Śniły o polskim chlebie i smalcu

    Śniły o polskim chlebie i smalcu

    Rafał Święcki

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    51 lat temu 1200 koreańskich sierot wyjechało z Ośrodka Wychowawczego w Płakowicach. Dzieci wracały do ojczyzny po sześcioletnim pobycie w Polsce, która udzieliła im schronienia po wojnie koreańskiej. Wyjeżdżały z ogromnym żalem, a polscy opiekunowie żegnali je ze łzami w oczach.
    Koreańskie dzieci przyjechały do Płakowic, koło Lwówka Śląskiego latem 1953 roku. Negocjowano rozejm pomiędzy stronami walczącymi w konflikcie w dalekiej Azji. Władze Polski postanowiły wesprzeć komunistyczną Koreę Północną, przyjmując na wychowanie dzieci z wyniszczonego wojną kraju. Ich pobyt w Polsce miał być objęty tajemnicą. Dlatego wybrano położony na uboczu ośrodek wychowawczy w Płakowicach. Poza tym dzieci mogły tu liczyć na bardzo dobre warunki. Zakwaterowano je w budynkach zbudowanego jeszcze przez Niemców dawnego szpitala psychiatrycznego. Ośrodek do dziś jest otoczony pięknym parkiem, wokół same lasy.

    Koreańskie sieroty przyjeżdżały do Płakowic po wielotygodniowej podróży koleją. Jechały do Polski przez Chiny i Związek Radziecki.

    - To byli chłopcy i dziewczynki w różnym wieku. Najstarsze dzieci miały 14 lat, a najmłodsze około pięciu. Wszystkie umundurowane - wspomina Józef Borowiec, wówczas szef wydziału oświaty w Lwówku Śląskim i późniejszy dyrektor płakowickiego Państwowego Ośrodka Wychowawczego.
    Dzieci wyglądały identycznie. Miały uszyte białe bluzy i spodenki z lnianego, zwykłego płótna. Na głowach czapki z tego samego materiału. Na plecach płócienne woreczki. W środku był kawałek lnianej szmatki, który służył za ręcznik. Na nogach miały charakterystyczne zielone pantofle, całe zrobione z gumy, z zadartymi noskami.

    Dzieci dziwiły się, jak można jeść masło, bo tych smaków nie znały z Korei. Nie chciały też słodyczyNa polskich wychowawcach szczególne wrażenie zrobiło niezwykłe zdyscyplinowanie koreańskich sierot. Bezwzględnie wykonywały polecenia swych koreańskich wychowawców i tzw. kapitanów - starszych dzieci wybranych na porządkowych.

    - Kiedy przyjechał pierwszy transport, było niezwykle gorąco. Kilkoro dzieci zemdlało podczas ustawiania zbiórki. To nie wzbudziło żadnego poruszenia. Kapitanowie wydali po prostu dyspozycje, żeby przenieść zemdlonych do cienia - mówi były dyrektor ośrodka.

    Pracownicy wspominają, że koreańscy porządkowi potrafili być niezwykle brutalni wobec innych dzieci. Jednym z pierwszych zadań naszych wychowawców stała się więc zmiana sposobu wymuszania przez nich dyscypliny. - To nam nie odpowiadało. Taki kapitan potrafił strzelić pięścią młodszego w twarz, a ten przyjmował to pokornie - mówi były nauczyciel Bogusław Bydłoń.
    Polskie władze do opieki nad sierotami przygotowały kilkusetosobowy personel: wychowawców, nauczycieli, lekarzy, kucharki, kierowców i pracowników obsługi.

    Kadra pedagogiczna składała się w większości z ludzi bardzo młodych. Ośrodek w Płakowicach był często ich pierwszym miejscem zatrudnienia. Tuż po ukończeniu liceów pedagogicznych kierowano ich tu z różnych części Polski, całymi grupami, z nakazem pracy.

    Na wstępie spotykali się z bardzo trudnym zadaniem, bo żaden z Polaków nie znał koreańskiego, a dzieci nie mówiły po polsku. Problemem było nawet odróżnienie wychowanków. Jednakowy strój i podobne rysy twarzy sprawiały, że początkowo nie potrafili ich rozpoznawać. Imion uczyli się na pamięć.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (6)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Płakowice Ja tam byłem

    Wychowanek 1954-1956 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

    Dlaczego nie mogę znaleźć żadnej informacji i nikt nie pisze o fakcie którego nie da się zaprzeczyć bo uczestniczyłem w tym osobiście jako wychowanek tego ośrodka wraz z Koreańczykami, że w wakacje...rozwiń całość

    Dlaczego nie mogę znaleźć żadnej informacji i nikt nie pisze o fakcie którego nie da się zaprzeczyć bo uczestniczyłem w tym osobiście jako wychowanek tego ośrodka wraz z Koreańczykami, że w wakacje 1954 r zebrano z całej polski z różnych Domów Dziecka wówczas istniejących ponad 200 dzieci i bez pytania czy chcą czy nie chcą dostarczono ich do tego ośrodka w Płakowicach, byłem tam przez dwa lata i dopiero po ciężkiej chorobie jako wrak dziecka nienadającego się do życia w takim trybie wychowywania przeniesiono mnie do innego domu dziecka? To nie był żaden tajny ośrodek i nie trzymano nas tam za karę, to był zwykły Dom Dziecka tyle tylko że był ogromny w porównaniu w których byłem do 1960 r a więc od kiedy pamiętam i mam porównanie co do warunków w jakim byli wychowywani Koreańczycy. Jadłem z nim z jednej miski, spałem w jednej sypialni, chodziliśmy do tej samej szkoły, klasy, ci co piszą że to był TAINY OŚRODEK NIECH chyba dla tych co o tym nie wiedzieli a teraz robią z tego sensację i jak mi wiadomo nie było żadnej cenzury w korespondencji bo musiałbym o tym wiedzieć, listy mogłem wrzucać do dowolnej skrzynki czy to w Płakowicach, wioski nieopodal, czy z Lwówka i żaden z przychodzących nie miał oznak ich cenzury.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    I co dalej?

    Ela (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 4

    Powrót do tematu:
    WRZENIE ŚWIATA, Warszawa, CZ 17.10. g.19:00 „Skrzydła anioła”

    Dziennikarskie śledztwo o tajnym ośrodku dla 1200 koreańskich dzieci, utworzonym w Płaskowicach koło Wrocławia....rozwiń całość

    Powrót do tematu:
    WRZENIE ŚWIATA, Warszawa, CZ 17.10. g.19:00 „Skrzydła anioła”

    Dziennikarskie śledztwo o tajnym ośrodku dla 1200 koreańskich dzieci, utworzonym w Płaskowicach koło Wrocławia. Spotkanie z Jolantą Krysowatą, autorką książki.
    zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    No nie wiem

    Dawid (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

    To było w Płakowicach koło Lwówka Śląskiego.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Niesamowita historia

    Marcin (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 115 / 61

    Kurcze-ale to niesamowita historia...Nigdy nic o tym nie wiedziałem dopiero wczoraj po emisji na TVP3 dowiedziałem się,że coś takiego w Polsce miało miejsce:I

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    w okolicach Lubina, Rudnej

    gdzies to słyszałem (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 107 / 96

    Miano hodować ryż- dlatego tez ściągnięto z Wietnamu specjalistów, którzy mieli nauczyć Polaków uprawy.
    Podobno z lotu ptaka można jeszcze zobaczyć pozostałości tych poletek- z upraw nic nie...rozwiń całość

    Miano hodować ryż- dlatego tez ściągnięto z Wietnamu specjalistów, którzy mieli nauczyć Polaków uprawy.
    Podobno z lotu ptaka można jeszcze zobaczyć pozostałości tych poletek- z upraw nic nie wyszło.....
    podobno są do dziś świadkowie, którzy coś o tym wiedzą.
    warto by przy tym poszperać- to również jest historia
    zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Gdzieś to słyszałem

    Ja tam BYłem e 1954 r jako wychowanek dziecko Polskie (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 4

    Ryż próbowano chodować w Puławach z pewnym pozytywnym skutkiem

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo