Stanisław Maczek. Generał „Czarnych Diabłów”

OPRAC.: Wojciech Kalwat, Piotr Potomski
Odjazd czołgu Cromwell VII szwadronu sztabowego. Od lewej: gen. Stanisław Maczek (mówi przez laryngolofon), rotmistrz T. Wysocki.
Odjazd czołgu Cromwell VII szwadronu sztabowego. Od lewej: gen. Stanisław Maczek (mówi przez laryngolofon), rotmistrz T. Wysocki. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Stanisław Maczek urodził się w ziemiańskiej rodzinie o chorwackich korzeniach. Z wykształcenia był filozofem, z pasji żołnierzem. Do historii przeszedł jako wybitny dowódca 1. Dywizji Pancernej.

Legendarny dowódca pancerniaków przyszedł na świat 31 marca 1892 r. w Szczercu niedaleko Lwowa. Patriotyczną postawę wyniesioną z domu ugruntowała nauka w drohobyckim gimnazjum. Po maturze rozpoczął studia na Wydziale Filozofii i Filologii Polskiej lwowskiego uniwersytetu. Tam pod kierownictwem prof. Kazimierza Twardowskiego studiował filozofię, a u prof. Wilhelma Bruchnalskiego i Józefa Kallenbacha – polonistykę. We Lwowie wstąpił do Związku Strzeleckiego, paramilitarnej formacji będącej zalążkiem przyszłego wojska polskiego. Nie wyruszył jednak na wojnę w szeregach Legionów Piłsudskiego, ponieważ został zmobilizowany do armii austro-węgierskiej. W doborowym 2. pułku tyrolskim „Kaiser-Jaeger” walczył na froncie włoskim, a zdobytym doświadczeniem dzielił się ze słuchaczami Szkoły Oficerskiej XIV Korpusu w Steyer w Górnej Austrii. Po powrocie do pułku dowodził pododdziałem narciarzy i alpinistów walczących w Dolomitach i pod Asiago. W styczniu 1918 r. został ranny w nogę. Służba w cesarsko-królewskiej armii przyniosła Maczkowi awans na porucznika i odznaczenia, w tym rzadko przyznawany medal „Za ratowanie rannych”. Dała mu także znakomite wyszkolenie i wiedzę, którą spożytkował w walce o niepodległość Polski. Po rozpadzie monarchii Habsburgów zorganizował kompanię ochotników, z którą uczestniczył w polsko-ukraińskich starciach o Lwów. Jego oddział specjalizował się w śmiałych i szybkich atakach, często z użyciem broni maszynowej i granatów. Na czele „lotnej kompanii szturmowej” Maczek udanie walczył o Drohobycz i Borysław, które były ważnymi centrami górnictwa naftowego.

Po jednej z brawurowych akcji pod Chyrowem został wezwany do zdania raportu. „Z kb przewieszonym przez plecy, z dwoma ręcznymi granatami za pasem, osmolony i obłocony i w tej groźnej postaci melduję się u dowódcy, który podjechał na front na pancerce [pociągu pancernym]. Był nim Komendant Józef Piłsudski. […] Melduję się więc przepisowo, szarżą, nazwiskiem etc. i zdaję relację z bitwy. Oczy Piłsudskiego lustrują mnie badawczo, wreszcie z uśmiechem odzywa się: »Ale to groźnie wyglądacie, poruczniku – ale z tą górą, to załatwiliście się szybko – trzymajcie tylko ją«. […] Incydent ten ma głębsze następstwa. Ilekroć los mnie styka z marszałkiem Piłsudskim, tylekroć w rozmowie wypływa mój groźny wygląd z ręcznymi granatami za pasem”. Spotkanie z Piłsudskim miało jeszcze ten skutek, że Stanisław Maczek otrzymał jako pierwszy w odrodzonym Wojsku Polskim awans na polu bitwy (26 czerwca 1919 r.). Już jako kapitan w różnych formacjach wziął udział w wojnie z bolszewikami.

Umysł praktyczny, szybko się orientujący

Okres wojennej kariery Maczka to dokształcanie się, awanse oraz nabywanie umiejętności dowodzenia coraz to większymi jednostkami. Pierwsze lata powojenne spędził we Lwowie. W opinii służbowej z 1921 r. pisano o nim: „Obowiązki swe spełnia bardzo chętnie i pod każdym względem wzorowo. Ambicja pracy wybitna. Stosunek do podwładnych wzorowy. W boju odważny i dzielny oficer. Fizycznie dobrze rozwinięty, wytrzymały na niedomagania. Interesuje się sportem. Bardzo duża inteligencja. Umysł rzutki, praktyczny, szybko się orientujący. Zdolności kierownicze wybitne. Nadaje się na samodzielne stanowisko”. Pochwały poskutkowały skierowaniem Maczka na studia w Wyższej Szkole Wojennej. Słuchaczem był pilnym, co przełożeni skwitowali oceną pozwalającą na piastowanie każdego stanowiska w Sztabie Generalnym. Jesienią 1924 r. Maczek objął we Lwowie obowiązki szefa Ekspozytury nr 5 Oddziału II Sztabu Generalnego WP, zajmującej się wywiadem wojskowym na terenie ZSRR. Już jako podpułkownik odpowiadał za odtworzenie zniszczonej sieci informatorów. Praca ta przyniosła mu uznanie przełożonych wyrażone w ocenie: „Samodzielny, o niespożytej energii i inicjatywie. Zdolności organizacyjne wybitne. Ogólna wartość dla służby wybitna. Ideowość wzorowa”. Jesienią 1927 r. Maczek powrócił do służby liniowej, a w listopadzie 1930 r. został awansowany na pułkownika. Podczas jednej z gier wojennych marszałek Piłsudski, podsumowując odprawę dowódców, miał stwierdzić: „Słabo się orientujecie, jedynie Maczek wie, o co chodzi. Pochwała i zasługi wpłynęły na przeniesienie Maczka do Częstochowy, gdzie otrzymał dowództwo 7. Dywizji Piechoty. Miał 46 lat, gdy w październiku 1938 r. powierzono mu dowództwo 10. Brygady Kawalerii. Idealnie nadawał się na to stanowisko. Przełożeni chwalili „naturalny dar dowodzenia i zmysł taktyczny”, „rozległą wiedzę taktyczną i operacyjną”. Liczono na jego przebojowość i doświadczenia wyniesione z dowodzenia oddziałem szturmowym i zainteresowania bronią pancerną. Polski sztab główny traktował jednostkę motorową jako eksperyment i próbę odpowiedzi na tworzenie wielkich jednostek pancernych w Niemczech i ZSRR. Przewidywano, że brygada będzie jednostką samodzielną, ruchliwą, bardziej odporną na zmęczenie niż tradycyjne oddziały kawaleryjskie i dysponującą większą siłą ognia. Niestety, wobec niedostatecznego wyposażenia w sprzęt jednostka tylko w niewielkim zakresie nadawała się do zadań ofensywnych. Maczek zdawał sobie sprawę z niedostatków w uzbrojeniu, toteż starał się je zniwelować organizacją, wyszkoleniem w strzelaniu i zgraniem pododdziałów. Rychło okazało się, że tak wyszkolona brygada zdała egzamin.

Garstka w masie Francuzów

W II wojnie światowej Stanisław Maczek walczył od pierwszego do ostatniego dnia. We Wrześniu ’39 w sposób tyleż brawurowy, ile rozważny szczupłymi siłami powstrzymywał ataki o wiele silniejszego przeciwnika. Ciągle w walce, nie dając się pobić, wycofywał się ku węgierskiej granicy. W walce stosował zasadę możliwej koncentracji sił na wybranym kierunku. Bijąc się twardo, starał się nie narażać żołnierzy na niepotrzebne ofiary. Po przekroczeniu granicy został na krótko internowany przez władze węgierskie. Zaopatrzony w fikcyjny paszport, wraz z rodziną przedarł się do Francji. Nad Sekwaną czekały go pochwały, generalski awans, ale i rozkaz organizowania wojska. Mimo oporów Francuzów udało mu się odbudować 10. Brygadę Kawalerii z dodatkiem Pancernej. Niestety, broni i sprzętu było jak na lekarstwo, co uniemożliwiało należyte przygotowanie jednostki do walki. Zmianę przyniosły dopiero wydarzenia na froncie. Niechętni dotychczas Francuzi przekazali sprzęt i nakazali z marszu wkraczać do boju. Zadanie wskutek niedostatecznej ilości czasu było niewykonalne. Wobec niekorzystnego rozwoju sytuacji na froncie zdecydowano się podzielić 10. Brygadę Kawalerii Pancernej. Pierwsza grupa, pod osobistym dowództwem Maczka, ruszyła na front, druga miała się przygotowywać do walki. Improwizowana grupa bojowa przeszła krótki i dramatyczny szlak bojowy. „Jesteśmy garstką Polaków wśród masy wojsk francuskich – pisał Maczek – i nie wolno nam zrobić wstydu. Dlatego też trzeba […] wojować jak gdyby nigdy nic”. Głównym zadaniem była osłona wycofujących się jednostek francuskich. Najbardziej spektakularnym wyczynem były walki o Montbard, gdzie planowano uchwycić przeprawę przez Kanał Burgundzki. Pomimo brawurowego natarcia i zadania nieprzyjacielowi strat mostu nie udało się zdobyć. Brygada znalazła się w kotle. Wobec wyczerpania zapasów paliwa i niemożności wydostania się zwartym oddziałem z okrążenia Maczek zdecydował się rozformować jednostkę. Żołnierze w małych grupach mieli się przedzierać na południe Francji.

Największe zwycięstwo

Droga gen. Maczka do Wielkiej Brytanii to gotowy scenariusz filmu przygodowego. Najpierw w towarzystwie kilku podkomendnych ruszył w trwającą 18 dni wędrówkę ku Marsylii. Unikając niemieckich partoli, przy pomocy ludności francuskiej, polskim wojskowym udało się przedrzeć do nieokupowanej części Francji. Po wystaraniu się o fałszywy paszport, z zaświadczeniem, że jest zdemobilizowanym starszym strzelcem francuskiej Legii Cudzoziemskiej, Maczek opuścił Marsylię i dotarł do Oranu w Algierii, a potem do Casablanki, gdzie przebywała jego rodzina. Razem z nią drogą morską dostał się do Lizbony, a następnie już samolotem do Bristolu. W sobotę 21 września 1940 r. Maczek postawił stopę na ziemi brytyjskiej. Nie zwlekając, skierował się do Szkocji, gdzie stacjonowali polscy rozbitkowie z kampanii francuskiej. Podczas powitania weterani wylegli na stację kolejową, porwali generała na ręce i przebrali w czarną skórzaną kurtkę i czarny beret. Powitalna manifestacja nie pozostawiała złudzeń. Żołnierze byłej 10. Brygady Kawalerii nie chcieli być piechotą. Chcieli być wojskiem motorowym, pancernym. Chciał tego także ich dowódca. Zanim do tego doszło, trzeba było przełamać opór wojskowej starszyzny zarówno polskiej, jak i brytyjskiej. Maczek dowodził, że skoro wojsko polskie na Zachodzie jest tak nieliczne, to należy je wykorzystać możliwie najefektywniej. Szansę na to dawało zorganizowanie nowoczesnej dywizji pancernej, którą zaczęto formować na początku 1942 r. Powstała silna i nowoczesna jednostka bojowa o dużej sile ognia, która w czerwcu 1944 r. miała się stać ważnym ogniwem alianckich sił inwazyjnych w Normandii. Lądowanie we Francji przebiegło sprawnie. 8 sierpnia 1944 r. dywizja była gotowa do walki z Niemcami. W rozkazie gen. Maczek pisał: „Idąc do pierwszej bitwy, będziemy żądali rachunku za całe pięć lat tej wojny. Za Warszawę, za Kutno, za Westerplatte i za setki i tysiące bezbronnych ofiar. […] Nie znaczy to jednak, że macie stosować barbarzyńskie metody walki. Bijcie się tak, jak bił się zawsze żołnierz polski w ciągu całej naszej historii. Bijcie się twardo i po rycersku”.

Chrzest bojowy dywizji (zwanej „Czarnymi Diabłami”) był ciężki i naznaczony stratami. Po nim przyszły walki pod Falaise – największe i najciężej wywalczone zwycięstwo polskich pancerniaków. Kolejne dni i tygodnie to niepowstrzymany marsz naprzód, którego zwieńczeniem, wręcz w symboliczny sposób, była kapitulacja garnizonu niemieckiej floty wojennej w Wilhelmshaven. 23 maja 1945 r. Maczek przekazał dowodzenie dywizją gen. bryg. Klemensowi Rudnickiemu, by objąć obowiązki dowódcy 1. Korpusu Pancerno-Motorowego w Szkocji. Kilka dni później, 1 czerwca 1945 r., prezydent RP Władysław Raczkiewicz nadał Maczkowi stopień generała dywizji, honorując jego wybitne zasługi jako dowódcy frontowego. Położenie Polskich Sił Zbrojnych po wojnie było coraz trudniejsze. Żołnierze widzieli, że cele, o które zabiegali, nie zostały osiągnięte. Polska znalazła się w sowieckiej strefie wpływów, a rząd RP w Londynie utracił poparcie i uznanie zachodnich sojuszników. Maczek nie zdecydował się na powrót do kraju. Pozostał na emigracji, nie akceptując dominacji sowieckiej w ojczyźnie oraz zaboru Kresów, w tym ukochanego Lwowa. Wiedział, co może spotkać w rządzonej przez komunistów Polsce uczestnika wojny polsko-sowieckiej i byłego oficera wywiadu II RP.

Wyruszając do walki w 1939 r., zapewne nie wyobrażał sobie, że powrót do ojczyzny stanie się niemożliwy – dla niego samego, tak jak dla tysięcy jego podwładnych i innych weteranów. Żeby ułatwić zdemobilizowanym żołnierzom powrót do normalnego życia, władze brytyjskie utworzyły Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia, przygotowujący ich do podjęcia pracy poza wojskiem. Polacy mogli uczestniczyć w kursach budowlanych, górniczych, rolniczych, księgowych, handlowych itp. 26 września 1946 r. zdominowany przez komunistów Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej pozbawił Maczka obywatelstwa polskiego w związku „z przyjęciem bez zgody właściwych władz polskich urzędu publicznego w państwie obcym, a to podejmując się funkcji współorganizowania Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczeń, będącego formacją paramilitarną stanowiącą część armii brytyjskiej”. Po demobilizacji generał wraz rodziną osiedlił się w Szkocji. Za odprawę z wojska i oszczędności wynajmował mieszkanie na parterze domu przy Arden Street 16 w Edynburgu. Nie mając polskiego obywatelstwa, Maczek nie miał prawa do polskiej emerytury, nie uzyskał także świadczeń przysługujących żołnierzom alianckim. Aby utrzymać rodzinę, pracował jako robotnik, sprzedawca w sklepie, barman w hotelowej restauracji i portier w klubie sportowym. Jeszcze w wieku 70 lat stał za barem od godz. 12 do 22 (z dwugodzinną przerwą). Przestał pracować dopiero w wieku 88 lat!

Szpalty na wesoło

Żołnierze „Czarnej Brygady” potrafili się śmiać i żartować. Dowcip był antidotum na tęsknotę za domem, smutek, stres. Drwiono z trudnej sytuacji, w której znajdowali się polscy żołnierze, aliantów, wrogów, władz, dowódców i samych siebie. W myśl zasady „śmiech to zdrowie” gen. Maczek zgodził się na wydawanie satyrycznego pisma pod tytułem „Werinajs: Wesoły Dwutygodnik Dziennika Żołnierza”, później przemianowanego na „Wesoły Dwutygodnik Czarnej Brygady”. Czasopismo ukazujące się w „nów i pełnię księżyca” drukowane było od 6 lipca 1941 r. do 6 kwietnia 1942 r. w Perth i Londynie. Jego redaktor naczelny Antoni Wasilewski dbał, by 16 stron periodyku wypełniały satyryczne wiersze, dowcipy i żartobliwe ogłoszenia, np. „Zdolnego piekarza lub cukiernika poszukuje kantyna 24 p.uł.”. Nie brakowało także tekstów głębszych – choć niekoniecznie poważnych – jak np. „Krótka historia Szkocji dla młodzieży”. Twórczość autorów dwutygodnika nie uszła uwadze wojskowej cenzury, czego dowodem były opublikowane puste szpalty czasopisma. „Werinajs” to niejedyny tytuł prasowy wydawany przez pancerniaków gen. Maczka. Szczególną rolę odegrało założenie periodyku „Dziennik Żołnierza”. Pierwsze egzemplarze, w formie odbijanego na powielaczu maszynopisu, zostały wydrukowane we Francji w czerwcu 1940 r. W Wielkiej Brytanii „Dziennik Żołnierza” ukazywał się nadal, ale po pewnym czasie, aby ułatwić sobie kontrolę nad treścią, dowództwo połączyło go z „Dziennikiem Polskim”. Twórcy gazety nie dali jednak za wygraną i szybko założyli nowy tytuł: „Dziennik Żołnierza 1. Dywizji Pancernej”, kontynuujący tradycję i styl poprzednika – przystępny i daleki od topornej propagandy. Po dziale aktualności i artykule wstępnym, nierzadko wychodzącym spod piór takich tuzów jak Ryszard Kiersnowski, Zygmunt Nowakowski czy Tymon Terlecki, pojawiały się tam pełne ostrego dowcipu felietony Macieja Feldhausena i fraszki podpisane Or-Si (Mieczysław Eizenman) oraz J. (Aleksander Janta-Połczyński). Po zakończeniu wojny pluton opieki rozpoczął wydawanie dwutygodnika „Defilada” i miesięcznika „Salamandra”.

***

Dziewięć lat po II wojnie światowej na łamach „Orła Białego” Maczek opublikował swój opis walk w Normandii w 1944 r. W zakończeniu artykułu napisał, zwracając się do swych dawnych podwładnych i wojennej emigracji: „Żołnierz polski spełnił swój obowiązek w sposób godny najwyższej pochwały. Jeszcze nie zebrał plonu swego znoju. Jeszcze czeka nas długa droga i wielka ofiara. Wierzymy, że tak jak runęła olbrzymia potęga militarna, która zalała Polskę wraz z całą Europą, tak wkrótce runie potęga ciemności, która pogrążyła wielką część świata i nasz umęczony Kraj”. Generał doczekał upadku komunizmu w Polsce. Ojczyzny już jednak nie odwiedził. Zmarł 11 grudnia 1994 r. w Edynburgu. Pochowano go z najwyższymi honorami na cmentarzu żołnierzy polskich w Bredzie.

Będzie ustawa o hulajnogach: ograniczenia i mandaty

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie