MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Świdnica: Proces gangu ruszy od nowa

Małgorzata Moczulska
Piotr T. i Stanisław S. są 6 lat w areszcie. Adwokaci zapowiedzieli, że zażądają odszkodowania
Piotr T. i Stanisław S. są 6 lat w areszcie. Adwokaci zapowiedzieli, że zażądają odszkodowania Janusz Wójtowicz
Do Sądu Okręgowego w Świdnicy po trzech latach od wydania wyroku wrócił akt oskarżenia przeciwko gangowi bokserów, najgroźniejszej zbrojnej grupie przestępczej w regionie. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację skazanych mężczyzn i nakazał rozpatrzenie sprawy raz jeszcze. Powód? Błąd adwokata i brak reakcji sędziego.

Czy to oznacza, że kierujący gangiem Piotr. T. oraz Stanisław S., byli mistrzowie Polski w boksie, skazani na 12 i 13 lat więzienia, wyjdą na wolność? To prawdopodobne. Obaj są już bowiem w areszcie 6 lat i - zanim dojdzie do kolejnego ich prawomocnego skazania - miną co najmniej 2 lata. Adwokaci już stwierdzili, że to łamanie praw człowieka i będą wnosić o odszkodowanie za przewlekłość aresztu.

Sąd Najwyższy skasował wyroki na gangsterów - zarówno ten Sądu Okręgowego w Świdnicy, jak i w całości go podtrzymujący wrocławskiego Sądu Apelacyjnego - głównie z powodów proceduralnych. Chodzi głównie o to, że Piotra T. na 18 rozprawach reprezentował nie adwokat, a zatrudniony u niego prawnik z pierwszego roku aplikacji, podczas gdy takie uprawnienia ma się dopiero na trzecim roku.

- Sąd zorientował się w końcu, że ten aplikant nie powinien stawiać się na rozprawach i zobowiązał do tego adwokata. Proces toczył się dalej, bo strony nie wnosiły o powtórzenie przesłuchań świadków - tłumaczy Tomasz Białek, rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy.
Przyznaje, że wyrok Sądu Najwyższego to nauczka na przyszłość. A czy adwokat odpowie za uchybienie, które doprowadziło do powtórzenia procesu? Wygląda na to, że grozi mu jedynie kara dyscyplinarna.

- To ewidentne zaniedbanie adwokata. Coś takiego w ogóle nie powinno się zdarzyć - mówi mec. Tadeusz Roczniak, szef Okręgowej Rady Adwokackiej w Wałbrzychu.

Sprawa gangu bokserów wraca do Sądu Okręgowego w Świdnicy, bo wyrok sprzed trzech lat ze względów proceduralnych skasował Sąd Najwyższy. Okazało się m.in., że Piotra T. na 18 rozprawach reprezentował prawnik, który był na pierwszym roku aplikacji. A takie uprawnienia ma się dopiero na trzecim.

Jak sąd mógł to przeoczyć? - Wychodziliśmy z założenia, że jeśli adwokat przysyła aplikanta, to zna procedury. Nie sprawdzaliśmy, czy aplikant ma uprawnienia - wyjaśnia Tomasz Białek, rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Powrót sprawy do Świdnicy będzie się wiązać z licznymi utrudnieniami. Poprzednio dwa razy w tygodniu zamknięta była częściowo jedna z ulic przy sądzie, gangsterów konwojowały dziesiątki policjantów, wielu pilnowało ich na sali rozpraw. Do sądu za każdym razem wzywano brygadę antyterrorystów z psami do wykrywania ładunków wybuchowych.

A jeśli obrona zechce ponownie przesłuchać świadków koronnych, którzy mają w tej sprawie kluczowe znaczenie, oznacza to również spore koszty. Poprzednio trzech świadków było dowożonych do sądu w pełnej konspiracji. Najpierw przylatywali helikopterem, potem radiowozy wiozły ich do sądu.

- Mam nadzieję, że jeszcze w październiku uda się rozpocząć proces. Kolejne terminy rozpraw będziemy wyznaczać tak często, jak to tylko możliwe - zapewnia sędzia Tomasz Białek.
Gang bokserów to największa i najgroźniejsza grupa przestępcza w regionie. Do tej pory prokuratura oskarżyła prawie 150 osób. Ponad połowa została skazana. Gangiem kierowali Piotr T. i Stanisław S. Przez kilka lat grupa robiła w regionie wałbrzyskim, co chciała. Pomagali im skorumpowani policjanci z komendy powiatowej w Świdnicy (ich proces toczy się w sądzie okręgowym).

Grupa ma na sumieniu usiłowanie zabójstwa, zastraszanie, handel bronią, pobicia oraz produkcję i handel narkotykami. Byli przez kilka lat dostawcami marihuany przemycanej do Polski z Holandii. Kilka razy w tygodniu kurierzy przyjeżdżali do kraju z narkotykami. Na rynek trafiło co najmniej 800 kilogramów marihuany. Bokserzy zmonopolizowali narkotykowy rynek na południu Polski.
Gang kontrolował też agencję towarzyską "Ranczo" w podświdnickich Marcinowicach, czerpiąc z tego przez kilka lat spore dochody.

Grupa ma na sumieniu usiłowanie zabójstwa, zastraszanie, handel bronią, pobicia oraz produkcję i handel narkotykami

We wrześniu 2003 r. szefowie gangu przyjęli zlecenie na przemyt do Austrii miliona tabletek ekstazy wartych 4,5 miliona zł. Z Holandii bez problemu przedostali się do Wiednia, ale wpadli podczas transakcji w hotelowym pokoju, bo przemyt był prowokacją amerykańskich i austriackich służb specjalnych.

Rozbicie grupy nie byłoby możliwe, gdyby nie 30-letni Daniel B. Ten skruszony przestępca dostał status świadka koronnego, pomógł policjantom w rozpracowaniu grupy i posłał na ławę oskarżonych dziesiątki osób.

- Na jego życie czyha mnóstwo ludzi - tłumaczą śledczy. To, gdzie mieszka i co robi, objęte jest tajemnicą. Prokuratorzy nie chcą nawet mówić, czy przeszedł operację plastyczną, czy zmienił tożsamość lub wyjechał za granicę.

W 2005 r., kiedy dzięki zeznaniom tego świdniczanina policja zaczęła zamykać kolejnych gangsterów, próbowano go oczernić i podważyć wiarygodność. Do prokuratury zostało złożone zawiadomienie, że popełnił brutalne morderstwa w Belgii oraz w Jugosławii. Śledczy nie dali się na to nabrać.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska