał się w wielogodzinne dyskusje), pokazać, że je odrobili. - Zapiski z jego wykładów były na wagę złota. Kilka lat krążyły najdokładniejsze, stworzone przez Jurka Żurkę, obecnie uniwersyteckiego socjologa. Nie brakowało w nich, wydawałoby się mniej ważnych, wypowiedzi Mistrza, typu: "Proszę uchylić okno" - dodaje Bednarek.

    Autorytet profesora rozciągał się na wszelkie dziedziny życia. Jak zdradza absolwentka jednego z pierwszych roczników, po egzaminie chciała zacząć palić. Zazdrościła kolegom - przez nałóg mogli dłużej z nim dyskutować, zaciągając się mocnym jak siekiera francuskim gitanesem.

    - To był rarytas, najczęściej paliliśmy ekstra mocne - przyznaje Bednarek, zaciągając się camelem (widać, po Mistrzu dziedziczy się nie tylko najlepsze cechy) i opowiada, jak w latach 90. Pietraszko rzucał palenie metodą "opóźniania o 15 minut" odpalenia kolejnego papierosa.

    - O tym, że pasjonował się sportem i całe życie kibicował piłkarzom Ślęzy Wrocław, wiedzieli wszyscy, ale że w młodości sam grywał w nogę, a jego miłość i wierność do zespołu pałętającego się po II lidze i niechęć do Śląska Wrocław sprawiała, że był niemalże szalikowcem Ślęzy - wspomina Piotr Fereński.

    Na zdjęciu Janusza Stankiewicza - okładce książki poświęconej profesorowi - Stanisław Pietraszko stoi zamyślony przy setkach łopat "wbitych w posadzkę" Muzeum Narodowego. To instalacja Jerzego Kaliny z 2003 roku. Mistrz w młodości śpiewał w chórze, lubił muzykę, teatr, sztuki plastyczne. Znał się na nich, ale najchętniej mówił o filozofii kultury. A z wypowiedzi na temat kultury rozumianej naprawdę potocznie przyjaciele zapamiętali mu pewne zdanie. Przed jednym ze spektakli festiwalu Teatru Otwartego drobnej postury naukowiec, wciskany w ścianę przez kłębiący się tłum, z desperacją zwrócił się do niego: "Proszę Państwa, więcej kultury proszę, więcej kultury".
    8 czerwca 2010 odszedł człowiek, który miał jej w sobie i wiedział o niej najwięcej z nas.

    Jacek Antczak


    Profesor najwyższej klasy

    Bogdan Zdrojewski: Niezwykły człowiek, ogromna wiedza i nadzwyczajna skromność. Strata w polskim kulturoznawstwie nie do odrobienia. Wszyscy Jego uczniowie, do których też mam przyjemność się zaliczać, wiedzą, iż żegnamy wzór wielkiej wrażliwości na wszelkie przejawy kultury. Ta była wartością autoteliczną. Jego definicja kultury, niedotykalnej, w której znaki i wartości budują przestrzeń wręcz nadzwyczajną, ale autonomiczną, powinna... nie dopowiem... to trzeba samemu... Ja sam dziś dziękuję za obecność, za jakość.

    Krzysztof Mieszkowski: Studia, które założył, były elitarne nie tylko ze względu na niewielką liczbę studentów, przede wszystkim na poziom kształcenia, horyzonty, które przed nami odkrywał. Śledziliśmy każde jego słowo z podziwem. My, studenci chuligani, siadaliśmy na jego wykładach w pierwszych ławkach. Jego wielka klasa naukowa i ludzka determinowały styl bycia wszystkich. Mało kto wie, że to on odkrył wielkość Witkacego. Mało kto wie, że lubił piłkę nożną, której był znawcą. Nie doczekał mistrzostw. Szkoda, że nie skorzystają z jego wiedzy kolejni studenci. Odszedł wielki humanista.

    Damian Koniarek: Jeden na milion. To był fenomen, także w środowisku naukowym. Nieugięty, dobry, cierpliwy i kierujący się w życiu tymi wartościami, o których tak często mówił. (...) Na zawsze pozostanie mi w pamięci egzamin, prawie godzinny, w dobrym, wręcz przedwojennym stylu, w czasie którego widać było, że student to nie intruz, którego trzeba przeegzaminować jak najszybciej, ale człowiek, z którym można toczyć ciekawą dyskusję. (...) Kto dziś tak potrafi? Takich ludzi nam potrzeba w każdych czasach. Oby wszyscy jego uczniowie okazali się godnymi następcami.

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    toeria

    Student kulturoznastwa (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 62 / 47

    Ja go nie znałam ale nie nawidze te jego toerii która na wciskają jako najlepszą na świecie

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    pIETRASZKO

    a (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 74 / 61

    Ze studiów jedne osoby zostawiaja głęboki ślad w sercu i pamięci, inne tylko wspomnienie. Docent (wowczas) Pietraszko zostawił niezarty slad

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    pietraszko mistrz

    CZESLAW (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 63 / 63

    NET I JA BNIECH KTOŚ Z MOJEGO ROKU NNAPICZE MOZE MAGDA KRZYŚ DZIDEK STRACH!

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    pietraszko mistrz

    czesław bednarek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 108 / 61

    piszę to późną nocą A DLATEGO ZE PRACUJĘ W NECIE- słucham FRASYNIUKAS TV STARE LATA lecz mieszkam od wielu lat w dobrobycie w SWARZĘDZU. CZY JA PO 77 ROKU, A WTEDY SKONCZYŁEM SLYNNY 2 ROK...rozwiń całość

    piszę to późną nocą A DLATEGO ZE PRACUJĘ W NECIE- słucham FRASYNIUKAS TV STARE LATA lecz mieszkam od wielu lat w dobrobycie w SWARZĘDZU. CZY JA PO 77 ROKU, A WTEDY SKONCZYŁEM SLYNNY 2 ROK -kulturoznawsTWA MOŻE GO/PIETRASZKĘ/ ZDRADZIŁEM- W PEWIeN SPOSÓB TAK ale cóz jestem mu wierny bo PIETRASZKO BYŁ KIMS!!!I MOŻE JAK ŻONA MI MÓWI/ KRÓTKI EPIZOD NA STUDIACH,STUDIÓW NIE SKOŃCZYŁA ALE LUBIŁA TYLKO SŁUCHAC S. BEDNARKA, CÓŻ PRAGMATYCZKA NAUCZYCIELKA,DR//PRACUJE W TZW KULTURZE BYŁEM W DZIENNIKARZEM DO 24 GRUDNIA KIDYS,PROWDZIŁEM DOM KULTURY ANTYKWARIAT-KSIĄZEK JA MŁÓDY ŚREDNIO WYKSZTAŁCONY CHŁOPAK Z GNIEZNA /CÓZ LUBIŁEM KINO/ PEWNYCH RZECZY NIE DOSTAŁEM NA KULTUROZAWSTWIEFILMU!!! A BYŁA DEGLEROWA DNOOOOO! NIE BYŁO WTEDY FILMU /NA CO LICZYLIŚMY/ .MAGALA BYŁ 2 MIESIĄCE I WYLECIĄŁ-SB GO ALE BYŁ KOCHANY MIODEK,SOBOL!!! KAJDASZ. P KOFIN,ZABŁOCKI!!! , BANAŚ! STAFIEJ HAS BEDNAREK.+ -CUDOWNI LUDZIE ASYSTENCI- ABRAMOWICZ,GREGORASZ, CESARZ/POLITOLOG PYKA EKOOMIA POL - BRAT SŁYNNEGO ON NAM PRZY PIWIE OPOWIADAL O MARCU68, , INNI A NA TRZECIM ROKU ESKAPADA NA WĘGRY CUDNII LUDZIE N INNI,JEZELI TO KOMUS OPOWIADAM TO MÓWIĄ , ZE TO BYLY BAJKI LECZ BAJKI SĄ WTEDY KIEDY ZACZĘŁA NIE "URAWNIŁOWKA" KIEDY WARSZAWKA WZIĘŁA TO W SWOJE DŁONIE I NA TYM ZAKOŃCZŁ SIE MIT KULTUROZNAWSTAWA HEJ A TO PISZĘ JA CZESŁAW BEDNAREK NR 50 DYPLOM KULTUROZAWSTWA PS.. JEDNO JESZCZE JAKO DZIADEK MOGĘ COŚ POWIDZIEĆ MO MAM WNUKA PIETRSZKO PALIŁ PAPIEROSY POZNNAŃSKIE CIEMNE W BRĄZOWYCH I PODPISYWAŁ SIE ZWSZE CZARNYM DL.
    AHA I MOŻE LUBIŁ "ŚLĘZE " WROCŁAW ALE KIEDYS GRAŁ W LUBLINIANCE LUBLIN
    KONIEC I KROPKA ZNAŁEM JEGO SYNA .AZ ZA DOBRZE IWIWEMzwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    [*]

    PK (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 91 / 57

    wielka szkoda tego człowieka i inspiratora,
    niech spoczywa w pokoju

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo