Soyka: Brać pełnymi garściami z Osieckiej

Małgorzata Matuszewska
fot. Grzegorz Kozakiewicz/ forum
Znakomity piosenkarz i kompozytor Stanisław Soyka opowiada o nieznanym obliczu Agnieszki Osieckiej, poetki, autorki tekstów, do której wierszy napisał niedawno muzykę. Rozmawia Małgorzata Matuszewska

Wybierając wiersze Agnieszki Osieckiej na płytę "... tylko brać. Osiecka znana i nieznana", chciał Pan, żeby słuchaczowi zrobiło się ciepło na sercu ze wzruszenia?
Każdy chce, śpiewając, dodać ducha, otuchy. Nie wiem, czy piosenka jest po coś innego, niż po to, żeby było pogodniej?

Akurat "Uciekaj moje serce" z serialu "Jan Serce" to nie jest pogodna piosenka.
Takich piosenek niewesołych jest już trochę w moim repertuarze. W przypadku wierszy Agnieszki nie dało się inaczej wybrać. Te wiersze są tam dobrze, "czujnie" napisane, autorka potrafi znaleźć jakieś zdanko, które człowiekowi aż idzie w pięty. Postanowiłem napisać do tych wierszy prostą muzykę.

I skomponował ją Pan na gitarze?

Tak, chciałem, żeby była do okiełznania przez gitarzystę. A skoro grałem na gitarze, to pociągnęło za sobą konsekwencje. Stąd w składzie zespołu wziął się Janusz Yanina Iwański i starzy przyjaciele.

Świetnie się zgraliście.
Z niektórymi jesteśmy zgrani od trzydziestu lat (śmiech), więc trzeba przyznać, że wspólne granie to jest wielka przyjemność.

Znał Pan osobiście Agnieszkę Osiecką?
Tak, zostałem jej przedstawiony w 1980 roku przez Marylę Rodowicz i Magdę Umer, chyba w Opolu. Wtedy byłem smarkaczem, nie należałem do najbliższego grona poetki. Ale sprawiało mi wielką radość, że mogę ją spotykać np. na Saskiej Kępie, gdzie mieszkałem, albo czasami widywać gdzie indziej. Pewne jest, że cieszyłem się jej życzliwością. I, no cóż, pewnie jak wielu mężczyzn, nawet się w niej podkochiwałem.

Agnieszka Osiecka była bardzo osobną poetką i osobnym człowiekiem. Trudną?

Generalnie każdy człowiek jest osobny i unikalny. Agnieszka była osobą jak najbardziej kochającą życie, a więc potrafiła - myślę - także świetnie biesiadować i dobrze się bawić. Ale też przyznam, że w jej spojrzeniu było coś takiego, co świadczyło, że ona jest bardzo cały czas skupiona. Z takim swoim cudownym uśmiechem odpowiadała "dzień dobry" i wracała do swojego spojrzenia, nie nieobecnego, broń Boże, jak najbardziej obecnego, ale jednak skupionego. Dużo pracowała, odnaleziono i sklasyfikowano ok. dwa i pół tysiąca jej tekstów. Tego się nie da zrobić ciągle balangując.

Dużo czasu zajęło Panu szukanie wierszy do piosenek wśród tak wielu tekstów?
Nie. Dlatego, że dobrze się złożyło, że wiosną trafiła do księgarń dwutomowa antologia, zbiór zawierający rzeczy znane z eteru, piosenki ze spektakli teatralnych, ale też wiersze niezagospodarowane. Myszkowałem raczej wśród tych ostatnich. Nie było sensu zajmować się tymi, które są dobrze znane i świetnie muzycznie obsłużone. Agnieszka dysponowała plejadą znakomitych kompozytorów. Jakoś nie przyszło jej do głowy, żeby pomyśleć o mnie. Uważała mnie za jazzmana, była jazzfanką. A kompozytorów miała kilku, świetnych.

Teraz świetnie Pan sobie poradził z interpretacją jej utworów.

Ta przygoda jest dla mnie swoistym spotkaniem z Agnieszką. Wiele razy przekonałem się, że projekty powstają z jakiegoś jednego zdania, wypowiedzianego nawet w chwili nieuwagi. W lipcu zeszłego roku zadzwoniła do mnie Agata (Passent, córka Agnieszki Osieckiej - przyp. red.), zaprosiła na galę festiwalu "Pamiętajmy o Osieckiej". Myślałem o jej znanych piosenkach, o tym, że w ostatniej dekadzie już kilku świetnych artystów wydało zbiory z utworami Agnieszki i stwierdziłem, że nie mam do tego głowy. Kończyłem wtedy zresztą album "Studio Wąchock", który ukazał się jesienią.
Co Pana przekonało?
Powiedziałem Agacie: Gdybyś pozwoliła mi poszperać po tekstach, które jeszcze nie mają muzyki, to może znajdą się takie, z których zrobimy piosenki. Agata była pełna entuzjazmu. Na koncert przygotowaliśmy cztery piosenki, do końca roku dopisałem jeszcze pięć, uzupełniając zbiór. Zaczęliśmy grać na koncertach.

Jak publiczność przyjmowała piosenki Osieckiej w Pana wykonaniu?
Okazało się, że jak się mówi "Agnieszka Osiecka", ludzie od razu słuchają. Agnieszka ma mir w naszej społeczności. I słusznie, była strażniczką języka, potrafiła pisać o swoim mieście, o swoim kraju. Umiała pisać krytycznie, jej teksty bywały bardzo ostre, ale nigdy nie było w nich jadu.

O czym by dzisiaj pisała?
Byłaby zawsze na miejscu i zawsze na bieżąco. I byłaby o wiele ostrzejsza niż kiedyś, bo czasy mamy ostrzejsze. Tamte były w jakiś sposób czarno-białe (uśmiech), choć nie do końca, ale sytuacja była w pewnym sensie stabilna: byliśmy "my", byli "oni". Sytuacja społeczno-polityczna nie była jej obojętna. Lewicowała, ale po dylanowsku, hipisowsku. W dzisiejszym krwawym kapitalizmie (śmiech) z pewnością stanęłaby za zwykłym człowiekiem. Tak podejrzewam, ale to hipoteza.
Na wrocławskim koncercie w Imparcie pozwolił Pan posmakować Niemena piosenką "Sukces".

Pracuje Pan teraz nad piosenkami Niemena?
Już kończę, jestem w finale. I myślę, że nagrywać będziemy pod koniec roku.

Kiedy ukaże się płyta?
Nagrywać nie znaczy wydać. W zeszłym roku ruszyliśmy dość ostro z nagraniami, a nie należy wydawać pięciu albumów jeden po drugim. To nikomu nie jest potrzebne, czyni bałagan. Będziemy nagrywać i schowamy na razie do sejfu, a wydamy później.

We Wrocławiu gościł Pan w świetnym humorze.
Po tak cudownym wieczorze z cudowną publicznością, człowiek naprawdę coś dostaje.

Publiczność była życzliwa także dzięki Waszej energii.
Jesteśmy po to, żeby dać ludziom energię. A jeśli ją emitujemy uczciwie, z całego serca, dostajemy nagrodę: energetyczne napełnienie. To proces przypominający tankowanie.

Ma Pan ulubiony wiersz Osieckiej?

"W żółtych promieniach liści" to tekst, który mnie zachwyca. Obok niego jest bardzo wiele pięknych tekstów Agnieszki.

Śpiewa Pan piosenkę Agnieszki Osieckiej "... tylko brać", o tym, że "Jak pięknie jest rano, gdy jeszcze nie wszystko się stało, i wszystko może się stać, tylko brać". Koncert kończy Pan "Modlitwą" Bułata Okudżawy. Czemu dołącza ją Pan do utworów Osieckiej?

Bo to piękna pieśń i trudno mi się z nią rozstawać. Jak tylko sobie przypomnę, śpiewam ją. Za każdym razem w innej sytuacji i nastroju. Śpiewałem tę piosenkę tysiące razy, nie policzę już, ile, a ona jest wciąż all dente.

Co Pan teraz oddaje Bogu pod opiekę?
Cały się oddaję. Bóg mi dał wszystko, o co prosiłem. Nie wiem właściwie, czym na to zasłużyłem, bo moje życie tu i ówdzie było dość turbulentne.

Tylko w życiu sztucznego człowieka nie ma turbulencji. A Pan jest prawdziwy.

Oczywiście, mam życie bardzo bogate w turbulencje. W przeciwnym razie, skąd byśmy wiedzieli, że żyjemy? (śmiech).

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie