Szczepić czy nie?

Materiał partnera zewnętrznego Zaktualizowano 
W Polsce liczba zaszczepionych maluchów cały czas przekracza 95 proc. Taki poziom gwarantuje odporność zbiorowiskową przed groźnymi chorobami zakaźnymi, uniemożliwia rozprzestrzenianie się drobnoustrojów i zapewnia ochronę także tym dzieciom, które nie są zaszczepione.

Liczba rodziców, którzy nie pojawiają się ze swoimi pociechami w poradniach, w ostatnich latach gwałtownie jednak wzrasta. Z danych gromadzonych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, wynika, że w 2010 r. odnotowano niewiele ponad 3 tys. odmów zaszczepień dzieci, w 2013 r. nie zgodziło się na to ponad 7 tys. osób, w 2016 r. – już ponad 23 tys., w ub. roku blisko 31 tys.!

Rosnąca liczba opiekunów, którzy nie pojawiają się w poradniach medyków na obowiązkowe szczepienia chroniące przed odrą, tężcem czy krztuścem, to efekt przede wszystkim zyskujących coraz większą popularność tzw. ruchów antyszczepionkowych. Ich przedstawiciele przekonują, że lista preparatów, które należy podać maluchom, jest zdecydowanie za długa, część chorób zakaźnych, przed którymi mają chronić, w Polsce już nie występuje, a ich zastosowanie może mieć szkodliwy wpływ na organizm dziecka i powodować szereg powikłań.

Czym może skończyć się bagatelizowanie roli tego rodzaju profilaktyki, dobitnie pokazuje przykład Ukrainy. Niski poziom wyszczepialności w tym kraju sprawił, że u naszych wschodnich sąsiadów pojawiły się ogniska epidemiczne odry. Najnowsze dane Centrum Zdrowia Publicznego na Ukrainie pokazują, że tylko w tym roku odnotowano tam ponad 32 tys. przypadków tej choroby zakaźnej – dziesięcioro dzieci i czworo dorosłych zmarło z powodu powikłań.

Na odrę ciągle chorują również Polacy. W 2016 r. odnotowano u nas 133 przypadki, w ubiegłym roku 63, w pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku do lekarzy trafiło już 128 osób.

Do gabinetów medyków nieustannie zgłaszają się również pacjenci z krztuścem. W 2016 r. liczba zachorowań na niego wyniosła blisko 7 tys. – 1,6 tys. pacjentów wymagało leczenia na oddziałach szpitalnych. To najgorszy wynik w ciągu ostatnich dwóch dekad. W ub. roku zachorowało o połowę mniej osób, nie oznacza to jednak, że krztusiec przestał nam zagrażać.

W przypadku krztuśca okazuje się, że pełnej odporności nie zapewnia ani przechorowanie, ani zaszczepienie całym cyklem przewidzianych kalendarzem szczepień. Szczepionka chroni mniej więcej przez okres 5-10 lat, w zależności od zastosowanego preparatu, dlatego trzeba ją powtarzać – wyjaśnia dr n. med. Iwona Paradowska-Stankiewicz, konsultant krajowy ds. epidemiologii.

Krztusiec wyjątkowo łatwo zaś się rozprzestrzenia. Szacuje się, że jeden chory może zarazić nawet kilkanaście nieuodpornionych osób. Choroba ma stosunkowo łagodny przebieg u dorosłych, najczęściej objawia się przewlekłym kaszlem, wyjątkowo niebezpieczna jest jednak dla dzieci, szczególnie tych najmniejszych, które jeszcze nie przyjęły szczepionki. W ich przypadku może skończyć się nawet zgonem.

Zdaniem ekspertów, obowiązkowa profilaktyka krztuśca powinna objąć również dorosłych, zwłaszcza tych, którzy planują dziecko, czy na co dzień pracują z maluchami.

O to, czy szczepionki stały się ofiarami własnego sukcesu, skąd bierze się rosnąca liczba ich przeciwników i jak odwrócić ten trend, zapytaliśmy ekspertów podczas debaty w redakcji „Dziennika Polskiego”. Poniżej prezentujemy obszerne jej fragmenty.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba rodziców, którzy odmawiają zaszczepienia swoich dzieci, wzrosła niemal dziesięciokrotnie. Szacuje się, że w tym roku takich odmów będzie nawet 40 tys. Czy można jeszcze odwrócić ten trend?

Dr hab. med. Ernest Kuchar, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii: – Moim zdaniem sytuacja w tym zakresie się poprawi, ale obawiam się, że dopiero po negatywnych doświadczeniach. Dziś mało kto pamięta, że jeszcze w latach 50. XX wieku, przed wprowadzeniem pełnokomórkowych szczepień ochronnych, odnotowywaliśmy rocznie ponad tysiąc zgonów niemowląt chorujących na krztusiec. Żyjemy w bardzo dobrych warunkach sanitarnych, w związku z tym te wszystkie choroby zakaźne, które kiedyś gnębiły naszych przodków, występują sporadycznie. I dlatego rodzice błędnie postrzegają ryzyko – widzą zagrożenia w szczepieniach, a nie w chorobach. W biedniejszych krajach Ameryki Południowej czy Afryki do szczepień ustawiają się kolejki. Tam ludzie właściwie oceniają korzyści płynące z takiej profilaktyki i nie mają wątpliwości, jaką decyzję podjąć.

Jan Nowak, lekarz ze Szpitala Specjalistycznego im. J. Dietla w Krakowie: – Na pewno potrzebna jest większa aktywność lekarzy na tym polu. Tak żeby ruchy antyszczepionkowe miały swoją przeciwwagę w postaci fachowych informacji, począwszy od lekarza rodzinnego po zorganizowaną kampanię edukacyjną.

Szczepienia uznawane są za jedną z największych zdobyczy cywilizacji, z czego więc wynika rosnąca popularność ruchów antyszczepionkowych?

Prof. dr hab. med. Andrzej Zieliński, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny: –Propaganda antyszczepionkowa była obecna od zawsze. Mamy nawet w PZH taką książeczkę o straszliwej szkodliwości szczepień przeciwko ospie. Ta straszliwa szkodliwość skończyła się wyeliminowaniem jednej z najgroźniejszych chorób epidemicznych, dziś nikt na świecie na nią nie choruje. Bardzo istotnym narzędziem ruchów antyszczepionkowych jest internet. Powszechny dostęp do tego medium spowodował zrównanie wypowiedzi kompetentnej z zupełnie niekompetentną. Człowiek, który siłą rzeczy nie ma na ten temat wielkiego pojęcia, słyszy o ciężkich chorobach, zgonach i wierzy, że mają one związek ze szczepionkami. Żeby coś powiązać ze szczepieniem, trzeba mieć odpowiednią wiedzę metodologiczną, wiedzieć, z których badań można wyciągnąć wnioski przyczynowe.

Dr hab. Kuchar: – Ruchy antyszczepionkowe mają większą siłę przebicia, bo ich przekaz jest bardzo emocjonalny. Dane epidemiczne nigdy nie będą tak obrazowe jak widok chorego dziecka. Wyższe wykształcenie ma coraz więcej Polaków, wiedza o szczepieniach, metodologii naukowej jest jednak niewielka. Dawniej ludzie mieli większe zaufanie do medycyny, ale zostało ono mocno podważone.

Rośnie liczba przypadków chorób zakaźnych m.in. odry i krztuśca. To prawda, że w przypadku odry jesteśmy już na granicy utracenia odporności populacyjnej?

Prof. Zieliński: – Odra jest strasznie zaraźliwą chorobą, próg odporności zbiorowiskowej dla niej jest wyższy i wynosi ok. 95 proc. Na szczęście jeszcze nie zeszliśmy poniżej niego, ale gdyby to się wydarzyło, grozi nam pojawienie się ognisk chorobowych. My nie mamy rodzimej odry. Nasza odra została całkowicie wyeliminowana i wszystkie przypadki, które zdarzają się w Polsce, są efektem przywiezienia szczepów wirusa z innych krajów.

Dr hab. Kuchar: – To kolejna świetna ilustracja nieprawdziwych informacji, które propagują ruchy antyszczepionkowe. Jedno z ich podstawowych twierdzeń jest takie, że choroby zakaźne same znikają, głównie dzięki poprawie warunków sanitarnych, a szczepienia nie mają na to wpływu. Tymczasem sama poprawa warunków sanitarnych nie wystarczy, szczególnie że my żyjemy otoczeni krajami, w których te groźne choroby zakaźne występują. Na Ukrainie na przykład są przypadki błonicy. Polacy na nią nie chorują, nie dlatego, że w cudowny sposób zabezpiecza nas granica, mnóstwo Ukraińców pracuje przecież w Polsce, ale dlatego, że polska populacja jest wyszczepiona. Świat stał się bardzo mały, dużo podróżujemy, rośnie migracja – jeśli więc epidemia wybuchnie w jakimś odległym zakątku, to w ciągu kilku dni może być sprowadzona do Polski i jeśli trafi na podatną nieudpornioną populację, pojawią się zachorowania.

Wraca również krztusiec. To bardzo niebezpieczna choroba, która dotyka nie tylko dzieci. Zapadają na nią również dorośli. Często to właśnie dorośli zarażają dzieci.

Lek. med. Łukasz Durajski, rezydent pediatrii, przewodniczący Zespołu ds. Szczepień Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie: – Sam w swoim gabinecie miałem kilkoro małych pacjentów z przeciągającym się kaszlem, u których zdiagnozowaliśmy krztusiec, po tym, jak tę chorobę wykryto również u ich rodziców. Opiekunowie złapali krztusiec, bo nie powtórzyli szczepienia ochronnego, a następnie zarazili swoje dzieci. W Polsce utarło się, że szczepienia są domeną pediatrów. To błędne myślenie. Dorośli również powinni się doszczepiać. Szczepionka na krztusiec ma bowiem swój określony czas działania, który w zależności preparatu wynosi 5-10 lat (około dwukrotnie dłużej po szczepieniach pełnokomórkowych). A zaszczepieni rodzice to również ochrona dla dziecka.

Dr hab. Kuchar: – Przed wprowadzeniem szczepień ochronnych krztusiec zbierał obfite żniwo, wszyscy mieli z nim kontakt. Dorośli niemal nie chorowali, zarażały się natomiast małe dzieci. Krztusiec był przyczyną licznych zgonów i powikłań, np. zapaleń płuc. To jest bardzo groźna choroba. Miałem ostatnio dwa przypadki krztuśca u kilkumiesięcznych bliźniąt. Zaraziły się od taty, nie były szczepione, bo cierpiały na kardiomiopatię (choroba kardiologiczna - przyp. red.), więc na wszelki wypadek zwolniono je z tego obowiązku. Trafiły do szpitala w ciężkim stanie, z bezdechem, sinicą, bo w czasie ataku kaszlu krztuścowego dziecko jest niedotlenione, na szczęście wyszły z tego.

Na rynku mamy jednak bardzo dużo preparatów. I nawet u zwolenników szczepień pojawiają się wątpliwości, z których z nich korzystać. Toczy się na przykład dyskusja między zwolennikami szczepionek pełnokomórkowych i bezkomórkowych. Środowisko medyczne jest w tej kwestii podzielone.

Prof. Zieliński: – Szczepionka bezkomórkowa została wymuszona przez odmowy szczepień w latach 90. XX wieku. Kraje takie jak Wielka Brytania czy Szwecja przez spadek wysz¬czepialności zanotowały wtedy wzrost zachorowań na krztusiec. Wówczas odpowiedzią było wprowadzenie szczepionki bezkomórkowej, która była rejestrowana jako ta powodująca mniej objawów ubocznych. Po latach okazuje się, że to wcale nie jest takie pewne. Analizy, jakie przeprowadzała dr Iwona Paradowska-Stankiewicz, wykazały, że te różnice w Polsce są w zasadzie bardzo niewielkie. Światowa Organizacja Zdrowia w tej chwili przestaje rekomendować szczepionki bezkomórkowe i twierdzi, że te kraje, które do tej pory stosowały szczepionki pełnokomórkowe, czyli także Polska, powinny przy nich zostać.

A wieloskładnikowe szczepionki? Może mniejsza liczba wkłuć byłaby w stanie przekonać rodziców?

Lek. med. Durajski: – Rzeczywiście są tacy rodzice, którzy przychodzą do gabinetu i proszą o tę szczepionkę, która ma mniejszą liczbę wkłuć. Zależy im, żeby dziecko mniej cierpiało. Z drugiej strony inni opiekunowie obawiają się, że naraz w jednej strzykawce podajemy szczepionki przeciwko kilku chorobom. Podstawą jest rozmowa i wyjście naprzeciw oczekiwaniom rodziców, tym bardziej że w Polsce mamy możliwość wyboru. Można jednorazowo zaszczepić przeciwko kilku chorobom albo zdecydować się na kilka pojedynczych wkłuć.

Wieloskładnikowe szczepionki są równie skuteczne co te pojedyncze?

Prof. Zieliński: – To zależy. Kiedy były wprowadzane i poddawane dokładnym badaniom, w zasadzie większość tych szczepionek odpowiadała pod względem skuteczności osobnym szczepieniom. Później okazywało się, że niektóre z nich w części swoich składników dają gorsze efekty. Trzeba szanować oczekiwania rodziców, nie ma jednak medycznych przesłanek za stosowaniem szczepionek wieloskładnikowych. Mało tego w przypadku wieloskładnikowych szczepionek dużo trudniejsza jest analiza niepożądanych odczynów poszczepiennych, trudniej przypisać objaw konkretnemu składnikowi. Jest jeszcze sprawa kosztów. Jeśli mamy wprowadzać kolejne szczepionki do kalendarza – a tu wielkim faworytem jest szczepienie przeciwko HPV, czyli wirusowi powodującemu raka szyjki – musimy brać pod uwagę wydatki.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3