Sofia Ennaoui: Potrzebowałam spokoju, nowego bodźca. Dlatego...

    Sofia Ennaoui: Potrzebowałam spokoju, nowego bodźca. Dlatego przeniosłam się do Wrocławia [WYWIAD]

    Jakub Guder

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Sofia Ennaoui - nasza najlepsza lekkoatletka na dystansie 1500 m - jesienią przeprowadziła się ze Szczecina do Wrocław, choć została przy swoim dotychczasowym trenerze. - Chciałam zmienić środowisko i mieć trochę więcej spokoju. Potrzebowałam nowego bodźca. Nie ukrywam, że byłam już trochę zmęczona współpracą dzień w dzień z moim trenerem - mówi w długiej rozmowie z Gazetą Wrocławską.
    Skąd decyzja o przeprowadzce ze Szczecina do Wrocławia?
    Chciałam zmienić środowisko i mieć trochę więcej spokoju. Potrzebowałam nowego bodźca. Nie ukrywam, że byłam już trochę zmęczona współpracą dzień w dzień z moim trenerem. Mieszkaliśmy w tym samym mieście, był ze mną właściwie od początku mojej sportowe kariery, czyli praktycznie całe życie. Po prostu męczyło mnie nieco, że wszystko wygląda tak samo. Trzeba było coś zrobić. Po mistrzostwach świata w Londynie ciężko było z naszą współpracą.

    No właśnie – już w Londynie sugerowałaś, że coś nie tak poszło z przygotowaniami.
    Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale nie wiedziałam co. Dałam sobie trochę czasu na przemyślenia. Absolutnie nigdy nie chciałam zmieniać trenera, bo mam do niego pełne zaufanie. Po prostu potrzebowałam zmian w przygotowaniach. Aspekt psychologiczny też jest bardzo ważny w sporcie, a to również nie grało. W ostatnich latach startowałam właściwie wszędzie. Po sierpniowych mistrzostwach świata zrobiłam sobie najdłuższy urlop w życiu. Byłam na wakacjach, ale też sporo działałam wokół lekkoatletyki, m.in. z dziećmi. Zajęłam się innym życiem. Przez kilka tygodni nie trenowałam nic. Byłam zmęczona lekkoatletyką. Nie mogłam na nią patrzeć od strony zawodowej.

    To jak teraz wygląda Twoja współpraca z trenerem Wojciechem Szymaniakiem, bo on został w Szczecinie?
    Jestem już doświadczoną zawodniczką. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale przez wiele lat trenowałam sama. Najpierw mieszkałam poza Szczecinem, potem – gdy się przeprowadziłam – to w domu też biegałam sama, a z trenerem Szymaniakiem tylko na zgrupowaniach kadry narodowej, do której dostaliśmy się razem w 2011 roku. Od tej pory przez to lekkoatletyczne życie kroczymy razem. Ostatnie dwa lata mieszkałam już tam gdzie trener. To już było troszkę za dużo. Treningowo to działało, psychologicznie – już nie. Mam rozpiskę jak ćwiczyć od trenera, ale biegam sama, bo wiem, do czego dążę. Szkoleniowiec nie jest mi potrzebny do mobilizacji, ale do poprawiania błędów, czasem jakiegoś wsparcia w trudniejszych momentach.

    Czyli w tym sezonie to ten aspekt psychologiczny ma być Twoim największym atutem.
    Zdecydowanie. Nie mogłam przekonać swojego trenera, że współpraca z psychologiem jest konieczna. Sportowiec kompletny, to taki, który ma wszystko poukładane nie tylko pod względem sportowym. Chodzi o życie prywatne, aspekty psychologiczne. To wszystko musi być zabezpieczone. Nasz psycholog zawsze tłumaczy, że jeśli nie będę miała poukładanego życia pozasportowego, to nie będę miała potem do czego wrócić. Życie sportowe nie będzie wówczas takie, jakie mogłoby być.

    To do czego chcesz wrócić po sporcie?
    Chcę we Wrocławiu pójść na studia. Zawsze marzyłam o tym, żeby studiować na Akademii Wychowania Fizycznego. Po liceum wybrałam matematykę, ale wytrzymałam tylko rok.

    Matematyka?
    W szkole zawsze byłam w tym dobra i sprawiało mi to przyjemność. Mogłam nie chodzić na lekcje, a i tak zadania nie sprawiały mi trudności. Przychodziłam – pach, pach, pach i rozwiązane!

    Jak to jest z koncentracją przed zawodami? Dziś, gdy się Ciebie ogląda, to jesteś bardzo skupiona. Słuchawki, jakaś muzyka. Zupełnie inna osoba niż Sofia Ennaoui na co dzień. Tak normalnie, to wszędzie jest Cię chyba pełno, lubisz dużo mówić… Tej koncentracji można się nauczyć?
    Kiedy jestem w domu, to też lubię się wyciszyć. Czasem nie chcę z nikim rozmawiać, tylko po prostu być w swoim towarzystwie. Wszyscy sportowcy stają się czasem typem samotnika. Ja pewnie rzadziej. Ludzie znają mnie od tej strony, że jestem żywiołową osobą. Oczywiście duże znaczenie ma tu trening mentalny z psychologiem. Staram się przed starami niepotrzebnie nie wyrzucać energii. Pomaga mi, gdy skupiam się na jednym celu. Z roku na rok staram się to wypracowywać coraz bardziej. Czuję, że w tym względzie może być jeszcze lepiej.

    Kiedy biega się na międzynarodowych imprezach z takimi zawodniczkami jak Caster Semenya, to nie ma problemów z motywacją? Trudno z nimi wygrać. Jak zachowujecie się, gdy jesteście razem z nimi w call roomie, tuż przed startem?
    Nie skupiam się na nich wówczas. Call room to jest już mój czas. Rozmawiamy o nich w hotelu, czy gdy oglądamy zawody w telewizji. Trudno przejść obok nich obojętnie, bo się wyróżniają (uśmiech). W mojej konkurencji (1500 m) problem jest mniejszy, bo na MŚ w Londynie na tym dystansie startowała tylko Semenya. Gdybym była bezczelna, to mogłabym powiedzieć, że zabrała mi miejsce w finale, bo byłam 13., a awans uzyskało 12 pierwszych biegaczek. Uważam jednak, że gdybym wówczas była lepszą wersją siebie i wykonała wszystkie założenia taktyczne, to weszłabym do finału. Nie przejmuję się tym, co dzieje się dookoła. Z roku na rok chcę być jak najlepszą zawodniczką. Nie jestem w stanie kontrolować rywalek – jakie środki stosują. Dlatego trzeba się skupić na sobie. Rozmyślania i gdybanie nie przesuną nas w stawce do przodu.

    ---> DRUGA CZĘŚĆ ROZMOWY (KLIKNIJ)


    1 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo