Śmiertelnie chora matka co dzień pyta: Dlaczego?

Agata Grzelińska
Andżelika, córka Agnieszki Kasprzyk, jest w szpitalu codziennie. - Chciałabym mieć psa, ale moje największe  marzenie to żeby mama wyzdrowiała. Pies mi nie jest potrzebny, tylko mama - mówi dziewczynka i przytula się do niej mocno.
Andżelika, córka Agnieszki Kasprzyk, jest w szpitalu codziennie. - Chciałabym mieć psa, ale moje największe marzenie to żeby mama wyzdrowiała. Pies mi nie jest potrzebny, tylko mama - mówi dziewczynka i przytula się do niej mocno. Agata Grzeilńska
Udostępnij:
Agnieszka Kasprzyk z Jawora ma dopiero 33 lata. Samotnie wychowuje dwie córki: Sandrę i Andżelikę. Od dwóch lat zmaga się z nieuleczalną chorobą, która odbiera jej resztki sił. Bardziej niż o siebie boi się o dzieci. - Mogę być chora - mówi. - Bylebym tylko mogła zostać z nimi jeszcze trochę... O dramatycznej walce o życie pisze Agata Grzelińska

Na korytarzu w szpitalu przed salą, w której leży Agnieszka Kasprzyk, stoi Andżelika, jej dziesięcioletnia córka.

- Dziadek mamę naciera, musimy zaczekać - mówi mała. Ma starannie zaplecione warkoczyki i podkrążone oczy.

- Ciągle płacze. Siedzi przy mnie cały czas. Bardzo przeżywa moją chorobę. Boi się spać przy zgaszonym świetle, ma migrenę dziecięcą - powie parę chwil później 33-letnia Agnieszka Kasprzyk.

Na sali trzy łóżka. Agnieszka jest najmłodszą pacjentką. Z daleka widać tylko jej wielkie oczy.

- W ciągu tygodnia schudłam 9 kg. Przed chorobą ważyłam 95 kilogramów, a teraz tylko 48 - wylicza z trudem. - Nie mogę jeść. Boję się, że umrę...

Piętnaście lat wcześniej urodziła Sandrę. Była szczęśliwa. Miała tylko 18 lat, ale zapewnia, że jedna i druga malutka były zaplanowanymi dziećmi.

- To była wielka radość, chociaż obie potem bardzo chorowałyśmy - wspomina Agnieszka. - Sandra często płakała. Andżela była już zupełnie inna, zdrowa i spokojna. To moje dwa skarby.

Zaczęło się dwa i pół roku temu. Pracowałam w zieleni miejskiej, często na słońcu, i nagle dostałam strasznego uczulenia

Z Danielem, ojcem dziewczynek, nie miała ślubu. Na początku było dobrze, ale potem on zaczął pić. Robił awantury. Agnieszka najpierw walczyła o miłość.

- Myślałam, że go zmienię. Chodziłam nawet do klubu AA, ale nie udało się - opowiada. - Musiałam chronić dziewczynki. Nie chciałam, żeby patrzyły na awantury. Odeszłam.

On przestał się interesować córkami. Ona świetnie sobie radziła. Z nikim się już nie związała. Pracowała i zajmowała się dziećmi.

- Zaczęło się dwa i pół roku temu. Pracowałam w zieleni miejskiej, często na słońcu, i nagle dostałam strasznego uczulenia - mówi chora kobieta. Zrobiła jej się rana na uchu, potem posiniało udo. Dostała odczulające lekarstwa, sterydy, ale jak się potem okazało, nie było to zwykłe uczulenie na słońce, tylko nieuleczalna choroba: toczeń, który uaktywnia się między innymi pod wpływem słońca. Trafiła do kliniki we Wrocławiu. Tam specjaliści postawili diagnozę: zapalenie skórno-mięśniowe. 4 tygodnie leżała w szpitalu przy ul. Chałubińskiego.

- Postawili mnie na nogi. Dostałam leki i jakoś było dobrze. Do listopada - Agnieszka zawiesza głos. Szybko się męczy.
Zaczęła tracić siły. Toczeń jest chorobą autoimmunologiczną, co znaczy, że układ odpornościowy człowieka atakuje jego własne komórki i tkanki. W efekcie pojawiły się kolejne choroby: wrzody jelita grubego i żołądka, guz nerki i podejrzenie - jeszcze niepotwierdzone - nowotworu węzłów chłonnych.

- Niknie w oczach. Jest taka chudzieńka. Nie wiem, co robić - Zbigniewowi Kasprzykowi łamie się głos. - Gotuję dla niej gołąbki, bo mówi, że ma na nie ochotę.

Ojciec Agnieszki nie potrafi długo rozmawiać. Płacze. Nie radzi sobie z chorobą dziecka, jego żona też nie.

- Usychamy razem z nią - dodaje cicho pan Kasprzyk. - Wolałbym sam zachorować, tylko żeby ona była zdrowa.

Agnieszka nie ma aż takich oczekiwań.

- Mogę być chora, bylebym tylko mogła zostać z moimi dziećmi, dopóki dorosną - wyznaje swoje największe marzenie. - Chcę być ich podporą. Marzę, żeby znów móc robić proste rzeczy: zakupy, sprzątanie, gotowanie. Bo teraz nie mogę się sama ubrać, umyć, obrócić na drugi bok.

W domu Agnieszką opiekują się rodzice i córki. Andżelika nie odstępuje mamy na krok. Bardzo się boi, gdy Agnieszkę zabierają do szpitala.

Co dzień zadaję sobie pytanie: Dlaczego to ja? Przecież nie piłam, nie paliłam. Całe życie staram się być uczciwa

- Mówię jej, że tu mnie wyleczą, że dodadzą siły - mieszkanka Jawora przełyka łzy. - Sandra jest bardzo zamknięta w sobie, nie chce ze mną rozmawiać o mojej chorobie. Prosi tylko, żebym nie umierała, bo sobie beze mnie nie poradzą.

Agnieszka, jak to matka, bardziej myśli o córkach niż o sobie.

- Co dzień zadaję sobie pytanie: Dlaczego to ja? Przecież nie piłam, nie paliłam. Całe życie staram się być uczciwa i tak też wychowuję moje dzieci. Mam żal do życia o to - głos Agnieszki słychać coraz ciszej. Jest bliska załamania. Tak jak jej rodzice. - Boję się że umrę, że nie będzie się miał kto zająć moimi dziećmi. Mama nie pracuje, tata ma pół etatu. Jest im ciężko. Boję się, że dziewczynki trafią do domu dziecka. Nie chcę o tym myśleć.

Martwi się, że nie ma za co kupić córkom książek, zeszytów, plecaków do szkoły. Wylicza swoje marne dochody na trzyosobową rodzinę: zasiłek stały 120 zł, zasiłek okresowy 170 zł, alimenty na córki 170 zł i 180 zł oraz rodzinne 182 zł. Za co więc kupuje lekarstwa?

- MOPS bardzo mi pomaga. Nie mogę na nich narzekać - mówi pani Agnieszka.
W Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej nie rozmawiają o szczegółach - ochrona danych osobowych - ale zapewniają, że wykorzystują każdą szansę, jaką daje prawo. A ono jest sztywne.

- Kryterium dochodu na osobę w rodzinie nie zmienia się od 5 lat - mówi Barbara Polińska, dyrektor MOPS w Jaworze.

Agnieszka Kasprzyk nie może pracować, ale też nie należy jej się renta. ZUS odmówił przyznania świadczenia, bo 33-letnia kobieta nie ma wystarczająco dużo lat pracy.

- Tak bym chciała, żeby mogły się uczyć, żeby poszły na studia - marzy chora matka dziewczynek. - Obie się bardzo dobrze uczą. Wygrywają konkursy. Mają dużo talentów.

Agnieszka ożywia się i uśmiecha, gdy mówi o córkach, o ich zainteresowaniach, śpiewaniu, recytowaniu, o występach na szkolnej scenie i o talentach kosmetyczno-fryzjerskich czy o wielkiej miłości do zwierząt. Widać, że jest z nich bardzo dumna.

Chciałabym widzieć, że sobie radzą, że są szczęśliwe. Chciałabym kiedyś zostać babcią

- Chciałabym widzieć, że sobie radzą, że są szczęśliwe. Chciałabym kiedyś zostać babcią - dodaje ciszej, jakby wstydząc się, że za dużo pragnie.

Nagle do sali wchodzi pięknie opalona kobieta w białej tunice. - Anioł - uśmiecha się Agnieszka. Katarzynę Gawron poznała w szkole swojej starszej córki. Mają dzieci w tej samej klasie. Przyjaciółka dba o to, by odnalazła w sobie siłę do walki.

- Wiem, czego Agnieszce potrzeba: być z nią. Przytulam i pocieszam, a jak trzeba, nakrzyczę - opowiada energiczna pani Kasia. Wie, co mówi, ma bardzo chorego synka. - To prawda, że trudno walczyć, ale trzeba. Agnieszka musi wierzyć, że się uda, musi chcieć, musi być silna. Ja wiem, że warto walczyć, i zmuszam ją, żeby znajdowała w sobie siłę psychiczną.

Agnieszka słucha przyjaciółki i się uśmiecha. Przyznaje, że jej znajomi zdali egzamin. Odwiedzają, piszą esemesy. Są obok.

***

Jeśli ktoś chciałby pomóc w zakupie szkolnych wyprawek, prosimy o kontakt z autorką tekstu: [email protected]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie